Podczas spaceru z psem nastolatkę zaczepili dwaj mężczyźni, agresywnie proponując 'zabranie jej na przejażdżkę’…

9 godzin temu

Dziś podczas spaceru z psem zatrzymali się przy licealistce dwóch mężczyzn i zaczęli gwałtownie namawiać ją, żeby przejechała się z nimi

Nigdy wcześniej nie widziałem takiej reakcji jej psa w jego oczach płonął gniew, zęby błysnęły groźnie. Zanim dziewczyna zdołała zrozumieć, co się dzieje, zwierzę już rzuciło się na napastnika, który chwycił ją za rękę i przewrócił na ziemię. Pies stanął nad nim jak mroczny cień, warcząc złowrogo

Kiedy Ola skończyła siedem lat, dostała własny pokój przestronny i jasny. Dziewczynka jednak stanowczo odmówiła samodzielnego spania w nim. Każdej nocy któryś z rodziców raz mama, raz tata musiał się obok niej położyć, żeby mogła zasnąć. jeżeli obudziła się i nikogo nie było, brała poduszkę, koc i przenosiła się do sypialni rodziców. Ani prośby, ani rozmowy wychowawcze nie pomagały nic się nie zmieniało, choć dziewczynka rosła.

Aż pewnego dnia rozwiązanie niespodziewanie wtoczyło się jej pod nogi w postaci białego, puszystego kłębuszka, który najpierw przerażony zaskomlał, a zaraz potem zostawił po sobie mokrą plamę. Z bliska okazało się, iż to uroczy szczeniak, tak słodki i wzruszający, iż Ola od razu krzyknęła: Mamo, możemy go zatrzymać? I zaczęły się negocjacje: dobre oceny, porządek w pokoju, samodzielne wyprowadzanie psa i spanie we własnym łóżku bez mamy i taty. Na pierwsze warunki Ola zgodziła się bez wahania, tylko przy ostatnim się zawahała ale gwałtownie dojrzała do decyzji: Przecież teraz już nie będę sama!

Tak do domu trafiła Myszka według papierów westie, ale z charakterem prawdziwej damy. I co zaskakujące, Ola dotrzymała słowa. Odkąd Myszka zamieszkała z nimi, dziewczynka spała we własnym pokoju, a pies stał się jej wiernym towarzyszem zarówno w nocnych marzeniach, jak i codziennych obowiązkach.

Myszka była prawdziwą pięknicą zadbana, świadoma swego uroku, zachowywała się jak rasowa arystokratka. Inne psy zwykle ignorowała, ale do dzieci, które chciały ją pogłaskać, odnosiła się z cierpliwością, a choćby lekką pobłażliwością jakby uznawała ich zachwyt. Gdy jednak któryś czworonóg próbował się zbliżyć, natychmiast pokazywała kły i warczała z oburzeniem.

Żeby zmienić jej zachowanie, mama i Ola zapisały się do szkoły dla psów i przez trzy tygodnie sumiennie uczęszczały na zajęcia. Ale czy to trener był mało doświadczony, czy Myszka zbyt niezależna efektów nie było. Specjalista podsumował: Traktuje was jak swoją watahę. Nikogo więcej nie potrzebuje. No cóż we trójkę i tak dobrze się dogadywali.

Na spacery Ola i Myszka wybierały opustoszały trawiasty teren za domem. Kiedyś stały tam baraki, ale dawno je rozebrano zostały tylko fragmenty fundamentów i zdziczałe drzewa owocowe. Z jednej strony teren graniczył z drewnianymi domkami prywatnej uliczki budynki te powoli dogorywały. Większość właścicieli psów wolała pobliskie, dobrze utrzymane wybiegi, ale Ola i Myszka wolały ten romantyczny zakątek, który tchnął wolnością i odosobnieniem.

I właśnie tam Myszka spotkała swoją przeznaczenie.

Tego lata Ola skończyła piętnaście lat, a Myszka osiem. Dziewczyna była już wysoka, szczupła, z marzycielskim spojrzeniem i telefonem w dłoni. Myszka zaś zachowywała się z pewnością siebie dojrzałej damy. Spacerowały razem po terenie: Ola zamyślona, Myszka węsząc trawę aż nagle stało się. Ogromny, kudłaty pies runął na nie, wyglądał trochę jak owczarek, ale sierść miał jeszcze bardziej rozczochraną, a energii niespożytej. Był wesołym, hałaśliwym olbrzymem, który zaczął skakać wokół Myszki, szturchać ją nosem, lizać, aż w końcu całkiem ją rozbawił. Myszka stała jak wryta, nie wiedząc, co począć z tym bezczelnym typem.

Nie bój się, maleńka! pośpieszyła starsza kobieta z laską. Bardzo lubi się bawić, ale jest łagodny. Nigdy nikogo nie ugryzł!

Widzę zaśmiała się Ola, kucając, a radosny kudłacz zaczął entuzjastycznie lizać jej dłoń, merdając ogonem tak mocno, iż wzbijał tumany kurzu. Jedyna rzecz, której można się po nim spodziewać, to śmierć przez oblizanie!

Wie pani, dotąd trzymałam go tylko w ogrodzie, nie wyprowadzałam na ulicę. Ale wczoraj przyjechał wnuk i go wypuścił tak się ucieszył! Pomyślałam, iż teraz sama go zabiorę. Ale jak tylko zobaczył pani pieska, od razu do niego pobiegł.

A mój nie może od niego oderwać wzroku. Chyba się zakochał!

No to wspaniale! We dwoje raźniej. On się nazywa Burek. A ja jestem pani Helena.

Od tamtego wieczoru Burek stał się stałym uczestnikiem spacerów. Czasem czekał na nich już na terenie, a jeżeli się spóźnili, Myszka wydawała dźwięczny szczek i za chwilę już biegł w ich stronę. Gonili się po trawie, tarzali w kurzu, bawili do utraty tchu.

Ola przynosiła koc, rozkładała go w cieniu jabłoni i czytała książkę. Myszka i Burek, gdy już się wybawili, kładli się obok, dotykając nosami. Czasem dołączała pani Helena przynosiła ciastka, siadała na brzegu koca i opowiadała różne historie. Ola chętnie słuchała starsza pani mieszkała sama, syn i wnuk odwiedzali ją rzadko. Psa dostała w prezencie pięć lat wcześniej myśleli, iż będzie mały, a wyrósł na prawdziwego kolosa.

Bez pomocy syna nie dałabym rady go utrzymać. Samotnie z emerytury go wykarmić to wyzwanie wzdychała babcia, a Burek patrzył na nią z uwielbieniem i zadowolonym uśmiechem.

Gdy nadeszła jesień, spacery przeniosły się na wieczorne godziny. Pewnego takiego dnia ledwie wyszli na teren, a Burka jeszcze nie było. Wtedy wjechał czarny terenówka, rycząc muzyką, z trzema pijanymi młodziakami. Dwóch wyszło, zataczając się, i zaczęli zbliżać do Oli, otaczając ją.

Dziewczyna cofnęła się pod jabłoń, gwałtownie włączyła nagrywanie na telefonie

Idź do oryginalnego materiału