Przeczucie nieszczęścia Julia przebudziła się w środku nocy i do rana nie mogła już zasnąć. Czy to …

1 tydzień temu

PRZECZUCIE NIESZCZĘŚCIA

Dawno temu Zuzanna przebudziła się w środku nocy i już nie zmrużyła oka aż do świtu. Może to był senny koszmar, a może jakieś niewytłumaczalne niepokoje kotłowały się w jej sercu. Nagle zrobiło jej się tak ciężko, iż łzy same napłynęły do oczu. Nie rozumiała czemu po prostu nie mogła tego pojąć. Oddychało się trudno, a spod żeber cisnęło się groźne przeczucie zbliżającej się tragedii.

Podniosła się i podeszła do kołyski, w której spał jej mały synek. Staś uśmiechał się przez sen i zabawnie cmokał ustami. Zuzanna poprawiła synkowi kołderkę i cicho przeszła do kuchni. Za oknem panowała aksamitna, bezdenna ciemność.

Zuzka, znowu nie możesz spać? rozległ się za jej plecami głos męża, Pawła.

Znowu Nie mogę pojąć, Pawle, co się ze mną dzieje odpowiedziała cicho.

Pewnie słynna depresja poporodowa! próbował ją rozweselić.

Tylko iż Stasiek ma już prawie pół roku, żadnej depresji nie miałam A tu nagle coś mnie dusi!

Różnie to bywa! Hormony, nerwy Przejdzie, wszystko się ułoży.

Strasznie się boję, Pawle wyszeptała, przytulając się do niego, szukając wsparcia.

Wszystko będzie dobrze! otoczył ją ramieniem.

Po trzech tygodniach Zuzannę zaproszono z synkiem na kontrolę do rejonowego pediatry. Staś właśnie kończył pół roku: byli na badaniach, pobrano krew. Telefon od pielęgniarki zaskoczył Zuzannę.

Co się stało? zapytała zaniepokojona.

Zuziu, nie martw się, doktor wszystko wyjaśni! zapewniła ją.

W korytarzu przychodni czekała długa kolejka. Niepokój narastał z każdą minutą. Gdy wreszcie weszła do gabinetu, była już na skraju nerwów.

Proszę usiąść, pani Zuzanno powiedziała spokojnie pani doktor. Muszę pani coś wyjaśnić. Niech się pani nie niepokoi, ale konieczne są dodatkowe badania…

Co się dzieje?! wydusiła z siebie Zuzanna, czując, iż jej złe przeczucia już się potwierdzają.

Wyniki Stasia są niepokojące. Leukocyty są znacznie podwyższone, pozostałe wyniki też są złe. Konieczne jest powtórzenie badań, najlepiej w specjalistycznym ośrodku.

W jakim? zapytała prawie szeptem.

W wojewódzkim ośrodku hematologii i onkologii dziecięcej odparła lekarka.

Jak Zuzanna dotarła do domu, nie pamiętała. Paweł już na nią czekał od razu zwolnił się z pracy, dostawszy od niej wiadomość.

Zuzka, co się stało?! objął ją mocno.

Łzy lały się po jej policzkach, których zdawała się nie zauważać.

Mają nas skierować na badania do onkocentrum wyszeptała bezradnie.

Spokojnie, Zuzanno! To tylko diagnostyka! próbował ją przekonać.

To nie jest tylko badanie, czułam to tylko nie potrafiłam powiedzieć skąd to zło nadejdzie.

Zuzanna tuliła synka i płakała po cichu, nie mogąc opanować rozpaczy. Staś poruszył się przez sen, jeszcze nieświadomy, iż jego życie właśnie się odmienia.

Ostra białaczka powiedział starszy lekarz, wczytując się w wyniki. Leczenie trzeba zacząć natychmiast.

Płakała. choćby nie potrafiła zrozumieć, co się dzieje. Staś był w szpitalnym OIOM-ie, chemia podawana była bez jej obecności, a ona czuwała za zamkniętymi drzwiami.

Proszę wrócić do domu, namawiała ją dyżurna pielęgniarka dziś i tak nie wpuszczą pani do dziecka!

Ale ja nie mogę! Co mam robić bez synka?!

Zuzanna i Paweł pobrali się 8 lat przed narodzinami synka. Przez lata nie mogli doczekać się dziecka: badania, konsultacje, a wszystko bez wyjaśnienia. Dopiero po tylu latach niespodziewanie los się do nich uśmiechnął. Byli najszczęśliwszą parą na świecie, a Pawła rozpierała miłość tak wielka, iż nosił ją na rękach, nie pozwalając podnieść choćby kubka wody. Ostatni miesiąc ciąży Zuzanna spędziła w szpitalu z powodu zagrożenia przedwczesnym porodem. Po dziewięciu latach wyczekiwania urodziła długo wyczekiwanego syna. Nazwała go tak, jak miał na imię ojciec Pawła, który zginął kilka lat wcześniej w wypadku samochodowym.

Zuziu, nie wolno nazywać dziecka imieniem zmarłego tragicznie! upominała ją babcia, gdy się dowiedziała o tej decyzji.

Babciu, to tylko zabobony! machała ręką, nie chcąc psuć swojego szczęścia niczym.

Siedziała bezradnie przy łóżeczku Stasia. W ciągu miesiąca syn wychudł, wybladł, podkrążone oczy straszyły jeszcze bardziej. Łzy płynęły nieprzerwanie po jej policzkach, których choćby nie wycierała. Sterylna sala, do której wpuścili ją dopiero po wielkiej awanturze z ordynatorem. Nie mogła już dłużej być bez syna wyła pod drzwiami reanimacji. W końcu pozwolili jej być przy dziecku. Patrzyła na śpiącego Stasia jakby na zapas.

Takich operacji tutaj nie robimy stwierdził następnego dnia ordynator, doktor Gienek Lisowski.

To gdzie można to zrobić? spytała stanowczo Zuzanna.

W Niemczech. Tylko tam jest szansa na uratowanie dziecka. Ale to bardzo drogie.

Znajdziemy pieniądze. Proszę tylko przygotować wszystkie papiery.

Wypisy wysłali do kliniki w Berlinie, wyspecjalizowanej w leczeniu białaczki. gwałtownie przyszła pozytywna odpowiedź: mogą operować, ale potrzeba będzie ponad milion złotych.

Zuzka, choćby jak sprzedamy mieszkanie i samochód, nie uzbieramy choćby połowy! wyznał Paweł. Zamieściłem ogłoszenia, ale to potrwa.

Mamy dwa miesiące! Zuzanna płakała. Musimy coś wymyślić.

Całe miasteczko zbierało dla nich środki: znajomi, sąsiedzi, ksiądz, lokalny fundusz charytatywny, sklepy, choćby samorząd przeznaczył pewną kwotę, pomagały wolontariuszki. Udało się zebrać nieco ponad połowę potrzebnej sumy. Czas uciekał nie mogli już dłużej zwlekać z operacją.

Zuziu, jedźcie powiedział Paweł. Cokolwiek jeszcze się uda zebrać, prześlę ci na miejsce. Może znajdzie się kupiec na mieszkanie.

W wielkim mieście, skąd pochodzili, zbiórka takich pieniędzy była nie do wyobrażenia.

Załatwiwszy dokumenty, Zuzanna z synkiem poleciała do Berlina. Wciąż brakowało sporej kwoty. Staś rozpoczął badania, przygotowania do operacji. Zuzanna uparcie wierzyła w cud. Za miesiąc Staś miał skończyć rok.

W sąsiedniej sali była mama z trzyletnim synkiem, Ignasiem. Okazało się, iż pochodzą z tego samego województwa. Ewelinie udało się zebrać kwotę na operację, ale u nich białaczkę zdiagnozowano późno, choroba galopowała i stale odkładano zabieg.

Nie płacz! przekonywała Zuzannę Ewelina. Zobaczysz jeszcze Stasia w cyrku, w zoo my byliśmy z Ignasiem rok temu, zakochał się w niedźwiedziach, pół godziny je obserwował. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, iż choruje. To w zoo pierwszy raz poleciała mu krew z nosa nie potrafiłam zatrzymać. Przestraszyłam się I tak kilka razy Potem dopiero poszliśmy do lekarza, już było stadium trzecie. Czemu wcześniej nie zareagowałam!

Ewelinko, nie płacz, damy radę! Jeszcze pójdziemy wszyscy do zoo! Zuzanna starała się ją pocieszać.

Zuza, ale ja widziałam, iż coś się dzieje! Ignacy chudł, mizerniał, źle jadł Miałam pójść od razu! To moja wina! Mama mnie ostrzegała Ale nie chciałam w to wierzyć! szlochała Ewelina.

Zuzanna nie potrafiła już pocieszyć koleżanki, bo wiedziała, iż nie wszystkie wyroki można odwrócić słowem.

Kilka dni później stan Ignacego się pogorszył. Zabrano go na OIOM, a Ewelinę nie wpuszczano. Siedziała pod drzwiami, rozpaczając bez końca.

Ewelinko, chodź, odpoczniesz zachęcała ją Zuzanna.

Muszę tu zostać! On wie, iż jestem Wie, iż mama tu czuwa! odpowiadała z uporem.

Ewelina nie opuszczała swojego “posterunku”. Pielęgniarka podała jej zastrzyk uspokajający wtedy już choćby nie płakała. Patrzyła gdzieś daleko, w pustkę. Czekała na cud.

Wieczorem Paweł zadzwonił. Zuzanna przytulała do siebie Stasia. Teraz każda minuta była cenna nie wiedziała, ile ich jeszcze ma.

Zuzka, przelałem ci sto tysięcy powiedział mąż więcej nie mamy. Mieszkanie oglądała dziś młoda para, powiedzieli, iż się zastanowią.

Dobrze odpowiedziała cicho. A ty

Wtem desperacki krzyk przerwał rozmowę. Telefon wypadł jej z ręki. Staś się obudził i zapłakał. Zuzanna pogłaskała go, synek otarł łezki i zasnął ponownie. Położyła go i wybiegła na korytarz. Już wiedziała, co się stało, choć nie chciała wierzyć. Pod drzwiami reanimacji, klęcząc, płakała Ewelina. Pielęgniarki coś do niej mówiły, próbowały podać leki, ale ona tylko krzyczała. W oczach miała potworny ból. Wszystko było jasne.

Ewelinko, musisz żyć dalej! płakała, przytulając przyjaciółkę. Dla Ignasia musisz żyć!

Po co? Mój synek umarł! To wszystko moja wina! Jak ja mam żyć z tym ciężarem! szlochała.

Zuzanna została z nią aż podali jej kolejny zastrzyk i zaprowadziła ją do sali.

Niech odpocznie powiedział wyczerpany lekarz dyżurny. Jeszcze nasz płacz czeka.

Tej nocy Zuzanna nie drzemnęła choćby na moment. Siedziała przy łóżku Stasia, patrząc na niego na zapas, jakby chciała zapamiętać każdy szczegół na zawsze.

Na drugi dzień Ewelina przyszła się pożegnać. Była już zupełnie inna przez jedną noc postarzała się o dekadę, w oczach zamieszkała pustka. Przytulały się długo w milczeniu.

Niech was spotka szczęście! wyszeptała Ewelina na odchodnym. Macie szansę, wykorzystajcie ją! Ja muszę zadbać o synka: pogrzeb, potem dziewięć dni, czterdziesty dzień Postawię pomniczek, a potem otarła łzy. Przeczytasz to po moim wyjściu, nie umiem teraz powiedzieć więcej wręczyła jej kopertę.

Dobrze przytaknęła Zuzanna cicho.

Po jej odejściu zrobiło się jeszcze ciężej na sercu. Stasia zabrano na kolejne badania. Otworzyła kopertę:

Kochana Zuzanno! drżącą ręką napisała Ewelina. Bardzo chcę, by Staś żył. Niech żyje i za mojego Ignasia: rośnie, dorasta, uczy się, raduje. Niech biega za piłką i jeździ na sankach. Idźcie też razem do naszego zoo i przekaż Stasowi pozdrowienia dla wielkiego czarnego niedźwiedzia! łzy zalały oczy, Zuzanna otarła je i doczytała do końca Macie szansę na życie. W kopercie jest reszta pieniędzy na operację. Ignacemu już się nie przydadzą, niech uratują twojego Stasia!

Zuzanna płakała. Płakała z euforii bo teraz mogła ratować synka, i z bólu, bo Iganasiowi już nic nie mogło pomóc

Paweł, nie musisz sprzedawać mieszkania! mówiła przez telefon następnego dnia Będziemy mieli dokąd wrócić!

Skąd masz pieniądze? zdziwił się.

Są. Wszystko będzie dobrze!

Po raz pierwszy od dawna Paweł uśmiechnął się słysząc w jej głosie nadzieję.

Operację wykonano dzień po pierwszych urodzinach Stasia. Zuzanna, jak kiedyś Ewelina, całymi dniami oczekiwała dalszych wieści pod drzwiami OIOM-u. Tym razem jednak rokowania były dobre. Po jakimś czasie pozwolono jej odwiedzać synka, potem przenieśli ich do wspólnej sali. Czekał ich miesiąc izolacji i kilka miesięcy rehabilitacji ale to było już nic w porównaniu z wcześniejszym strachem. Operacja się udała, a Staś zdrowiał z każdym dniem.

Zaczynał znowu interesować się zabawkami, trochę jadł, zaczął się uśmiechać. Kiedy spróbował wymówić pierwsze mama, Zuzanna długo nie mogła powstrzymać łez. Stał się cud.

Miedźwiedź! krzyczał Staś, pokazując palcem na wielkie czarne zwierzę w klatce.

Nie miedźwiedź, tylko niedźwiedź! śmiała się Zuzanna.

Odwiedzili poznański ogród zoologiczny, ten sam, w którym mały Ignacy podziwiał kiedyś niedźwiedzia.

Przekaż od Ignasia pozdrowienia, misiu szepnęła do zwierzęcia matka.

Staś biegał roześmiany, delektował się lodami i jeździł na barana u Pawła, zafascynowany zwierzętami. Jego dzieciństwo było na nowo pełne euforii i nowych przeżyć. Szpital został gdzieś daleko, a tylko czasem, w bezsenne noce, Zuzanna cicho podchodziła do łóżeczka synka, wsłuchując się w jego spokojny oddech. Lęk już odchodził. Przed nimi było całe życie życie za siebie i za tego chłopca, który ofiarował im ten dar.

Idź do oryginalnego materiału