Zapiski z życia na wsi
Pewna starsza pani, pani Stanisława, postanowiła kupić sobie szczeniaka owczarka środkowoazjatyckiego, którego nazwała Bajkał. Piesek rósł jak na drożdżach i wszystkiego pilnował z wyjątkową czujnością. Pochłaniał miskę jedzenia w mgnieniu oka, drapał grzbiet o płot tak, iż ten aż się przechylił, a raz choćby próbował złapać panią Stanisławę, kiedy ta przechodziła obok niego. Ewidentnie szczeniakowi od czasu do czasu trzeba było zapewnić jakieś zajęcie.
Pewnego dnia pani Stanisława odeszła. Przestało jej bić serce, zanim stuknęła jej dziewięćdziesiątka. Wtedy do jej domu na wsi pod Radomiem zjechała się rodzina: dzieci i wnuki, by ogarnąć sprawy po jej śmierci. Zastali uwiązane na łańcuchu zwierzę, które z wyrazu pyska wyglądało na wyjątkowo gościnne. W końcu nie co dzień zjeżdżają się tacy goście z naręczami witamin i skołowanym menu.
Rodzina zaczęła się intensywnie zastanawiać, co zrobić z Bajkałem. Uśpić szkoda. Mieszkać obok niego strach. Puścić wolno po okolicy nie przystoi, przecież to nie w porządku wobec okolicznych sąsiadów. Świat i tak ma już wystarczająco wiele problemów, by dorzucać mu kolejnego. W końcu padła decyzja: trzeba znaleźć Bajkałowi dobry dom. Była choćby gotowość dorzucić trochę złotych osobie, która zabierze tego kudłatego łobuza nie było czego żałować.
I rzeczywiście, znalazł się chłop o imieniu Tadeusz, który od zawsze marzył, by czesać pupila grabiami za uchem i karmić psiaka miskami aż po brzeg. Cóż… Ludzie mają różne upodobania. Wezwali weterynarza.
Przedstawiono mu szczegółowy plan działania. Ustalono, iż pies dostanie lek nasenny, by można go było spokojnie przewieźć do nowego domu. Nie zapomnieć przeżegnać nowego właściciela i zapalić świeczkę w kościele czy to za zdrowie, czy za spokój duszy, tego nikt nie był pewien.
Weterynarz przyjechał o wyznaczonej porze z karabinem na strzykawki. Weterynarze to wyjątkowo odważni ludzie. Strzykawką wprawił Bajkała w objęcia Morfeusza jednym, pewnym strzałem. Odpięli go z łańcucha, położyli na płachcie i zaciągnęli do samochodu.
Psa spakowano do bagażnika, który łączył się z wnętrzem auta. Weterynarz usiadł z przodu przecież profesjonalista musi mieć wygodę. Nowy właściciel, Tadeusz, za kierownicą. Z tyłu cała rodzina babci ścisk, rozmowy, mieli nadzieję, iż przygoda gwałtownie się skończy. Nagle Bajkał zaczął się wybudzać.
Podniósł głowę, z ciekawością zerknął na wszystkich obecnych. Ludzie siedzieli wokół niego, patrzyli z przerażeniem. Weterynarz wytrzeszczył oczy, Tadeusz również. Ten ostatni choćby nie myślał spoglądać na drogę nieważne, iż prowadził auto.
No to ciekawie się robi pomyślał Bajkał.
Ciekawe, czy niebo istnieje naprawdę chyba pomyśleli ludzie.
Pies zaczął gramolić się do przodu, bliżej ludzi. Nikt nie czekał, aż dojdzie do siebie do końca Tadeusz próbował otwierać drzwi w trakcie jazdy, by wyskoczyć. Pies jednak, zamiast atakować czy warczeć, polizał wszystkich dokładnie: babciną rodzinę w końcu nie byli mu obcy, nowego właściciela dusza pokrewna, i choćby weterynarza bo choć go uśpił, to jednak był człowiekiem od zadań specjalnych. Tylko z powodu szczęścia tak się zachował.
Wtedy wszyscy się przekonali, iż z bestii zrobili sobie tylko żarty w głowie. Całą drogę jechali potem mokrzy po uszy. Od góry z powodu śliny po psich buziakach; od dołu bo obudziły się w nich nagle wszystkie uczucia.
Właśnie na mojej ukochanej działce, wśród polskich łąk i drewnianego ogrodzenia, przekonałem się, iż czasem trzeba zaufać sercu, nie pozorom. A najważniejszą lekcją tego dnia było to, iż choćby największy strach może okazać się przesadzony, a potwór potrafi być prawdziwym przyjacielem.




![Wrocław: W tych gabinetach zaczipujesz i wykastrujesz psa lub kota za darmo! [ADRESY, TELEFONY]](https://wroclife.pl/galleryImgArt/7962/gallery/1/4.jpg)


