Walka Arkadiusza Wrzoska z Szymonem Bajorem na gali KSW 114 w Radomiu była jednym z najciekawszych starć wagi ciężkiej ostatnich miesięcy i miała wyraźny kontekst sportowy – zderzyły się dwa zupełnie różne style i etapy kariery.
Od pierwszych sekund było widać, iż Wrzosek chce trzymać walkę w stójce. Poruszał się lekko jak na wagę ciężką, pracował na nogach i regularnie punktował rywala mocnymi kopnięciami oraz prostymi. Jego kickbokserskie doświadczenie było widoczne w dystansie, timingu i kontroli przestrzeni.
Bajor, zgodnie z przewidywaniami, próbował skracać dystans i przenosić pojedynek do klinczu lub parteru. Szukał obaleń, napierał fizycznie i starał się narzucić bardziej siłowy styl walki. Problem w tym, iż Wrzosek bardzo dobrze bronił prób sprowadzeń – rozbijał akcje kolanami, odpychał rywala i gwałtownie wracał do swojej gry w stójce.
Wrzosek zachował spokój, nie forsował tempa bez potrzeby i konsekwentnie realizował plan taktyczny. W 40 sekundzie drugiej rundy fighter z Kolbuszowej nadział się na kolano swojego przeciwnika i został znokautowany.
Dla Szymona Bajora była to trudna porażka, ale nie kompromitująca. Wyszedł do walki z zawodnikiem w świetnej formie, próbował realizować swój plan, jednak tego wieczoru trafił na rywala, który był po prostu lepszy sportowo i fizycznie.
- Arek to świetny kickboxer. Złapał mnie w tempo, wykorzystał moment i zrobił to co zamierzał. Gratuluję Arkowi zwcyięstwa. Ja wracam do domu, robię sobie chwilę przerwy, odrabiam lekcje i będę pracował nad jeszcze lepszą dyspozycją – powiedział Szymon Bajor po walce.




