Świnoujście. Zwłoki na drodze w strefie koło Terminala LNG

3 godzin temu

Co tu się stało? Do czego tu doszło przy terminalu?

To miała być zwykła, zimowa noc w strefie przemysłowej. Teren pełen rurociągów, infrastruktury krytycznej, dojazdowych dróg, na których co chwilę pojawiają się samochody. Miejsce, gdzie – wydawałoby się – obowiązują szczególne zasady ostrożności, rozsądku i odpowiedzialności. Tymczasem to, co opisał w mediach społecznościowych Piotr Piwowarczyk, brzmi jak scenariusz z filmu, a nie relacja z realnego zdarzenia.

„Naiwny… myślałem, iż ilość krytycznych rurek przy terminalu, w strefie, pozwoli choć zwierzakom spokojnie zimować w krzakach. Tymczasem pan lat około 20 urządził sobie safari z fintą na środku drogi, pomiędzy rurociągami i jeżdżącymi samochodami” – napisał.

Polowanie czy skrajna nieodpowiedzialność?

Według relacji, młody mężczyzna wyposażony w noktowizor oraz specjalistyczną odzież myśliwską miał poruszać się i oddawać strzały w miejscu, które trudno uznać za bezpieczne – na drodze technicznej, pomiędzy instalacjami przemysłowymi, w bezpośrednim sąsiedztwie ruchu samochodowego.

To rodzi fundamentalne pytanie: co tu się adekwatnie wydarzyło? Czy była to legalna aktywność łowiecka, czy raczej skrajna lekkomyślność, która mogła skończyć się tragedią?

Bo mówimy nie o leśnej głuszy, ale o strefie, gdzie każdy niekontrolowany strzał może stanowić zagrożenie dla ludzi, infrastruktury i środowiska. Wystarczy chwila, rykoszet, błąd w ocenie odległości. Skutki byłyby nieodwracalne.

„Zwróciliśmy uwagę, zadzwonił po tatę”

Szczególnie niepokojący jest dalszy fragment relacji. Gdy świadkowie mieli zwrócić uwagę, iż to droga i iż ktoś może zostać postrzelony, reakcja nie polegała na przerwaniu działań czy refleksji nad bezpieczeństwem.

„Gdy zwróciliśmy uwagę, iż to droga i może kogoś postrzelić… zadzwonił po tatę. Kolejnego myśliwego” – czytamy.

Ten jeden szczegół otwiera kolejne pole do pytań. Czy mamy do czynienia z poczuciem bezkarności? Z przekonaniem, iż „wolno więcej”, bo ma się odpowiednie kontakty, sprzęt, pozwolenia?

I wreszcie – czy ktoś w tej sytuacji sprawdził, czy działania były zgodne z prawem i zasadami bezpieczeństwa?

Infrastruktura krytyczna to nie ambona

Tereny w pobliżu terminali, rurociągów i instalacji przemysłowych podlegają szczególnej ochronie. To nie tylko kwestia własności czy przepisów łowieckich, ale element bezpieczeństwa publicznego. Strzał oddany w takim miejscu to potencjalne zagrożenie nie tylko dla przypadkowego kierowcy, ale także dla ciągłości działania infrastruktury o znaczeniu strategicznym.

Dlatego relacja Piotra Piwowarczyka wywołała tak silne emocje. Bo jeżeli faktycznie doszło do polowania „na środku drogi”, pomiędzy rurociągami i samochodami, to nie jest to sprawa marginalna ani błaha.

Jedni ratują, drudzy strzelają

„Jedni ratują za każdą cenę, drudzy mordują dla zabawy” – kończy swój wpis autor.

To zdanie, choć ostre, dobrze oddaje narastający społeczny konflikt wokół łowiectwa. Z jednej strony mamy wolontariuszy, aktywistów i mieszkańców, którzy zimą dokarmiają zwierzęta, zabezpieczają siedliska i walczą o ich ochronę. Z drugiej – obrazy ludzi z noktowizją, drogim sprzętem i bronią, działających w miejscach, gdzie bezpieczeństwo powinno być absolutnym priorytetem.

Co tu się stało i kto to wyjaśni?

Na ten moment pozostaje więcej pytań niż odpowiedzi:

• czy w tym miejscu w ogóle wolno było prowadzić polowanie • czy teren był adekwatnie oznakowany • czy zachowane zostały zasady bezpieczeństwa • czy odpowiednie służby zostały powiadomione • i wreszcie – czy ktoś poniesie odpowiedzialność

Jeżeli relacja jest zgodna z faktami, sprawa powinna zostać dokładnie wyjaśniona przez odpowiednie instytucje. Bo dziś mówimy o zwierzętach. Jutro mogłoby chodzić o człowieka.

To nie jest spór ideologiczny. To pytanie o granice, odpowiedzialność i zdrowy rozsądek. I o to, czy naprawdę wszystko wolno, jeżeli trzyma się w ręku broń.

Phou Si Hill w Luang Prabang. Święta góra Laosu
Idź do oryginalnego materiału