Prosto i mądrze

2 dni temu
Zdjęcie: Filip Domaszczyński


Przedstawiamy pięć realizacji, które trafiły do finału XIV edycji Nagrody Architektonicznej POLITYKI. W ubiegłym roku środowisko architektoniczne dostało to, o czym zawsze marzyło: wielką, burzliwą publiczną dyskusję o tym, co i dlaczego podoba się rodakom. O ile jednak ci ostatni emocjonowali się siedzibą stołecznego Muzeum Sztuki Nowoczesnej, o tyle w samym środowisku wydarzeniem, które zgodnie uznano za najważniejsze, były prestiżowe sukcesy parku Akcji „Burza” stworzonego na – także stołecznym – kopcu Powstania Warszawskiego.

Zaczęło się od zgarnięcia nagród krajowych: Grand Prix Nagrody Architektonicznej POLITYKI oraz Prezydenta Warszawy. Później jednak park otrzymał jeszcze European Prize for Urban Public Space, czyli najbardziej prestiżowe wyróżnienie za przestrzeń publiczną w Europie. Zadatki na spore branżowe wydarzenie miała z pewnością nowa książka Filipa Springera „Szara godzina”; dość bezkompromisowa krytyka współczesnej architektury z pozycji jej „konsumenta”, stawiająca pytania o to, na ile projektowanie odpowiada dziś potrzebom społecznym (teza: nie odpowiada) i jak powinno się zmienić. Niestety, tu odzew był zaskakująco słaby.

Tegoroczne nominacje do Nagrody Architektonicznej POLITYKI jak zwykle sporo dzieli: skala inwestycji, przeznaczenie, to, w jaki sposób wchodzą w dialog z otoczeniem, walory urbanistyczne. Ale jest też chyba coś wspólnego, co być może należy uznać za znak szczególny obecnych i nadchodzących czasów: prostota rozwiązań. Nie ma rozrzeźbionych brył i zbędnych dekoracji na elewacjach, zaskakujących krzywizn czy wybrzuszeń. Architekci myślą głównie o funkcjonalności, a nie o budowaniu sobie pomników. Nudno? Może. Ale mądrze.

Centrum Aktywności Międzypokoleniowej (Warszawa). Pracownia architektoniczna xy studio jest w projektowaniu architektury społecznej jak Armand Duplantis w skoku o tyczce: bezkonkurencyjna od dawna. Do Nagrody Architektonicznej trafiła w 2015 r. dzięki realizacji przedszkola Żółty Słonik w Ostrowi Mazowieckiej. Cztery lata później zdobyła nasze Grand Prix za Dom dla Bezdomnych, zaprojektowany we wsi Jankowice. A rok temu nominujący docenili Dom dla Bezdomnych, który stanął na obrzeżach stolicy. Tym razem mamy do czynienia ponownie z realizacją w Warszawie, ponownie o charakterze społecznym, choć dość nietypową, bo łączącą kilka różnych funkcji.

W Centrum znajdują się cztery placówki. Pierwsza to żłobek dla 150 dzieci. Druga to dom dziennego pobytu dla 100 seniorek i seniorów. W trzeciej mieści się placówka opiekuńczo-wychowawcza dla 14 podopiecznych w wieku 10–18 lat, w czwartej zaś – środowiskowy dom samopomocy dla 40 osób z tzw. niepełnosprawnościami sprzężonymi. Największe wyzwanie, jakie stanęło przed architektami, to jak zaprojektować Centrum, by z jednej strony separować owe placówki tam, gdzie wymaga tego specyfika użytkowników, a z drugiej – tworzyć przestrzeń pozwalającą na integrację i wzajemne naturalne przenikanie. Nic dziwnego, iż przygotowanie projektu rozpoczęto od paromiesięcznych konsultacji z przyszłymi użytkownikami, by poznać (i uwzględnić) ich specyficzne potrzeby. Przyjęto rozwiązanie, iż do każdej z placówek jest odrębne wejście, a ich pomieszczenia są separowane od pozostałych. Natomiast wspólne pozostają tereny zewnętrzne (otwarty dziedziniec i letni taras) oraz kawiarnia i stołówka.

Dodatkowe wyzwanie stanowił fakt, iż projektowano nie na dziewiczym terenie, ale na działce, na której należało istniejący już obiekt rozbudować tak, by pomieścił wszystkie organizacyjne jednostki. Atutem tej sytuacji była stara i bujna przyroda, którą projektanci starali się zachować w możliwie nienaruszonym stanie (wycinano jedynie drzewa chore). Zaplanowano zielone dachy i tarasy, pomyślano o domkach dla ptaków, a choćby o bezpańskich kotach.

Centrum znajduje się na jednohektarowej działce, a jego powierzchnia całkowita to 5 tys. m kw. Obchodząc je dookoła, można odnieść wrażenie, iż to cały rozległy kompleks budynków, o dość ujednoliconej architekturze, ale zróżnicowanych detalach, co sprawia, iż o wizualnej monotonii nie może być mowy.

Dworzec Metropolitalny (Lublin). W ostatnich dekadach przyspieszyła w Polsce budowa i przebudowa obiektów związanych z publicznym transportem. Dotyczyło to przede wszystkim lotnisk oraz dworców PKP. Rzadziej dworców autobusowych, choć kilka z nich (np. w Kielcach) wzniosło się ponad architektoniczną przeciętność. Do tych pozytywnych przykładów należy zaliczyć także obiekt lubelski – dzieło pracowni architektonicznej Tremend – o nieco pompatycznej nazwie skróconej: Dworzec Metropolitalny, i zawikłanej rozbudowanej: Zintegrowane Centrum Komunikacyjne dla Lubelskiego Obszaru Funkcjonalnego. Ma on docelowo przejąć cały dalekobieżny i regionalny ruch autobusowy, zintegrować go z komunikacją miejską oraz – z uwagi na sąsiedztwo stacji PKP Lublin Główny – z komunikacją kolejową. Ambitne to przedsięwzięcie. Niektórzy twierdzą nawet, iż nazbyt ambitne, bo kosztem 400 mln zł miasto zyskało duży obiekt z 43 stanowiskami postojowymi dla autobusów, rozległym podziemnym parkingiem, dużą poczekalnią i wieloma innymi udogodnieniami.

Rafał ChojnackiDworzec Metropolitalny, Lublin

Lublinianie nie mieli szczególnego szczęścia do architektonicznego boomu poprzedniej dekady. Dotychczas praktycznie jedyną dużą realizacją (nie licząc kameralnego, acz eleganckiego lotniska) stało się urodzone w wielkich bólach Centrum Spotkania Kultur. Dworzec Metropolitalny podbuduje więc z pewnością ego mieszkańców. Prezentuje się imponująco: w całości przeszklona bryła o kształcie prostopadłościanu, którego wyróżniającym się konstrukcyjnym akcentem pozostają monumentalne, ażurowe słupy – na nich wspiera się dach. Łatwo z takimi pomysłami osunąć się w kicz, czego najlepszym przykładem jest memiczna „stajnia jednorożców” w Łodzi. Estetycznego obciachu udało się jednak uniknąć, a planowana pnąca roślinność, która ma się po owych słupach wspinać, z pewnością stanowić będzie dodatkowy walor estetyczny.

W ogóle Dworzec jest obiektem, w którym zastosowano wiele proekologicznych rozwiązań: ogólnodostępny ogród na dachu, fotowoltaika i pompy ciepła pozwalające na oszczędność energii, system wykorzystania deszczówki w toaletach i do podlewania roślin itd. Pozwoliło mu to już zdobyć kilka znaczących nagród architektonicznych na świecie (m.in. na prestiżowym World Building Festival oraz World Building of the Year). Do mankamentów, poza dyskusyjną skalą przedsięwzięcia, należy choćby brak pełnego skomunikowania z nieodległym dworcem kolejowym (np. nie ma bezpośredniego podziemnego przejścia), co stanowi istotną niedogodność dla podróżujących.

Interaktywne Centrum Bajki i Animacji OKO (Bielsko-Biała). Nie ulega wątpliwości, iż to miasto na południu Polski znane było dotychczas głównie z fabryki samochodów oraz studia filmów rysunkowych, które wykreowało m.in. legendarne postaci Bolka i Lolka, psa Reksia czy Baltazara Gąbki. I właśnie dzięki temu ostatniemu ma szansę na kolejną lokalną atrakcję. Może nie tak spektakularną, ale na pewno wartą odwiedzenia na turystycznym szlaku. To Centrum Bajki, które wypączkowało z dawnego studia filmowego, mieszczącego się w dostojnej neorenesansowo-barokowej willi. A pączkowanie wymaga nowych przestrzeni. Zadanie polegało na wykreowaniu obok starej willi nowej kubatury oraz zagospodarowaniu otaczającego terenu. Konkurs, rozstrzygnięty w 2017 r., wygrała pracownia Nizio Design International.

Marcin CzechowiczInteraktywne Centrum Bajki i Animacji OKO, Bielsko-Biała

Kierujący jej pracami Mirosław Nizio to postać bardzo ciekawa. Studiował w USA i tam przez wiele lat z powodzeniem rozwijał się zawodowo. Do kraju powrócił w 2002 r. i gwałtownie zyskał renomę jako mistrz aranżacji wystaw oraz rewitalizacji przestrzeni muzealnych. Z czasem rozszerzył aktywność na architekturę krajobrazu oraz projektowanie całych nowych obiektów. W Nagrodzie Architektonicznej POLITYKI znalazł się w finale za 2020 r. dzięki niezwykłemu Muzeum Martyrologii Wsi. Ma jeszcze na swym koncie m.in. intrygujące formami Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II Wojny Światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej, a w realizacji – oryginalne Muzeum ks. Popiełuszki w Okopach.

Wyzwanie architektoniczno-urbanistyczne było duże. Należało nie tylko umiejętnie powiązać nowy obiekt ze starą willą, ale też mądrze zagospodarować mocno zaniedbany teren przylegającej działki, znajdujący się w dość trudnym miejskim środowisku, z ogromnymi parkingami w najbliższym sąsiedztwie. Nizio zaproponował przeszklony w parterze obiekt, niekonkurujący z neobarokową architekturą sąsiada, ale będący dla niej eleganckim, nowoczesnym kontrapunktem. Elewację nowego gmachu wyłożono białymi płytami, przypominającymi wstęgi klatek celuloidowej taśmy filmowej, co symbolicznie nawiązuje do tradycji miejsca. Teren na tyłach dawnej siedziby studia filmowego oddzielono od otoczenia z dwóch stron wysokim murem i funkcjonalnie podzielono na dwie części. Pierwsza to prostokątny plac o charakterze amfiteatralnym, który doskonale nadaje się na plenerowe spotkania, projekcje filmów itp. Za nim znajduje się kaskadowo opadająca ku placowi część ogrodowa, z trawnikami, drzewami, siedziskami. Pachnąca jeszcze świeżością, z czasem, gdy roślinność się rozwinie, może się stać przyjemnym miejscem relaksu od miejskiego zgiełku.

Muzeum Sztuki Nowoczesnej (Warszawa). Ostatnie gorące dyskusje o architekturze dotyczyły rozbiórek (Supersam, hotel Czarny Kot i pawilon Emilia w Warszawie, Dworzec PKP w Katowicach, Solpol we Wrocławiu) i kilku nowych realizacji (dworzec Poznań Główny, Świątynia Opatrzności Bożej, Chrystus Król ze Świebodzina). Wszystkie bledną jednak przy erupcji opinii i poglądów spowodowanej oddaniem do użytku nowej siedziby MSN. A wsparł ją tylko napływ tłumów gotowych zwiedzać niemal pusty gmach.

Mamy tu do czynienia z realizacją nietuzinkową. Pierwszą, która stanęła na – wydawałoby się dotkniętym po 1989 r. klątwą – placu Defilad. W samym sercu stolicy, w najbliższym sąsiedztwie Pałacu Kultury i Nauki (z którym w dialog nie wchodzi) i Domów Towarowych Centrum (z którymi ciekawie konwersuje). To potężne przedsięwzięcie, które kosztowało 700 mln zł, a od rozstrzygnięcia konkursu do oddania budynku do użytku upłynęło dziesięć lat. Powierzchnia muzeum wynosi blisko 20 tys. m kw., a kubatura – ponad 135 tys. m sześc.

Filip Bramorski/Thomas Phifer and PartnersMuzeum Sztuki Nowoczesnej, Warszawa

W ostatnich miesiącach publicznie wytoczono już praktycznie wszelkie możliwe argumenty „za” i „przeciw” dziełu amerykańskiego architekta Thomasa Phifera. Co interesujące i ważne, środowisko projektantów w zdecydowanej większości doceniało tę realizację i jej broniło, zauważając zarówno walory architektoniczne, jak i urbanistyczne. Pierwsze pełnoskalowe wystawy, które pojawiły się w nowym gmachu w lutym tego roku, okazały się wyśmienitym testem i dowiodły, iż sztuka w tych wnętrzach czuje się wyśmienicie i ma najlepsze warunki do eksponowania i podziwiania. Zresztą zarzuty, jakie pojawiały się pod adresem projektu Phifera, dotyczyły zwykle bryły, a nie zawartości.

Serwujący proste i podszyte emocjami opisy („klocek”, „pudełko na buty” itd.) z pewnością nie zadali sobie trudu, by dokładnie przyjrzeć się szczegółom tej realizacji. A przecież trudno odmówić jej wyrazistości, wyrafinowanej estetyki, idealnych proporcji, świetnych detali, doskonałego rozwiązania oświetlenia, a w końcu precyzji wykonania. Oczywiście można dyskutować nad tymi cechami, które jeszcze niedawno uchodziłyby za walory, dziś jednak często traktowane są w architekturze jak wady: swoistym monumentalizmie, rozmachu i perfekcji, które niechybnie przekładają się na długi ślad węglowy. Ponadto gmach MSN petryfikuje tradycyjną konwencję prezentowania sztuki: tzw. white cube.

TBS Ajnfart (Rybnik). Wielorodzinne budownictwo mieszkaniowe pojawia się w finale naszej nagrody rzadziej, niżbyśmy tego pragnęli, choć w ostatnich latach, gdy skończyły się czasy megainwestycji, częściej trafia do wyobraźni nominujących. Tegoroczny finalista odznacza się wśród wyróżnionych obiektów z poprzednich edycji tym, iż po raz pierwszy uhonorowano budownictwo społeczne, nie zaś obliczone na zamożniejszego klienta apartamentowce.

Nazwa „ajnfart”, być może niezrozumiała dla nie-Ślązaków, określa przejazd przez kamienicę łączący ulicę z wewnętrznym podwórkiem i oficyną. Otóż SLAS architekci (laureaci Nagrody Internautów za 2021 r. za projekt sali koncertowej Państwowej Szkoły Muzycznej w Jastrzębiu-Zdroju) w zaprojektowanym w kształcie pozbawionego jednego boku kwadratu bloku umieścili dwa takie nieco przeskalowane przejścia, a trzecie uzyskali przed podwieszonym fragmentem budynku. W ten sposób nie tylko nawiązali do regionalnych tradycji, ale też stworzyli interesujące perspektywy widokowe. Przede wszystkim jednak sprowokowali interesujące relacje pomiędzy ogólnodostępną przestrzenią publiczną a półprywatną mieszkańców bloku, pewne fragmenty symbolicznie zaznaczając zielenią, a unikając prymitywnych pomysłów z ogrodzeniami, siatkami czy płotami. Ajnfarty wnoszą też potencjał miejsc spotkań, rozmów, może choćby biesiadowania.

Tomasz CelebanTBS Ajnfart, Rybnik

TBS Ajnfart jest niezwykle istotną częścią rewitalizacji ważnego fragmentu centrum miasta. Na dużym terenie po dawnych zakładach przemysłowych, na którym dominowały dzikie parkingi, zbudowano najpierw nowoczesny wielopoziomowy parking, a następnie siedzibę Rybnickiego Centrum Edukacji Artystycznej „Galeria Rzeczna”. Posadowiony na działce liczącej ponad 4 tys. m kw. Ajnfart dopełnia ten projekt ożywienia śródmieścia Rybnika.

Najważniejsze jest jednak w tym projekcie, iż pioniersko przestaje on traktować TBS jako budownictwo drugiej kategorii. I to na kilku poziomach. Po pierwsze, Ajnfart usytuowano niemal w centrum miasta. Być może nie zastosowano przy budowie materiałów najwyższej jakości, ale zadbano, by architektura całości zdecydowanie wyróżniała się ze średniej krajowej, a zastosowane rozwiązania i elementy wykończeniowe dawały mieszkańcom poczucie podwyższonego komfortu. Stąd dbałość o to, by nieduże (40–60 m kw.) mieszkania były maksymalnie funkcjonalne. Recenzujący tę realizację znany krytyk i popularyzator architektury Grzegorz Piątek określił ją mianem „uczciwie zaprojektowanej”. „To, iż skromny, acz estetyczny, wygodnie zlokalizowany, acz dostępny cenowo, blok wydaje się wielkim wydarzeniem, świadczy tylko o tym, na jakim dnie znalazła się polska architektura uważana za mieszkaniową” – zauważył jednocześnie z goryczą recenzent.

***

Polityka14 Nagroda Architektoniczna 2025 logo

Zapraszamy na stronę: polityka.pl/architektura, gdzie do 13 kwietnia można zagłosować na laureata Nagrody Internautów. Przedstawiamy tam także nasze jury i nominujących, którym bardzo dziękujemy za pomoc w wyłonieniu finałowej piątki.

Idź do oryginalnego materiału