Schronisko dla bezdomnych zwierząt w Zamościu jest przepełnione. Tym razem nie chodzi jednak o liczbę psów, a o zatrzęsienie „mruczków”. Aktualnie schronienie znajdują tu 63 koty, co już stanowi rekord w historii placówki. A wciąż przybywają nowe zwierzęta, w tym małe kociaki. Jednocześnie adopcje zwolniły, zaś karma znika błyskawicznie.
– Dokładnie w tym momencie nasze pracownice rozstawiają kolejne klatki-łapki na Nowym Mieście – powiedziała w rozmowie z reporterką Radia Lublin Marta Krzysztoń z zamojskiego schroniska. – Udało się złapać matkę i kilka kociąt. Zostało jeszcze jedno kocie, mam nadzieję, iż uda się je odłowić. Mamy miejsce na ponad 60 kotów, to w tej chwili maksimum. Klatki stoją już we wszystkich budynkach, w pokojach, gdzie się tylko da, żeby odizolować nowe koty. Bowiem trafiają tu chore, malutkie kocięta, trzytygodniowe.

– Tutaj mamy koty troszeczkę starsze. W tamtym pomieszczeniu z dużą wolierą wychodzącą jest dużo kotów młodszych, tam mają koci raj maluchy, gdzie mogą poszaleć, pobiegać. Malutkie kocięta mamy w oddzielnym pomieszczeniu, one jeszcze wymagają opieki – opowiada pani Katarzyna. – Nie możemy tutaj dodać wielkiej liczby kotów, bo trzeba będzie tę wolierę zewnętrzną zamknąć, kiedy przyjdzie zima. Liczymy na to, iż jak najwięcej kotów zostanie adoptowanych.

– Kotki przychodzą z kociętami albo kocą się przy prywatnych posesjach. Najczęściej osoby prywatne zgłaszają, iż na ich posesję przyszła kotka, okociła się bądź przyniosła kocięta – mówi Marta Krzysztoń. – Znowu jest wysyp kociąt. W ostatnim czasie to była wręcz rodząca kotka, grupy kociąt, albo pojedyncze znalezione gdzieś przy głównych drogach, przy obwodnicy. Pierwsza rzecz po znalezieniu – jedziemy do naszego gabinetu weterynaryjnego, żeby obejrzeć tego kota, stwierdzić, czy nie jest chory, rozdysponować leki. Później zwierzę trafia do nas na kwarantannę, jest odizolowane od innych kotów w klateczce i przez jakiś tam okres czasu leczony.

– W tym roku – mimo dużej liczby małych kotków – jest bardzo mało zapytań o nie. Jest naprawdę niewielu chętnych. Najważniejsze są adopcje, żeby koty znalazły swoje wymarzone domy – mówi pani Katarzyna.
Pojawił się też apel o karmę, bo na taką liczbę kotów schodzi ona w ilościach hurtowych.
– Na ten moment potrzebna nam jest karma dla najmniejszych kociąt od trzeciego tygodnia. Potrzebne nam są podkłady w ogromnych ilościach, bo tego idzie bardzo dużo, dlatego iż są wymieniane w klatkach kilka razy dziennie. Potrzebne są też mniejsze kuwetki dla kociąt do małych klatek. Na pewno potrzebny jest również koci wolontariat – apeluje Marta Krzysztoń. – Są osoby, które przyjeżdżają do kotów, oczywiście wpuszczamy je tylko do tych zdrowych, gdzie wolno wejść. Są wolontariuszki, są osoby prywatne. Siedzą, oswajają, bawią się, socjalizują koty. Bowiem trafia do nas bardzo dużo wolno żyjących dzikich kotów z działek. Przyjechały one do nas jako chore zwierzęta. Kiedy są tutaj u nas w klatkach zaczynają się oswajać i szkoda nam je wysłać w to samo miejsce bytowania, więc szukamy dla nich domów i oswajamy. Wolontariusze są w tym momencie potrzebni między innymi do oswajania kotów.

Dodajmy, iż miasto Zamość zarezerwowało w tym roku 20 tys. zł. na kastracje i sterylizacje dziko żyjących kotek i kocurów, w ramach obligatoryjnego dla samorządów programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi. Zdrowe, dorosłe, wolnożyjące koty, po przejściu zabiegu mogą wrócić na wolność. Te potrzebujące wsparcia, pozostają w schronisku. W tym roku wysterylizowano i wykastrowano w sumie 119 kotów.
JN / opr. ToMa
Fot. Joanna Nowicka

5 godzin temu








