Na pierwszy rzut oka ten zespół obiektów wygląda jak żart z przeszłości albo mistrzowska iluzja. W szklanych naczyniach, przypominających dzwony lub ampuły, znajdują się głównie ptaki ułożone w naturalnych pozach, nienaruszone, jakby czas zatrzymał się w chwili, gdy przysiadły na gałęzi. Każde naczynie ma tylko jedno wejście, zdecydowanie zbyt wąskie, by mógł przez nie przejść korpus. A jednak zwierzęta są w środku, a przy tym pozbawione jakichkolwiek śladów uszkodzeń. Nie wyglądają ani na rozłożone na części, ani na wtłoczone siłą. Przeciwnie, sprawiają wrażenie swobodnie umieszczonych, spokojnych, wręcz żywych. Właśnie ta sprzeczność uczyniła „zwierzęta w butelkach” ojca Jeana Baptiste’a Fourcaulta hitem epoki, który wciąż budzi fascynację.
Fourcault był francuskim zakonnikiem minimitą, przyrodnikiem, balsamistą i ilustratorem, który trafił do Parmy na dwór Burbonów jako ornitolog Jego Królewskiej Wysokości Filipa I – w samym środku oświeceniowej gorączki klasyfikowania świata; w czasach, gdy na europejskich dworach wyrastały gabinety osobliwości. To w Parmie stworzył kolekcję złożoną z 35 ptaków i jednego ssaka, wiewiórki, zamkniętych w szklanych naczyniach niczym w przezroczystych kapsułach czasu. Wśród okazów są: rudzik, wróbel włoski, dzierzba gąsiorek, zięba, raniuszek, mysikrólik, kanarek, pliszka żółta, sikora bogatka, trznadel ortolan, oknówka, słowik rdzawy, białorzytka, pliszka siwa, jaskółka dymówka, dzierzba czarnoczelna, syczek, dzwoniec, potrzeszcz, dzięcioł zielony, dzięcioł pstry większy, szpak różowy, sójka oraz aleksandretta obrożna. Obok ptaków umieszczano jaja, orzechy oraz owady, w tym rusałkę admirała i jelonka rogacza.
Francuz specjalnie podsycał aurę niepojętości wokół swojej metody. W dziobie sójki umieścił karteczkę z ironicznym wpisem: „Poświadczam, iż ojciec Fourcault z Zakonu Minimitów wprowadził mnie do tego cylindra przez jego otwór”. Przy syczku pozostawił z kolei uwagę, by nie wyobrażać sobie, iż żerdź, na której ptak siedzi, mogła przejść przez szyję naczynia. Była to zamierzona gra z odbiorcą, typowa dla uczonych epoki oświecenia, którzy cenili nie tylko wiedzę, ale także intelektualny dowcip. Jeszcze w XIX wieku Pellegrino Strobel porównywał „zwierzęta w butelkach” do „statków w butelkach”, nie potrafił jednak wskazać żadnego technicznego rozwiązania. Mechanizm pozostawał niewiadomą – nieuchwytną sztuczką, o której mówiono, iż zaginęła wraz ze śmiercią twórcy. Tym bardziej iż Fourcault przemycił do jednego z naczyń krótką deklarację, w której twierdził, iż wynalazł sposób wprowadzania obiektów do cylindra przez wąski otwór w 1765 roku, doprowadził go do doskonałości w 1771, po czym zachował jako swój wyłączny patent i sekret.
Teraz, dzięki współczesnym badaniom rentgenowskim i tomografii komputerowej, wszystko stało się jasne. Otwór, który brano za jedyny dostęp do naczynia, był tylko fałszywym zwężeniem. Prawdziwe wejście znajdowało się tuż obok, było około trzy razy szersze i pozwalało włożyć do środka czaszkę zwierzęcia oraz rozłożone na części drewniane elementy dekoracji. Zwierzęcy eksponat był wcześniej przygotowywany i kompresowany, by dał się umieścić w środku. Gdy komplet znalazł się w naczyniu, składano go już wewnątrz, a adekwatny otwór maskowano szklanym kołnierzem, sznurkami i papierem. Całość wyglądała na niemożliwą do wykonania – i dokładnie o to Fourcaultowi chodziło. Zagadki już nie ma, zachwyt pozostaje.

2 godzin temu



