Przyjaciółka zaprosiła gości na naszą działkę z okazji swoich urodzin, nie pytając mnie o zgodę

3 tygodni temu

Sześć lat temu wraz z żoną kupiliśmy niewielką działkę z letniskowym domkiem niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego. Wszystkie remonty przeprowadzaliśmy własnymi rękami, zaaranżowaliśmy ogród i staramy się tam jeździć w każdy weekend lub przynajmniej raz na dwa tygodnie.

Nie zakładaliśmy typowego warzywniaka, zasadziliśmy tylko trochę ogórków, pomidorów, ziół, cebuli, cukinii i papryki wszystkiego po trochu, tylko tyle, ile potrzeba.

Działka miała już dorodne krzewy malin, porzeczek i agrestu, a także mnóstwo poziomek. Często zbieraliśmy owoce i zanosiliśmy je do pracy, częstując współpracowników. Oczywiście wszyscy się cieszyli.

W tym roku do naszego biura przeniesiono nową koleżankę, Beatę, z innego działu. Sprawiała wrażenie bardzo miłej i uprzejmej osoby. Akurat przyniosłem wtedy trochę poziomek, więc poczęstowałem także ją.

Zjadła je i zaczęła wychwalać ich smak. Następnie zaczęła mnie szczegółowo wypytywać, skąd mam te owoce i jak wygląda nasza działka. Chętnie wszystko jej opowiedziałem.

Kilka dni później Beata przyszła do mnie i poprosiła o klucze do naszego domku. Jej córka chciała tam pojechać z dziećmi na kilka tygodni, by dzieci mogły pooddychać świeżym powietrzem. Tłumaczyła, iż i tak nas tam nie będzie przez tydzień, a jej córka jest na macierzyńskim i przydałby się jej odpoczynek od miejskiego zgiełku.

Odmówiłem. Beata poczuła się urażona, ale nie naciskała.

Po dwóch tygodniach podeszła do mnie koleżanka, która pracuje z Beatą, i zapytała, jak można dojechać do naszego domku. Zdziwiony zapytałem, po co jej ta informacja.

Powiedziała, iż Beata zaprosiła ją i kilku innych współpracowników na urodzinową imprezę w naszym domku, prosząc, by każdy dojechał na własną rękę.

Zatkało mnie.

Podszedłem do Beaty i zapytałem, o co chodzi.

A o co ci adekwatnie chodzi? odpowiedziała z niewinnym uśmiechem. Przecież nic się nie stanie, jeżeli zrobimy urodziny w waszym domku. To tylko jeden dzień, nikt nie będzie tam mieszkał. Nie szkoda ci chyba, prawda?

Otóż szkoda. Szkoda mi naszej pracy, szkoda mi tego, co ktoś mógłby zrobić z trawnikiem, rabatami, krzewami i moim domem.

Poza tym choćby mnie nie zaprosiła. choćby nie zapytała o zgodę.

Odmówiłem, a ona znów się obraziła.
Trudno. Mam to gdzieś. Od lat częstuję współpracowników owocami, ale nikt nigdy nie był tak bezczelny jak ona.

Idź do oryginalnego materiału