Od dwóch dni media szeroko informują o potrąconym wilku, który przez wiele godzin konał. Do zdarzenia doszło ona terenie gminy Czaplinek, a do działań skierowano patrol Policji. Policjanci we współpracy z innymi służbami przez wiele godzin szukali wsparcia, aby na miejsce dojechał lekarz weterynarii . Mimo zaangażowania wielu służb i instytucji lekarz na miejsce przyjechał dopiero rano. Zwierzę zostało uśpione.
Sprawa braku kontaktu z lekarzami weterynarii i postawa Powiatowego Lekarza Weterynarii wzbudziła zainteresowanie Mikołaja Dorożały, Wiceministra Klimatu i Środowiska oraz Głównego Konserwatora Przyrody, który zapowiedział interwencję u Głównego Lekarza Weterynarii. Stowarzyszenie „Wilk” podkreśla natomiast, iż ta sytuacja obnaża całkowitą ułomność systemu.
Głos w dyskusji zabrał Radosław Dominowski, wieloletni myśliwy, łowczy, propagator łowiectwa i pasjonat przyrody. Swoje stanowisk o tej sprawie przedstawił w mediach społecznościowych. Jest to kolejny istotny głos w dyskusji o tej sytuacji. W informacji Radosława Dominowskiego czytamy – Wilk konał godzinami. To nie była „znieczulica” – to był strach przed decyzją Śmierć potrąconego wilka, który przez kilka godzin konał w mrozie, poruszyła opinię publiczną. Słusznie cierpienie zwierzęcia zawsze powinno nas poruszać. Jednak narracja, która natychmiast pojawiła się w mediach i mediach społecznościowych, jest nie tylko uproszczona, ale po prostu fałszywa. Nie zawiódł „system”. Nie zawiodła „cywilizacja”. Nie zawiodła empatia ludzi obecnych na miejscu. Zawiódł strach przed podjęciem decyzji. Prawo istnieje. I jest jednoznaczne Art. 33 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt jasno stanowi, iż uprawnione służby mogą, a w sytuacji koniecznej powinny zakończyć cierpienie zwierzęcia. Dotyczy to również zwierząt objętych ochroną gatunkową, jeżeli znajdują się w stanie agonalnym i nie ma realnych szans na ratunek. To nie jest „furtka dla okrucieństwa”. To jest mechanizm humanitarnego działania. W tym przypadku wilk cierpiał przez wiele godzin, przy ujemnej temperaturze, w obecności ludzi, którzy chcieli pomóc ale bali się konsekwencji. A dlaczego się bali. Bo realia są takie, iż każdy funkcjonariusz, myśliwy czy osoba decyzyjna wie, iż: podjęcie trudnej, ale humanitarnej decyzji może skutkować publicznym linczem, organizacje pseudoekologiczne natychmiast uruchomią hejt i oskarżenia o „morderstwo”, media chętnie pokażą emocjonalny nagłówek, ale rzadko wytłumaczą przepisy. Gdyby którykolwiek z obecnych na miejscu policjantów lub zawiadomionych myśliwych skrócił cierpienie wilka, jeszcze tego samego dnia zostałby nazwany „zwyrolem”, „oprawcą” albo „mordercą chronionego gatunku” To właśnie ten paraliż decyzyjny – nie brak wrażliwości spowodował iż wilk konał kilka godzin. Prawdziwy problem jest gdzie indziej. Problem systemowy nie polega na braku przepisów, ale na braku jasnych procedur i odpowiedzialności: kto podejmuje decyzję, do kogo dzwonić w środku nocy, kto bierze odpowiedzialność prawną, kto chroni funkcjonariusza, który działa zgodnie z prawem i sumieniem. Ten sam chaos widzieliśmy wcześniej w innych sytuacjach – choćby kilka dni wcześniej 30 km dalej, gdy ryś (również gatunek chroniony) dwukrotnie wdarł się do zagrody, zagryzając łącznie 11 danieli. Reakcja była spóźniona, nieskuteczna i pozorowana. Efekt? Zwierzęta ginęły, ludzie byli bezradni, a odpowiedzialność rozmyła się między instytucjami. Wilka jest żal. Ale hipokryzji – jeszcze bardziej Wilk nie potrzebował kamer, postów ani oświadczeń. Potrzebował jednej decyzji podjętej we właściwym momencie. Nagrywanie filmu, publikowanie drastycznych materiałów i szukanie winnych w internecie nie rozwiązuje żadnego problemu. To tylko nabijanie zasięgów i podsycanie emocji. jeżeli naprawdę mierzymy cywilizację sposobem traktowania zwierząt, to: humanitarne skrócenie cierpienia jest oznaką cywilizacji, paraliż i bezczynność ze strachu przed hejtem – już nie. Na koniec Wilk konał godzinami przyglądamy przez ludzi, którzy chcieli pomóc, ale nie mieli odwagi wziąć odpowiedzialności. Nie dlatego, iż byli źli. Tylko dlatego, iż system medialno-społeczny nauczył ich, iż lepiej nie zrobić nic, niż zrobić coś i zostać zlinczowanym. To nie ekologia. To nie ochrona przyrody. To czysta hipokryzja. I dopóki nie zaczniemy mówić o tym uczciwie, kolejne zwierzęta będą umierać dokładnie w ten sam sposób. Mieszkam 15 km od miejsca, zdarzenia a o zdarzeniu dowiedziałem się w poście Pana ministra który teraz szuka winnych. Pozdrawiam wszystkich hejterów. Darz Bór – pisze R. Dominowski

2 godzin temu







