Słonica uratowana z niewoli – po raz pierwszy od 80 lat położyła się na ziemi

13 godzin temu

Wyobraź sobie, iż wyciągam do Ciebie rękę z kubkiem herbaty i opowiadam Ci historię, która naprawdę chwyta za serce. Słuchaj, była taka starsza słonica, miała na imię Bronka. Gdy była jeszcze całkiem mała, porwano ją z dzikiej natury i od razu wrzucono w niewolę. Przez niemal całe życie Bronka dzień w dzień stała na nogach, wożąc turystów, zamiast cieszyć się spokojem na wolności, jak na prawdziwego słonia przystało. Dopiero w tym roku udało się ją uwolnić i rozpocząć proces leczenia duszy i ciała.

Fundacja Ocal Słonia w końcu postanowiła, iż czas najwyższy, by ktoś się Bronką zajął, dał jej spokój i odpowiedni odpoczynek. Chwycili sprawę w swoje ręce zorganizowali akcję ratunkową, żeby ją zabrać w bezpieczne miejsce, do rezerwatu.

Pod koniec stycznia Bronkę zabrano z miejsca, gdzie pracowała przez tyle dekad. Przywieźli ją do Rezerwatu Przyrody Słoni w Puszczy Kampinoskiej pod Warszawą. Słuchaj, stan Bronki był naprawdę kiepski: wychudzona, bez zębów, miała przesuszoną, popękaną skórę. Ale teraz otoczono ją troską i była już bezpieczna, pod czujnym okiem specjalistów.

Opiekunowie w rezerwacie mówili, iż takie słonie, które do nich trafiają, są bardzo długo nieufne, mają lęki i nie wierzą nikomu. Niektóre tak się boją, iż kładzenie się na ziemi, żeby odpocząć, totalnie im nie wchodzi. Na szczęście, w przypadku Bronki wszystko poszło szybciej, bo po 80 latach ciągłego stania na nogach była zwyczajnie wykończona.

Po pierwszej nocy, podczas której naprawdę głęboko spała, Bronka rano w ogóle nie miała siły wstać na nogi. Ekipa ratownicza od razu to zauważyła i przystąpiła do działania. Teraz cały czas ma na oku, co się z nią dzieje, wspierają ją i robią wszystko, żeby adaptacja przebiegła w możliwie najłagodniejszy sposób.

Bronka przez cały czas ma przed sobą długą drogę ku zdrowiu po wszystkich przejściach, które ją dopadły. Jednak dzięki porządnemu jedzeniu, spokojnym spacerom po lasach Kampinosu i leczniczym kąpielom w błocie czuje się coraz lepiej. W końcu żyje tak, jak zawsze powinna po swojemu, wolna, spokojna i zaopiekowana. Serce rośnie, gdy się o tym myśli.

Idź do oryginalnego materiału