Czy naprawdę zamierzasz sprzedać? zawołała niespokojnie Bogna Andrzejewska, patrząc na syna. A gdzie ja będę mieszkać? W klatce? Na peronie? Czy zamierzasz oddać mnie do domu spokojnej starości?
Mamo, po co znów to zaczynasz westchnął Kacper.
Czy chcesz mi zaoferować karton z pralki? podniosła głos, choć trochę drżąc. Czy ja zwariowałem, Kacprze?!
Nie krzycz. Po prostu proponuję przedyskutować możliwości
Co mamy dyskutować? Dom to nie rzecz, którą można sprzedać pod presją! zerwała się gwałtownie od stołu. Urodziłam się tu, wyrosłeś tu. A ty… postanowiłeś go wystawić na sprzedaż!
W tym momencie do domu, bez pukania, weszła sąsiadka, Lidia Wasiljewna.
Bogno! Co ty tutaj siedzisz, jakbyś wkopana była? Sama mówiłaś, iż w tym roku zasadzasz wszystkie grządki. Bo zeszłej zimy ledwo nie zmarłaś! Gdzie są twoje plany na ogród?
Lido, naprawdę się starałam spuściła wzrok Bogna. Sadziny dopiero wyrosły, a ja nie mam siły ich wyrywać
Nie wyrywaj ich! Daję ci numer Igora, rolnika z Limanowa! Mógłby przewrócić twoje pole i przyżyć! Posadziłabyś coś pożytecznego, a nie popijałaśbyś różami w swoich latach
Kacper mówił, iż latem przyjedzie z przyjaciółmi. Szaszły, ognisko. A ja mam bezę, róże
To już twoje róże! prychnęła Lidia. Przez ostatnie pięć lat twój syn przyjeżdżał trzy razy. I to z piwem, a nie z grillem.
On pracuje. Ma dużo spraw
A pamiętasz zimę, kiedy zamiecie nie było nic, choćby leków! Dobrze, iż wpadłam. A twój pracowity syn, gdzie był? Nie da się go złapać!
Zawsze przyjeżdża, kiedy wołam
Bogno, jesteś jak dziewczyna: wierzysz i czekasz. Czas płynie. Musisz myśleć głową, nie sercem. Potrzebujesz grządek, nie krzaków róż!
Może jednak założę grządki. Tam, gdzie bezę już przyciska
Dobrze. Co słychać od córki?
Jak zwykle. Kacper czasem z nią rozmawia urodziny, Nowy Rok To wszystko.
Im rzadziej Kacper przychodzi, tym mniej trosk. Nie chcę przyspieszać, ale dalej będzie ciszej
Bogna Andrzejewska mieszkała w wsi Berezowa, niedaleko Wolina. Z dziećmi została sama dwadzieścia lat temu mąż zginął na drodze. Najstarsza córka, Jadwiga, przyszła na świat najpierw. Była rozważna, wcześnie nauczyła się prać i gotować. Kacper urodził się później, kiedy matce było ponad czterdzieści. Stał się jej pociechą. Między nimi piętnaście lat różnicy. Różne czasy, różne wychowanie.
Jadwiga wyjechała pierwsza.
Mamo, chcę wyjechać.
Z kim? Z tym Romanem ze wsi? Nie pozwolę! Nie ma wykształcenia, nie ma kultury!
To moje życie, mamo. Mam już osiemnaście.
Widziałaś jego brzuch? Nie znajdziesz w nim duszy wszystko zakryte tłuszczem!
Nie w wyglądzie, w charakterze. Jest dobry, mądry. W mieście dostał pracę.
I jedziesz z nim? A ja zostaję sama?
Będę się uczyć. I żyć.
Bogna płakała, błagała. A Jadwiga, zbierając walizkę i wskakując przez okno, zniknęła. Żadnych listów, telefonów. Tylko od czasu do czasu słychać plotki przez znajomych.
Kacper długo mieszkał z matką. Zaaranżował podwórko: altankę, huśtawkę, grill, trawnik, kwiaty. Żadnych grządek, żadnych ziemniaków.
Mamusiu, po co ci grządki? W Berezowie jest sklep! Wszystko jest ziemniaki, cukinie, zielone. Po co ci się garbić?
Bo tak było w naszej rodzinie
To już nie jest? To już XXI wiek!
Bogna zgodziła się. Żyła skromnie, ale przytulnie. Kacper przynosił jedzenie, leki, woził do lekarzy. Potem poznał dziewczynę, Marzenę. Wziął ślub. Bogna przyjęła ją, ale ich charaktery nie zgrały się. Nie kryła pogardy do wsi i szczególnie do teściowej.
Podczas kolejnej wizyty Kacper, jak zwykle, objął matkę, położył jedzenie i usiadł przy stole.
Mamo, chcę pogadać. Mam pomysł Bardzo opłacalny.
Znowu o biznesie?
Mamo, w Berezowie kupują ziemię! Chcą wybudować małe miasteczko domków. Infrastruktura, wszystko jak trzeba. jeżeli sprzedasz dom z działką, kupię ładne jednopokojowe w Wolinie. Zostanie mi jeszcze kapitał na start.
Poczekaj A ja? Gdzie będę mieszkac?
Mamo, nie zaczynaj. Można pomyśleć o domu opieki albo wynająć mieszkanie. Nie na ulicy!
Mnie w mieszkanie?! Z podwórka, gdzie każda roślina jest rodzinna?! Co ty, szalejesz?! To nasz rodzinny dom!
Mamo, to po prostu dom. Stary, niewygodny. Dopóki cena się trzyma trzeba sprzedawać.
Nigdy! ścisnęła pięści. Dopóki żyję, dom zostanie. Nie wpiszę cię do testamentu!
Kacper gwałtownie się odezwał, chwycił klucze i wyszedł, nie żegnając się.
Bogna wyszła na podwórze. Na rabacie rosła róża w połowie rozkwitu. W jednej ręce trzymała łopatę, w drugiej topór. Postanowiła przewrócić rabat na ogród, ale nie ruszyła go z miejsca.
przez cały czas nie możesz? odezwała się Lidia zza płotu.
Nie mam sił. Ani w rękach, ani w duszy.
Już za późno! Sezon zmarnowany. A twój Kacper może już nie wrócić.
Co radzisz?
Pomyśl trzeźwo. Załatw wszystko legalnie dostaniesz jednopokojowe w Wolinie. Szpital blisko, sklep, ciepło, sąsiedzi. Cywilizacja.
Bogna nie spała całą noc, rozmyślając. Rano wsiadła do autobusu i pojechała do Wolina. Do Kacpra. Postanowiła ustąpić, porozmawiać spokojnie.
Weszła na trzecie piętro. Zamarła przed drzwiami. Z wnętrza dochodził głos:
Wira, ona nie chce sprzedawać! Uparta jak traktor!
To idź załaduj! Co mam robić z tym biznesem?! Jesteśmy na krawędzi, a ty się wygłupiasz! Niech umrze w swojej Berezowie!
Bogna zamarła. Potem z gniewem zapukała.
Mamusiu?! otworzył Kacper.
Dziękuję ci, synu, iż mnie już pochowałeś! jej głos drżał. Przyszłam, żeby pogadać, pogodzić się. A teraz wiesz: nie sprzedam! Nigdy! Lepiej zakopią mnie w ziemi, niż oddać pod twój biznes!
Mamo
Znikaj ze swoją zjawią! krzyknęła. Niech jej rodzice sprzedają mieszkania! A mój dom nie dotykaj!
Bogna odwróciła się i odeszła. Noc spędziła na dworcu. Rano wróciła do domu. Trzy dni leżała, potem zebrała się i wzięła topór, ale nie zdołała podejść do krzaków.
Rankiem w ogródku ktoś zapukał.
Kto tam?
Mamo, to ja. Jadwiga.
Jadwigo?! zamrzała Bogna. Moja córeczka
Mamo, jak się masz?
Czyżby głos się zachwiał.
Kacper dzwonił. Mówi, iż zwariowałaś, nie chcesz domu sprzedawać. A ja mu powiedziałam: idź sobie. On pomyślał, iż już wszystko wiesz. A ja zrozumiałam czas wrócić.
Córeczko ale my
Kiedy to było? Mam troje dzieci. Teraz rozumiem cię doskonale!
Dzieci?
Dwie córki i syn. A Roman teraz szczupły, uprawia sport, pracuje w IT.
A ty?..
Przyjedziemy w weekend. Przyniosę jedzenie i wszystko, czego potrzebujesz. Jesteśmy blisko, mamo.
A grządki?
Nie potrzebujesz już grządek. Teraz masz wnuki.
Bogna zapłakała i przytuliła córkę.
