Dziennik 24 maja
Dziś przeżyłam coś wyjątkowego, co głęboko mnie poruszyło. Rano usłyszałam głośny, rozpaczliwy ryk młodego żubra nad rzeką Biebrzą. Okazało się, iż mały został uwięziony w betonowej studzience, którą jak się mówi ktoś celowo postawił w tym miejscu. Jego matka, wspaniała samica żubra, próbowała za wszelką cenę zwrócić uwagę ludzi na dramat swojego dziecka. Wołała, podchodziła coraz bliżej ogrodzenia z prądem, aż w końcu padła z wyczerpania.
Początkowo wiejska społeczność nie rozumiała, czego chce od nich żubrzyca. Dopiero kiedy zobaczyli, iż zwierzę niemal straciło przytomność przy ogrodzeniu, zrozumieli, iż wskazuje na niebezpieczeństwo, w którym znalazło się jej cielę. gwałtownie zebrało się kilku mieszkańców z okolicznych domów pan Marek, pani Elżbieta i młoda Helena. Wzięli narzędzia, liny i ruszyli na pomoc.
Pracowali ramię w ramię przez chwilę myślałam, iż im się nie uda, bo betonowy blok był ciężki i głęboko osadzony. Dzięki uporowi i współpracy udało się rozbić beton, a potem ostrożnie wydobyli małego żubra. Byłam pod wielkim wrażeniem tego, jak matka poświęciła się dla swojego dziecka i ile mają w sobie inteligencji oraz empatii te zwierzęta.
Po wszystkim, widziałam ulgę i szczęście na twarzach wszystkich. Cielę zostało delikatnie wniesione na przyczepę i przetransportowane do Leśnego Ośrodka Rehabilitacyjnego pod Białowieżą, gdzie będzie mogło żyć spokojnie i bezpiecznie. To wszystko kosztowało około 500 złotych, ale nikt się tym nie przejmował liczyła się tylko pomoc żubrowi.
Ta historia pokazuje mi, iż choćby w trudnych okolicznościach, ludzka solidarność i zwierzęca miłość mogą się spotkać, przynosząc nadzieję i wzruszenie. Dziś naprawdę poczułam, jak piękną i mądrą istotą jest żubr, a upór małego, aby wrócić do matki był dla mnie jednym z najbardziej poruszających widoków w moim życiu.







