Starsza kobieta odwróciła się do Roberta i powiedziała mu słowa, od których przeszedł go dreszcz po …

3 tygodni temu

Środa była wyjątkowo cicha, gdy jechałem pociągiem na wieś. Wagon prawie pusty, tylko kilku pasażerów w drodze na swoje działki i ogródki. Nagle weszła starsza kobieta w kwiecistej chuście, wyraźnie znająca się na robocie w ziemi jak ja i reszta tych, co jechali. Zajęła miejsce koło mnie. Przez głowę przewinęły mi się wspomnienia o mojej zmarłej żonie, Zofii. Kiedyś, każde lato spędzaliśmy razem na naszej działce w okolicach Grodziska Mazowieckiego. Odkąd jej zabrakło po ciężkiej chorobie, unikałem tego miejsca jak ognia melancholia i samotność skutecznie mnie odstraszały.

Gdy pociąg zatrzymał się na jednej ze stacji, kobieta spojrzała na mnie i powiedziała słowa, które aż mnie zmroziły: „Dziś będzie piękny, słoneczny dzień. Z pewnością zdążymy jeszcze coś zrobić.” Dokładnie to samo mawiała kiedyś Zofia, zanim wychodziliśmy razem na działkę. Zamrugałem z wrażenia, ale tylko kiwnąłem głową, po czym zaczęliśmy rozmawiać o kiepskich plonach z tego roku, srogiej zimie, naszych nadziejach na kolejny sezon.

Na przystanku autobusowym zorientowałem się, iż przecież nigdy wcześniej tej kobiety nie widziałem, choć środowisko działkowców z okolic Warszawy nie jest wielkie. Trochę podążaliśmy razem w milczeniu, aż nasze drogi się rozeszły. Kiedy dotarłem na swoją działkę, widziałem, jak przez te miesiące porosła ją dzika roślinność. Zamiast ulgowego westchnienia, poczułem niespodziewaną motywację rozmowa z tą kobietą w pociągu sprawiła, iż zapragnąłem znowu poczuć ziemię pod paznokciami.

Chwyciłem za łopatę i już po chwili przekopywałem grządki, wyrywałem chwasty, czułem znowu satysfakcję z pracy. Zdecydowałem, iż na razie nie sprzedam działki, choć wcześniej miałem takie myśli. Usiadłem na starej ławce, wyciągnąłem kanapki i herbatę z termosu. Obok kołysały się moje ulubione malwy, pod starym jabłoniowym drzewem leżały dojrzałe antonówki a ja poczułem się przez moment szczęśliwy.

Nastrój miałem wyraźnie lepszy. Postanowiłem odwiedzać działkę częściej. Znalazłem choćby kilka pięknych prawdziwków wśród brzóz nad rzeką i ciężar w piersi stał się lżejszy. Uznałem, iż muszę wrócić do tej pracy, bo niesie ona ze sobą euforia i sens.

W drodze powrotnej spotkałem znów tę kobietę, która tym razem usiadła naprzeciw mnie. Podzieliliśmy się jabłkiem, śmiejąc się z naszych ogrodniczych wpadek i pierwszych sukcesów w tym sezonie. Przekonała mnie, iż życie może przez cały czas być pełne wystarczy, aby dawać sobie szansę. Dała mi do zrozumienia, iż w pracy i trosce o ziemię tkwi coś więcej niż tylko obowiązek można tu znaleźć spokój i cel.

Wysiadłem na swojej stacji, patrząc na zachodzące słońce nad polami. Pierwszy raz od dawna poczułem, iż nie jestem już tak przygnieciony samotnością. Najważniejsze, żeby nie zamykać się w sobie czasem przypadkowa rozmowa potrafi przywrócić chęć do życia. To lekcja, którą będę zawsze pamiętał.

Idź do oryginalnego materiału