Jeszcze kilka tygodni temu walczył o życie po bestialskim ataku. Dziś Marcyś – królik, którego historia poruszyła całą Polskę – spędza swoje pierwsze święta w bezpiecznym domu. Jego opiekunka, pani Kasia, nie tylko dzieli się radością, ale apeluje: pomagajmy tym zwierzętom, które wciąż czekają na swoją szansę.
Od dramatu do nowego życia
Historia Marcysia wstrząsnęła opinią publiczną. W lutym, w centrum Krakowa – w Ogrodzie Kasztanowym niedaleko Dworca Głównego – znaleziono królika w stanie krytycznym. Zwierzę było skatowane i porzucone. Obrażenia były tak poważne, iż konieczna okazała się amputacja tylnych łap.
Opiekę nad zwierzęciem przejęło Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, które rozpoczęło walkę o jego życie. Mimo dramatycznych rokowań, lekarze i wolontariusze nie poddali się.
Po operacji i długiej rehabilitacji Marcyś odzyskał siły. W marcu trafił do nowego domu – pod opiekę pani Kasi, doświadczonej opiekunki królików z Katowic. Tam rozpoczął zupełnie nowe życie.
„Zamieniajmy zło w dobro”
Pierwsze święta w nowym domu stały się dla Marcysia symbolem nadziei. Pani Kasia w swoim wpisie w mediach społecznościowych podkreśla jednak, iż nie wszystkie zwierzęta mają tyle szczęścia.
– Chcielibyśmy, aby te Święta były spokojne, pełne euforii i rodzinnego ciepła. Oby Wasze zwierzaki były zdrowe i niczego im nie brakowało – napisała.
Jednocześnie zwraca uwagę na los królików przebywających w fundacjach i domach tymczasowych. Jak podkreśla, często jedna osoba opiekuje się kilkunastoma zwierzętami, ponosząc ogromne koszty ich utrzymania i leczenia.
Małe fundacje, wielkie potrzeby
W swoim apelu pani Kasia wskazuje na działalność Fundacja Azyl Nadziei, która opiekuje się kilkunastoma królikami.
Koszty utrzymania jednego zwierzęcia – od wyżywienia po leczenie – mogą sięgać setek, a choćby tysięcy złotych miesięcznie. W przypadku większej liczby podopiecznych staje się to ogromnym wyzwaniem.
– Każda paczka ziół czy sianka to realna pomoc. Zamieniajmy zło w dobro – apeluje opiekunka Marcysia.
Sprawca zatrzymany
Policja gwałtownie ustaliła sprawcę bestialskiego czynu. 21-letni mężczyzna, mieszkający w pobliżu miejsca zdarzenia, został zatrzymany pod koniec lutego. Przyznał się do znęcania nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem.
Sprawa wywołała szeroką dyskusję na temat ochrony zwierząt i konieczności surowszego karania sprawców przemocy.
„Efekt Marcysia”
Pani Kasia nie ukrywa, iż chciałaby, aby historia Marcysia przełożyła się na realną pomoc dla innych zwierząt. Jej celem jest stworzenie „efektu Marcysia” – zwiększenia zainteresowania adopcjami i wsparciem dla mniejszych fundacji.
Bo choć Marcyś dziś żyje bezpiecznie i otoczony troską, wiele innych zwierząt wciąż czeka na swoją szansę.
Patryk Trzaska

3 godzin temu


