Gęś zbożowa (Anser fabalis) to gatunek lęgowy północnej Eurazji, gniazdujący głównie w Skandynawii i północnej Rosji. Na zimę przemieszcza się do Europy Środkowej i Zachodniej, w tym do Polski, gdzie tworzy wspólne stada (mieszane) z innymi gatunkami gęsi.
Gęś zbożowa i gęś tundrowa
Do niedawna gęś zbożowa i gęś tundrowa były uważane za jeden gatunek. Jednak już od blisko 10 lat wiemy, iż są to dwa odrębne gatunki o różnym zasięgu i trendach liczebności, co potwierdza zarówno Międzynarodowy Komitet Ornitologiczny, jak i Krajowa Komisja Faunistyczna. I o ile liczebność gęsi tundrowej uznawana jest za stabilną, gęś zbożowa wykazuje tendencję spadkową.
Jak wyjaśnił dr Tobółka, ze względu na duże podobieństwo obu gatunków ich rozróżnienie w terenie jest trudne, zwłaszcza w locie, co ma znaczenie w kontekście obowiązujących przepisów łowieckich.
Gęś zbożowa pozostaje bowiem w Polsce na liście gatunków łownych. Obostrzeniem dla myśliwych jest jedynie to, iż na ptaki te można polować wyłącznie w locie.
– Tak mówią przepisy. W praktyce jednak myśliwy nie jest w stanie rozróżnić od siebie w locie różnych gatunków gęsi. choćby doświadczeni obserwatorzy ptaków i specjaliści mają z tym problem – zaznaczył.
Co więcej, w miejscach, gdzie na gęsi poluje się intensywnie, czyli w zachodniej Polsce, występuje przeważnie gęś tundrowa, czyli ta, który nie jest na liście gatunków łownych.
Przepisy nie nadążają za nauką
Choć badania z ostatnich lat wskazują na spadek liczebności gęsi zbożowej w Europie – i coraz częściej naukowcy wskazują ją jako ptaka wymagającego szczególnej ochrony, przepisy łowieckie nie zostały dostosowane do tych ustaleń.
Zdaniem eksperta wynika to z tego, iż prawo nie nadąża za doniesieniami naukowymi. – O tym, iż gęś zbożowa i tundrowa to dwa osobne gatunki, wiemy od 2017 r. Wiemy też, iż mają różne trendy populacyjne. Mimo tego przepisy pozostały niezmienione – podkreślił.
Niepokojącym zjawiskiem jest także rozwój turystyki łowieckiej związanej z odstrzałem gęsi. Jak wyjaśnił dr Tobółka, do Polski przyjeżdżają myśliwi z zagranicy, którzy odpłatnie uczestniczą w polowaniach organizowanych przez biura polowań, co stanowi źródło dochodu dla tych ostatnich.
– To, co oburza nas np. w kontekście bocianów odstrzeliwanych przez myśliwych w Libanie, w przypadku gęsi w Polsce jest akceptowane. A tak naprawdę sytuacje są bardzo podobne. W Polsce też jest to pewnego rodzaju biznes. Przyjeżdżają do nas myśliwi z Niemiec, Francji czy Włoch, bo tu gęsi – ze względu na charakter naszych zim – zatrzymują się licznie, i płacą za możliwość strzelania do nich. Sam niejednokrotnie, podczas wyjazdów terenowych, spotykałem amatorów strzelania do gęsi w Dolinie Baryczy – powiedział.
Przypomniał, iż problemem jest także to, iż wiele ptaków nie ginie od razu, ale zostaje jedynie postrzelonych. Wynika to z charakteru polowań – do gwałtownie lecących gęsi strzela się amunicją śrutową, czyli wiązką drobnych, metalowych pocisków. Zwiększa to szanse trafienia, ale nie zawsze powoduje natychmiastową śmierć. jeżeli ptak znajduje się w większej odległości albo zostanie trafiony pod niekorzystnym kątem, śrut może nie uszkodzić kluczowych organów. W efekcie część gęsi odlatuje z ranami lub śrutem w ciele, a ginie dopiero po pewnym czasie w wyniku odniesionych obrażeń czy osłabienia.
W opinii dr. Tobółki, choć odstrzał bocianów na Bliskim Wschodzie budzi duże emocje, w Polsce mamy do czynienia z bardziej systemowym i wielkoskalowym oddziaływaniem na ptaki, które może mieć większy wpływ na ich populacje.
Źródło: www.naukawpolsce.pl, fot. Billy Lindblom, CC BY 2.0 https://creativecommons.org/licenses/by/2.0, via Wikimedia Commons

10 godzin temu


