Sześć lat temu razem z żoną kupiliśmy niewielką działkę z drewnianym domkiem pod Warszawą. Wszystkie remonty przeprowadziliśmy sami pomalowaliśmy ściany, wyłożyliśmy podłogi, a ogródek stopniowo obsadzaliśmy własnymi rękami. Staraliśmy się spędzać tam każdy weekend, a jeżeli nie było to możliwe, to przynajmniej co dwa tygodnie zaglądaliśmy na działkę.
Nie zakładaliśmy wielkiego warzywnika, ale posadziliśmy grządkę ogórków, kilka krzaków pomidorów, pietruszkę, szczypiorek, cukinię i paprykę ot, najważniejsze rzeczy, ale wszytko w rozsądnych ilościach.
Dom kupiliśmy razem z pięknie rozrośniętymi malinami, krzewami czarnej i czerwonej porzeczki oraz całym zagonem truskawek. Często przynosiłem owoce do pracy, by poczęstować kolegów i koleżanki. Wszyscy byli zawsze zadowoleni.
W tym roku do naszego biura została przeniesiona pewna kobieta Jolanta. Na pierwszy rzut oka wydawała się bardzo uprzejma i sympatyczna. Kiedy pierwszy raz przyszedłem z miseczką truskawek, poczęstowałem ją. Przyjęła je z uśmiechem.
Zjadła i od razu zaczęła się rozpływać nad ich smakiem, a potem wypytywała szczegółowo o naszą działkę, jak wygląda dom, jakie mam rośliny. Opowiadałem jej wszystko z radością.
Kilka dni później Jolanta podeszła do mnie i poprosiła o klucze do naszego domku. Jej córka chciała przyjechać tam z dziećmi na kilka tygodni, żeby mogły pooddychać świeżym powietrzem. Tłumaczyła się tym, iż nie będziemy na działce przez tydzień, córka jest na urlopie macierzyńskim i potrzebuje wytchnienia od miejskiego zgiełku.
Odmówiłem bez wahania. Jolanta się obraziła, ale nie naciskała dalej.
Dwa tygodnie później jedna z moich koleżanek z pracy, która pracuje z Jolantą, podeszła do mnie z pytaniem, jak dojechać do naszej działki. Zdziwiłem się i zapytałem, o co chodzi.
Okazało się, iż Jolanta zaprosiła ją oraz inne koleżanki z pracy na własne urodziny, które miały się odbyć na naszej działce. Każdy miał dotrzeć na miejsce na własną rękę.
Byłem w szoku.
Zbliżyłem się do niej i spokojnie zapytałem, o co jej chodzi.
O co chodzi? zapytała z niewinnym uśmiechem. Przecież nic się nie stanie, jeżeli zorganizuję urodziny na waszej działce. To tylko jeden dzień, nikt nie będzie tam nocował. Przecież nie żal ci, prawda?
Owszem, żal mi. Żal mi mojej pracy, żal mi tego, co ludzie mogą zrobić z trawnikiem, kwiatami, krzewami i moim domem.
Poza tym choćby mnie nie zaprosiła. Nie poprosiła choćby o zgodę.
Odmówiłem i tym razem poczuła się urażona.
Nie zrobiło to na mnie wrażenia. Przez lata dzieliłem się owocami z kolegami i koleżankami, ale nikt do tej pory nie zdobył się na taką bezczelność, jak Jolanta.
Na koniec tej historii wiem jedno trzeba wyznaczać granice, choćby jeżeli komuś się to nie podoba. Własny spokój i szacunek są najważniejsze.

1 tydzień temu





