Powrót Julii do rodzinnego domu na święta – niespodziewane spotkanie przy rodzinnym stole, nieporozu…

1 dzień temu

Julia wysiadła z autobusu i z nieco przygiętym karkiem, obładowana siatami jak na targ w dzień promocji, ruszyła w stronę swojego rodzinnego domu. Jestem! zakrzyknęła, otwierając drzwi z rozmachem. Julia, córeczko! wszyscy rzucili się jej na powitanie. Czuliśmy, iż dziś przyjedziesz!

Wieczorem, gdy cała rodzina siedziała przy wielkim stole, ktoś zastukał do drzwi. Sąsiedzi chyba chcą złożyć życzenia rzuciła mama, z lekkim wzruszeniem ramion i poszła otworzyć. Wraca i nie sama, tylko z gośćmi! Julia zerknęła na osoby wchodzące do pokoju… i nie mogła uwierzyć własnym oczom.

Julia w autobusie milczała jak zaklęta, trochę rozmarzona, trochę z tęsknotą patrząc przez okno na krajobraz, który coraz mocniej oddalał się od jej rodzinnych Kujaw. Na kolanach trzymała słynną polską siatkę w kratę, której chwytała się kurczowo jak ratunku. Wzięła tylko niezbędne rzeczy, ale siata była jak zwykle wypchana po brzegi: babcia dołożyła na sam wierzch torebkę jeszcze ciepłych jagodzianek, przez co cały autobus pachniał słodką domową piekarnią.

Julia nie wytrzymała, zajrzała do siaty i wyciągnęła dwa rumiane jagodzianki.

Chcesz? zagadnęła chłopaka siedzącego obok, który najpewniej wsiadł na którymś z poprzednich przystanków. Usadził ją przy oknie bez pytań i tym prostym gestem już zyskał jej sympatię.

No jasne, iż chcę! zakręcił głową, przełykając ślinkę.

Julia jestem! przedstawiła się krótko.

A ja Stefan! Jedziesz na studia?

No pewnie! U nas pod Łowiczem to choćby technikum nie ma, same kursy dla rolników, a ja na traktora się nie nadaję…

Ja też na studia! westchnął Stefan. Ale lubię wieś, nie powiem!

Przed nimi były cztery godziny jazdy do miasta. W tym czasie poznali się, a choćby zdążyli złapać dobry kontakt. Wymienili się numerami telefonu przy wyjściu z autobusu i ruszyli każdy w swoją stronę.

***

Czas w stresie rekrutacji i egzaminów minął zaskakująco szybko. Julia i Stefan dostali się tam, gdzie chcieli, i byli wniebowzięci. Nerwy, nieprzespane noce i stres egzaminacyjny zostały w tyle. Przed nimi tylko plany, marzenia i nadzieje.

Julia, cześć! zadzwonił któregoś dnia Stefan. Może świętujemy nasz sukces w jakiejś kawiarni?

Julia aż podskoczyła z radości. Po pierwsze: Stefan bardzo jej się podobał był taki swojski, rzetelny, bez cienia zadęcia, nie to co pewni miastowi. Po drugie z nim zawsze można było się pośmiać, pogadać o wszystkim.

Umówili się w centrum, w kawiarni o zabawnej nazwie Hipopotam. Przysiedli przy oknie, patrząc na Wisłę, po której przepływały łodzie wycieczkowe, a przewodnicy coś wykrzykiwali do mikrofonów próbując zainteresować turystów historią mostu.

Ciekawe, dlaczego ta kawiarnia nazywa się Hipopotam? zagadnęła nagle Julia.

Stefan parsknął śmiechem: Bo jak tu człowiek ostro podje pod ciastka i kawki, to zaraz staje się taki hipopotam i tyle!

Coś w tym jest! odparła Julia, wciskając w siebie eklerka.

Od tamtej pory kawiarnia Hipopotam stała się ich miejscem widujemy się w naszym zakątku mówili sobie.

To właśnie tam, pewnego wieczoru, padł ich pierwszy pocałunek i Julia zapamiętała go na całe życie: miękki, ciepły, trochę nieśmiały.

Czas płynął, spotykali się coraz częściej, a Julia miała coraz większe przekonanie, iż Stefan jest jej najbliższą osobą na świecie (no, oprócz rodziców ale to inna kategoria!).

Wiesz co, Julia, może zamieszkasz u mnie? zaproponował pewnego dnia Stefan, gdy byli już na trzecim roku. A latem się pobierzemy!

Ty mi właśnie robisz oświadczyny? zaśmiała się Julia.

Coś w tym stylu…

No to muszę zapytać zgodnie z tradycją: Nie boisz się, iż będę ci się plątać przed oczami codziennie? przedrzeźniała go, jak w tym starym filmie.

Plątaj ile wlezie! Stefan rozkręcił Julię w tańcu, prosto na chodniku.

Wracając do wynajmowanego mieszkania, gdzie mieszkała z dwoma koleżankami, Julia czuła się jak na skrzydłach.

Ty jakaś promienna dziś, Julia! Co się wydarzyło? dopytywała się Weronika, jedna z współlokatorek.

Dziewczyny! Chyba niedługo się wyprowadzam do Stefana! rzuciła rozradowana Julia.

Wesele będzie? zapytała Basia.

Wesele latem! Póki co tylko zamieszkamy razem!

Julia, nie rób tego! Do lata jeszcze kupa czasu różnie bywa przekonywała Weronika.

Julia tylko się roześmiała: Weronika, ty jesteś jakby babcią! Teraz wszyscy tak robią!

Nie jestem żadną babcią! Po prostu nie uznaję tych związków „na próbę”. Mama jest prawniczką, wiem jak to się zwykle kończy… fuknęła Weronika.

Oj, daj spokój. Dobrze, nie obrażaj się, żartowałam przeprosiła Julia.

***

Julia sądziła, iż te przestrogi są wyssane z palca, ślub w dokumentach to nie wszystko, a miłość taka, jak jej ze Stefanem, trafia się raz na milion. Ale jednak, po nocnych pogadankach z koleżankami, zaczęła się zastanawiać… i coraz bardziej odkładała decyzję o przeprowadzce do Stefana.

A Stefan z czasem sam przestał nalegać miał swoje sprawy.

Mniej więcej w połowie grudnia, dziewczyny łaziły wieczorem po mieście. Wokół śnieg aż skrzył się pod nogami, a miejskie światła i świąteczna dekoracja rozświetlały krótki, zimowy dzień. Humory dopisywały, ale mróz ściskał ostro, więc wpadły akurat pod Hipopotama.

Wskakujemy do środka! Ja ze Stefanem uwielbiam tu siedzieć zaproponowała Julia.

Ale patrzcie… czy to nie Stefan, tam przy oknie? rzuciła Basia, z dziwnie poważną miną.

Julia zerknęła. No i rzeczywiście w ich miejscu, tuż przy oknie, siedzi Stefan, a naprzeciwko młoda dziewczyna, może o trzy lata młodsza. Uśmiechają się, Stefan coś opowiada, a dziewczyna chichra się jak głupia.

Julia odwróciła się w milczeniu.

Ja chyba wracam do domu szepnęła dziewczynom.

Idziemy z tobą! wykrzyknęły Weronika i Basia.

W domu pocieszały Julię: Nic nie znaczy taka scena, nie da się zazdrościć każdemu uśmiechowi, może jakieś nieporozumienie! Ale Julia pamiętała ten czuły wzrok Stefana, i to, iż siedział w ich kawiarni, na ich miejscu…

To przecież wygląda prawie jak zdrada! myślała Julia.

Przestała odbierać telefony od Stefana, a gdy próbował ją złapać w mieszkaniu, prosiła dziewczyny o wymówki.

Aż w końcu Stefan dorwał ją przed uczelnią.

Julia, co się dzieje? Masz kogoś? zapytał, łapiąc ją za rękę.

Julia wytrzeszczyła oczy, oburzona:

Ty jeszcze śmiesz pytać? Dobrze odwracasz kota ogonem! Puść mnie, bo się spóźnię na egzamin!

Szarpnęła rękę i zniknęła w drzwiach. Stefan wrócił do domu, mocno skołowany.

***

Julia, po zdaniu sesji wcześniej, postanowiła, iż wyjedzie na święta do domu. Tylko pod rodzinnym dachem, w Włocławku, mogła jakoś dojść do siebie po tym wszystkim.

Rzeczywiście, nastrój poprawił się tuż po wyjściu z autobusu na przystanku przy rodzinnym domu.

Mróz szczypał w policzki, śnieg skrzył się pod butami, a wszystkie drzewa, krzaki i domy pod warstwą śniegu połyskiwały niczym diamenty w słońcu, które dziś wyjątkowo wyszło zza chmur.

Z kominków unosiły się malownicze słupki dymu.

Julia uśmiechnęła się pod nosem, złapała za siatkę z prezentami dla mamy, taty i babci, które przez cały miesiąc starannie wybierała. Przechodząc przez furtkę zauważyła, iż jodła tuż przy płocie wyrosła jak szalona, a tata ją przyozdobił, jak za dawnych lat.

Wesołych świąt! krzyknęła przekraczając próg.

Julia, córeczko! rzucili się wszyscy w jej ramiona. Czuliśmy, iż dziś się zjawisz!

Ten dzień był przepełniony euforią spotkania. Szkoda tylko, iż zimą dni takie krótkie, i o piątej już ciemno jak w piwnicy.

Żaden problem, zaraz rozpalimy lampki na choince pocieszył wszystkich tata.

Wieczorem, gdy cała rodzina jadła kolację przy dużym stole, ktoś zapukał do drzwi.

Mama wzruszyła ramionami: Sąsiedzi pewnie z życzeniami, zaraz otworzę.

Wraca i… z Mikołajem oraz jego pomocnicą.

Stefan? zdziwiła się Julia, patrząc na twarz Mikołaja oraz jego asystentki tej samej dziewczyny, którą widziała z nim przy stoliku w Hipopotamie.

Jak mnie znalazłeś? Co tu się dzieje?

Stefan roześmiał się swoim typowym, donośnym śmiechem, dziewczyna też.

Twoje koleżanki powiedziały mi, gdzie cię szukać. A poznaj to moja młodsza siostra, Iwona!

Siostra? powtórzyła Julia, nie dowierzając.

No jasne, młoda siostra! potwierdziła Iwona. Zobacz, podobni jesteśmy!

Julia poczuła, jak kamień spada jej z serca. A mogłam po prostu zapytać, tyle się zadręczałam! karciła się w myślach.

Stefan tymczasem powiedział: W obecności wszystkich i mojej delegatki z rodziny, proszę: Julia, zostaniesz moją żoną? Wyciągnął małe pudełeczko z pierścionkiem i podał dziewczynie.

Pewnie, oczywiście się zgadzam! rzuciła mu się na szyję Julia! To będą najlepsze święta w moim życiu!

Będzie jeszcze wiele najlepszych świąt, bylebyśmy zawsze gadali wprost o wszystkim! powiedział Stefan.

Oczywiście! odparła Julia z uśmiechem.

Idź do oryginalnego materiału