PRZECZUCIE NIESZCZĘŚCIA
Julia obudziła się w środku nocy i już do świtu nie zmrużyła oka. Jakiś koszmarny sen albo zwyczajne niepokoje nie dawały jej spokoju. Naraz na sercu zrobiło się tak ciężko, iż łzy popłynęły jej po policzkach. Dlaczego sama nie wiedziała. Oddychało się ciężko, a straszne przeczucie nadchodzącego nieszczęścia ścisnęło ją za gardło z całą mocą.
Podeszła do łóżeczka, w którym spał jej malutki synek. Staś uśmiechał się przez sen i śmiesznie cmokał ustami. Julia poprawiła mu kołderkę i wyszła do kuchni. Za oknem panował prawdziwy bieszczadzki mrok.
Julia, znów nie śpisz? odezwał się z tyłu głos Andrzeja.
Znowu! Nie mogę pojąć, Andrzejku, co się ze mną dzieje odpowiedziała cicho.
Może to ta słynna depresja poporodowa! próbował żartować mąż.
Nie wiem, Staś ma już pół roku, żadnej depresji nie było, a tu nagle coś mnie bierze!
Różnie bywa! Hormony, nerwy! Nie martw się, kochanie, wszystko się ułoży!
Boję się, Andrzej! wyszeptała Julia, tuląc się do męża.
Będzie dobrze! objął ją Andrzej.
Trzy tygodnie później Julia dostała telefon od przychodni właśnie odbywali rutynowe badania, bo Staś miał sześć miesięcy. Analizy, konsultacje, pełny przegląd. Telefon od pielęgniarki totalnie ją zaskoczył.
Coś się stało? dopytała zaniepokojona.
Julia, proszę się nie zamartwiać. Pani doktor wszystko wyjaśni! odpowiedziała pielęgniarka.
W poczekalni u pediatry jak zwykle kolejka na pół Ursynowa, a Julię znów dopadła fala niepokoju. Kiedy w końcu weszła do gabinetu, była już cała roztrzęsiona.
Proszę usiąść powiedziała lekarka spokojnie Pani Julio Kowalska, muszę coś powiedzieć. Proszę się nie denerwować, ale potrzebne są dodatkowe badania.
Co się stało? wyjęczała Julia. Nagle poczuła, iż wszystkie jej złe przeczucia właśnie się spełniają.
Staś ma bardzo niepokojące wyniki krwi za dużo leukocytów, inne parametry też nie najlepiej. Trzeba powtórzyć badania. Najlepiej w specjalistycznym ośrodku.
W jakim? spytała Julia cichutko.
W wojewódzkim centrum onkologii odpowiedziała lekarka.
Jak wróciła do domu, nie pamięta. Andrzej był już w domu; wybiegł z pracy, jak tylko dostał wiadomość.
Julia, co się stało?! zapytał.
Po policzkach Julii ciekły łzy jak Wisła wiosną, ale choćby nie zwracała na nie uwagi.
Kierują nas do onkocentrum na badania! wyszeptała z rezygnacją.
Może nic poważnego? To tylko badania! próbował pocieszyć żonę Andrzej.
To nie tylko badania westchnęła Ja to czułam! Tylko nie wiedziałam, gdzie czekać nieszczęścia
Julia przytuliła synka i rozpłakała się na dobre. Maluch poruszył się przez sen jeszcze nie wiedział, iż świat wokół niego właśnie się zmienia.
Ostre białaczka, trzeba natychmiast zacząć leczenie powiedział starszy lekarz wpatrując się w wyniki.
Julia płakała. Nie mogła pogodzić się z tym, co się działo. Chemia odbywała się bez niej, Staś był na OIOM-ie, a ona koczowała pod drzwiami.
Proszę iść do domu błagała ją pielęgniarka i tak pani dziś nie wpuszczą!
Nie mogę! Co ja zrobię bez syna?!
Julia i Andrzej byli po ślubie 8 lat. Długo nie mogli mieć dzieci badania, konsultacje nic nie pomagały, choć lekarze żadnych powodów nie widzieli. Przez osiem lat modlili się i czekali, aż w końcu, cudem, Julia zaszła w ciążę. Była wniebowzięta, a Andrzej nosił ją na rękach (czego Julia, naturalnie, nie zgadzała się bez dokładnego narzekania). Ostatni miesiąc ciąży spędziła w szpitalu na Pole Mokotowskim zalecenie lekarki, bo groził przedwczesny poród. Wreszcie pół roku temu urodziła wyczekanego synka. Dali mu imię po dziadku Andrzeja, który zginął tragicznie kilka lat temu.
Julia, dzieci nie powinno się nazywać imieniem zmarłego nie swoją śmiercią przestrzegała ją babcia, gdy się dowiedziała.
Babciu, to zabobony! Julia odpierała z uśmiechem. Była szczęśliwa i nie chciała choćby słyszeć o złym losie.
Julia siedziała przy łóżeczku Stasia. Maluch przez ten miesiąc wyraźnie schudł. Róż na policzkach zniknął, pod oczami pojawiły się cienie jakby nie spał po sylwestrze. Julia płakała, już nie zważając na łzy. Bardziej sterylną salę widziała chyba tylko w Na dobre i na złe mogła wejść do synka dopiero po kłótni z ordynatorem, bo ten nie chciał ryzykować zakażenia. Ale matka i tak by tam spała na schodach, więc w końcu ustąpił. Staś spał, a Julia patrzyła na niego, jakby chciała wszystko na zapas zapamiętać.
My takich skomplikowanych operacji nie robimy powiedział na drugi dzień ordynator, doktor Gienek Majewski.
Gdzie je robią? Julia wbiła wzrok w niego.
W Izraelu. Tylko tam mają sprzęt na takim poziomie. Ale to bardzo kosztowne.
Pieniądze zdobędziemy. Proszę przygotować wszystkie dokumenty.
Dokumenty wysłano do jednej z izraelskich klinik specjalizujących się w leczeniu białaczek. Ich odpowiedź nadeszła szybciej niż przesyłka od InPostu: mogą operować Stasia, ale koszt to ponad 1 100 000 zł.
Julia, choćby jak sprzedamy mieszkanie i hondę, nie uzbieramy i połowy! rozkładał ręce Andrzej Ogłoszenia już wrzuciłem, ale to nie trwa dzień czy dwa.
Mamy góra dwa miesiące! Julia zanosiła się płaczem Musimy coś wymyślić.
Na operację zbierali wszyscy: znajomi z pracy, sąsiedzi z bloku na Ursynowie, miejscowy Caritas, choćby spożywczak urządził skarbonkę. Urząd dał trochę, wolontariusze też, ale ciągle brakowało. Czas leciał jak PKS bez przystanków.
Julia, lećcie już, co jeszcze uzbieram, wyślę ci od razu! Może ktoś gwałtownie kupi mieszkanie!
Mieszkańcy ich osiedla przeżywali tragedię razem, ale nikt nie miał pod ręką miliona złotych w kanapie.
Dokumenty załatwione. Julia z synem wylatują do Tel Awiwu, a kwoty dalej brakuje. W klinice Staś przechodzi badania, rutynowe zabiegi, dostaje nowe zabawki z klimatyzacją. Skąd wziąć resztę, Julia już nie myślała liczyła na cud. Za miesiąc Staś miał skończyć roczek.
W pokoju obok leżała również matka z dzieckiem synek Igor, trzyletni. Okazało się, iż pochodzą z sąsiedniego miasteczka, spod Radomia. Oksana miała wtedy trochę szczęścia zdołali zebrać kasę na operację. Niestety, u Igora choroba była rozwinięta, więc zabieg ciągle przekładano, bo lekarze nie nadążali z leczeniem.
Nie płacz! pocieszała Oksana Julię Jeszcze pójdziesz z Stasiem do cyrku i do zoo. My byliśmy z Igorkiem w zeszłym roku nic tak mu się nie spodobało, jak czarny niedźwiedź! Patrzył pół godziny. choćby nie wiedziałam wtedy, iż już jest chory. W zoo po raz pierwszy krew poleciała mu z nosa nie mogłam zatamować… Przestraszyłam się Potem jeszcze kilka razy. Trafiliśmy do szpitala już trzecia faza. Jak ja mogłam wcześniej nie zauważyć?
Oksanka, nie płacz! Wszyscy jeszcze pójdziemy do zoo! Julia próbowała pocieszyć przyjaciółkę.
Ja czułam, iż coś się dzieje Igor chudł, posmutniał, nie chciał jeść A ja nie poszłam z nim od razu! To moja wina! choćby mama mówiła, iż jest coś nie tak! Ale nie chciałam uwierzyć! szlochała Oksana.
Julia nie wiedziała, jak ją pocieszyć czasem po prostu brak słów.
Kilka dni później stan Igora się pogorszył. Zabrano go na OIOM, Oksany nie wpuszczali. Siedziała pod drzwiami, zalana łzami.
Oksanka, chodź, odpoczniesz prosiła ją Julia.
Muszę tu być! Igor to czuje! Tak jest mu lżej wie, iż jestem blisko! protestowała Oksana.
I tak wie, iż jesteś blisko, chodź
Ale Oksana uparcie została na swoim posterunku. Pielęgniarka w końcu dała jej zastrzyk uspokajający zgasła, siedziała i czekała, patrząc tępo przed siebie. Tylko cud mógł jeszcze pomóc.
Wieczorem zadzwonił Andrzej. Julia kołysała Stasia na rękach, starając się przeżyć z nim każdą chwilę nie wiadomo przecież, ile im jeszcze tych wspólnych momentów zostało.
Julia, właśnie przelałem 100 tysięcy, więcej nie mam. Mieszkanie oglądała dziś jakaś para, opuściłem cenę, powiedzieli, iż się zastanowią.
Dobrze zaczęła Julia, ale przerwał jej nagły krzyk z korytarza. Telefon wypadł jej z ręki. Staś przebudził się i zapłakał. Julia pogłaskała go po główce, maluch ziewnął i zasnął ponownie. Odłożyła synka do łóżeczka i wybiegła z pokoju. Już wiedziała, co się stało, choć nie chciała wierzyć. Oksana, klęcząc pod drzwiami OIOM-u, rozpaczała w nieutulonym bólu. Pielęgniarki próbowały ją pocieszyć, podać coś do picia, ale ona tylko krzyczała. Takiego bólu w spojrzeniu Julia nigdy nie widziała.
Oksanka, dasz radę! płakała, obejmując przyjaciółkę musisz żyć dla Igorka!
Po co mam żyć?! Mój synek nie żyje! To moja wina! rozpaczała Oksana.
Julia tuliła ją, dopóki nie podano kolejnego zastrzyku i nie udało się jej odprowadzić do pokoju.
Niech odpocznie westchnął lekarz Jeszcze będzie miała okazję do łez.
Tamtej nocy Julia nie zmrużyła oka. Siedziała przy łóżeczku Stasia, patrząc, jak śpi. Chciała się napatrzeć na zapas
Na drugi dzień przyszła Oksana. Nie płakała już przez jedną noc postarzała się o dziesięć lat. W oczach miała pustkę. Stały długo przytulone bez słowa.
Niech wam się uda! wyszeptała wychodząc Oksana Wy macie szansę, wykorzystajcie ją. A ja teraz muszę zadbać o synka: pogrzeb, potem dziewięć dni, czterdzieści Postawię mu pomnik, a potem wytarła łzy Przeczytaj, jak mnie nie będzie, nie mogę tego powiedzieć sama wręczyła zapieczętowaną kopertę.
Dobrze niemal bezgłośnie odpowiedziała Julia.
Po wyjściu Oksany zrobiło się jeszcze smutniej. Zabierano Stasia na zabiegi Julia usiadła i od razu otworzyła kopertę:
„Najdroższa Julio! trzęsącą się ręką pisała Oksana Bardzo chcę, żeby Staś żył. Niech żyje także za mojego Igora. Niech dorasta, śmieje się, biega z innymi chłopcami po boisku i śmiga na sankach. I koniecznie idźcie do naszego zoo przekażcie pozdrowienia wielkiemu czarnemu niedźwiedziowi! łzy zalewały Juli oczy, musiała przetrzeć kartkę, żeby doczytać Macie szansę na życie. W kopercie są pieniądze na operację. Igorkowi już nie pomogą, może uratują Stasia!”
Julia płakała z ulgi i szczęścia, bo mogła zapłacić za operację, i z rozpaczy, iż dostała te pieniądze tak straszną ceną.
Andrzej, nie sprzedawaj mieszkania! powiedziała mężowi przez telefon Musimy mieć gdzie wrócić!
Ale… jak pieniądze? zdumiał się Andrzej.
Są. Wszystko będzie dobrze!
Po raz pierwszy od miesięcy Andrzej uśmiechnął się do słuchawki usłyszał w jej słowach to, czego bardzo potrzebował: wiarę, iż będzie dobrze. I Julia była tego pewna.
Operację przeprowadzono dzień po urodzinach Stasia. Chłopiec skończył roczek. Julia wzorem Oksany koczowała pod OIOM-em. Ale w ich przypadku rokowania były znacznie lepsze. Po pewnym czasie pozwolono matce odwiedzać syna, potem wrócili do wspólnej sali. Przed nimi był miesiąc izolacji i jeszcze kilka miesięcy rehabilitacji ale kto by się tym przejmował, skoro wszystko poszło dobrze.
Staś zaczynał wracać do życia: interesował się zabawkami, znów próbował jeść i choćby uśmiechał się do mamy. Gdy pierwszy raz powiedział mama, Julia popłakała się znowu. Stał się cud.
Miedwiedź! pokazywał Staś paluszkiem na ogromnego czarnego łobuza za kratami.
Nie miedwiedź, tylko niedźwiedź! śmiała się Julia, poprawiając synka.
Pojechali razem do miejskiego zoo, tego samego, przy którym Igor tak zachwycał się niedźwiedziem.
Przekazuję ci pozdrowienia od Igorka! wyszeptała Julia do zwierzaka.
Staś biegał radosny, wcinał lody i jeździł na Andrzejowych ramionach, z ciekawością oglądając egzotyczne zwierzęta. Ich życie powoli wracało do normalności, szpital został daleko w tyle. Czasem tylko Julia przebudzała się w nocy i zerkała do łóżeczka, nasłuchując spokojnego oddechu syna. Strach znikał, a przed nimi była cała przyszłość już nie tylko dla siebie, ale i dla tamtego chłopca, który podarował ich rodzinie drugą szansę.






