Syn Beaty Tadli relacjonuje sytuację w Jordanii. "Widziałem pociski"

6 godzin temu
Jan Kietliński przebywa od dłuższego czasu w Ammanie, w którym odczuwalny jest konflikt USA i Izraela z Iranem. W rozmowie z nami opisał, jak wygląda codzienność w Jordanii.
Odłamki zestrzelonych irańskich pocisków znalazły się nie tylko w lubianym przez Polaków Dubaju, ale i nieco dalej, w Jordanii. Wiemy, iż mieszkańcy Zjednoczonych Emiratów Arabskich starają się zachować spokój w obliczu wielu fałszywych komunikatów i wybuchów. W Ammanie obywatele przywykli do alertów, o czym informuje syn Beaty Tadli.


REKLAMA


Zobacz wideo Tadla ujawnia kulisy sukcesu "PnŚ"


Jan Kietliński mówi o codziennym życiu w Jordanii. "Wyły syreny, a my piliśmy herbatę"
Syn dziennikarki mieszka w tej chwili w Ammanie i przywykł do tego, iż wszelkie komunikaty i niepokojące dźwięki występują tutaj na porządku dziennym. - Jordańczycy przyzwyczajeni są do dźwięku syren i tego, iż gdzieś w ogródku "coś się pali". Pamiętajmy, iż to ostatni kraj w regionie, który jest stabilny, zamożny i rozwijający się. Dlatego życie tu toczy się normalnie - poinformował nas Kietliński. Przypomniał o wielkim poście w islamie, który niedawno się rozpoczął. - Trwa ramadan, więc ulice za dnia są puste, a wieczorem wracają do życia - dodał.
Podejście mieszkańców Jordanii do alarmów jest jednak inne niż w innych krajach. - Pierwszego dnia wojny byłem na premierze nowej kolekcji rękodzieła mojego kolegi w lokalnej galerii sztuki. Wyły syreny, a my piliśmy herbatę i słuchaliśmy muzyki. Wieczorem widziałem pierwsze pociski Iranu, które były zestrzeliwane w okolicy Ammanu. W mieście, jak i w okolicy spadły odłamki, ale nie wyrządziły szczególnych szkód - przekazał Kietliński.
- Od tamtej pory syreny wyją cyklicznie - głównie w nocy i rano. choćby dziś idąc do kawiarni, widziałem akcję jordańskich sił zbrojnych i zestrzeloną w oddali rakietę. Natomiast służby robią wszystko, żebyśmy w mieście czuli się bezpiecznie. Mają setki hektarów pustyni, nad którą starają się wykonywać takie manewry - dodał następnie.


Jan Kietliński o trudnościach z powrotem do domu. Na razie to niemożliwe
Skala konfliktu nie jest znana i nie wiemy, ile dalej potrwa napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie. Kietliński wspomniał, iż nie może na razie wrócić do ojczyzny. - Mój lot został odwołany. Nie latają tu żadni europejscy przewoźnicy. Jedyną szansą jest wyprawa do Egiptu lub zakup drogich biletów liniami Royal Jordanian, które korzystają z okien czasowych i przy "zielonym świetle" wykonują loty do Europy i nie tylko - przekazał nam syn dziennikarki. Nie ma na razie żadnej pewności, czy będzie mógł opuścić bezpiecznie Jordanię na początku marca.
Idź do oryginalnego materiału