Olek wracał z pracy w zwykły zimowy wieczór, gdy świat wydawał się przykryty peleryną nudy. Przechodząc obok osiedlowego sklepu spożywczego, zauważył rudą, kudłatą kundelkę z oczami zagubionego dziecka. Najpierw tylko burknął „Czego tu chcesz?”, ale pies nie prosił, tylko patrzył. Kolejne dni – ta sama scena. Ludzie rzucali jej czasem bułkę czy parówkę, ale kundelka, jakby przyrosła do miejsca. W końcu Olek uklęknął: „Gdzie masz właścicieli?” – wtedy sunia ostrożnie podeszła i przytuliła pysk do jego nogi. Po trzech latach samotności, pustej kawalerki i dniach z telewizorem zamiast rozmów, Olek po raz pierwszy od dawna poczuł się komuś potrzebny. Nazwał ją Lada. Przynosił jej jedzenie, a po wypadku i pobycie w lecznicy – zabrał do siebie. Nagle jego życie odzyskało sens – wspólne poranki w parku, euforia powrotów, nowe przyjaźnie z sąsiadami. Lada była już „oficjalnie” Olka, z dokumentami, szczepieniami, zdjęciami w telefonie. Aż pewnego dnia podczas spaceru pojawiła się jej dawna właścicielka – zadbana blondynka, która twierdziła, iż sunia to jej zaginiona Gerda. To, co miało być spokojnym życiem człowieka i psa, zamieniło się w walkę o rodzinę: z sąsiadami, policjantem i wspomnieniami o tym, kto naprawdę kocha, a kto tylko posiada. Wzruszająca opowieść o odpowiedzialności, samotności, bezwarunkowej miłości i drugiej szansie – czyli historia Olka i Lady, których już nic i nikt nie rozdzieli.

2 godzin temu

Piotr szedł do domu po pracy. Zwykły zimowy wieczór. Wszędzie czuć było ciężką nudę, jakby świat nakryto szarą, bezkształtną mgłą. Mijając spożywczak na rogu, dostrzegł psa siedzącego tuż przy wejściu. Kundel. Rudawa, potargana sierść. Oczy jak u zagubionego dziecka.

Czego tu chcesz? mruknął Piotr, zatrzymując się na chwilę.

Pies podniósł pysk i spojrzał na niego. Nie prosił. Po prostu patrzył.

Może czeka na właścicieli, pomyślał Piotr i odszedł.

Nazajutrz znowu to samo. I dzień później. Pies jakby wrosła w miejsce przed sklepem. Piotr zaczął zwracać uwagę: ludzie przechodzili obojętnie, ktoś rzucał kawałek bułki, ktoś parówkę.

No i co ty tu siedzisz? zapytał w końcu, przykucając obok. A gdzie twoi państwo?

Pies podszedł do niego powoli. Ostrożnie oparł pysk o jego kolano.

Piotr zastygł w bezruchu. Kiedy ostatni raz kogokolwiek głaskał? Po rozwodzie minęły trzy lata. Mieszkanie puste. Tylko praca, telewizor i lodówka.

Malwinka, ty moja… wyszeptał, sam nie wiedząc, skąd przyszło mu to imię.

Następnego dnia przyniósł jej parówki.

Po tygodniu zamieścił ogłoszenie w internecie: Znaleziony pies. Szukamy właścicieli.

Nikt nie zadzwonił.

Po miesiącu, wracając z nocki był inżynierem, często pracował na dyżurach zobaczył tłum przed sklepem.

Co się stało? zapytał sąsiadkę, panią Teresę.

Psa tego potrącił samochód Tego, co tu miesiąc siedział.

Serce mu podeszło do gardła.

Gdzie jest?

Zabrali do kliniki weterynaryjnej na alei Mickiewicza. Ale tam strasznie drogo Kto by się przejmował bezdomnym psem?

Piotr nie powiedział nic. Odwrócił się i pobiegł.

W klinice weterynarz pokręcił głową:

Złamania Krwotok wewnętrzny. Leczenie będzie kosztować sporo. I nie wiadomo, czy przeżyje.

Proszę leczyć, odpowiedział Piotr. Ile trzeba, zapłacę.

Gdy Malwinkę wypisali, zabrał ją do mieszkania.

Po raz pierwszy od trzech lat zagościło w nim życie.

Wszystko się zmieniło. Drastycznie.

Piotr budził się nie od dźwięku budzika tylko od mokrego nosa Malwinki na dłoni, jakby mówiła: Wstawaj, już czas, panie. Uśmiechał się.

Dawniej każdy poranek zaczynał się od kawy i wiadomości. Teraz od spaceru po Parku Jordana.

No to co, dziewczynko, idziemy oddychać świeżym powietrzem? mówił, a Malwinka machała ogonem.

W klinice załatwił wszystkie dokumenty. Paszport, szczepienia. Oficjalnie została jego. Piotr fotografował choćby każde zaświadczenie na wszelki wypadek.

Koledzy z pracy gawędzili:

Piotrze, młodniejesz, czy co? Taki rześki ostatnio.

Miał rację czuł się komuś potrzebny. Po raz pierwszy od lat.

Malwinka okazała się genialnie pojętna. Reagowała na półsłowa. Gdy wracał późno, czekała pod drzwiami, patrząc na niego takim wzrokiem, jakby szeptała: Martwiłam się.

Wieczorami chodzili razem po parku. Długo. Piotr opowiadał jej o pracy, o życiu. Śmieszne? Może, ale ona słuchała uważnie. Patrzyła wiernie, czasem piszczała cicho w odpowiedzi.

Wiesz, Malwinko, kiedyś myślałem, iż łatwiej być samemu. Nikt nie przeszkadza, nikt nie dręczy. A wiesz co, gładził ją po głowie. Bałem się iż jeszcze raz kogoś pokocham.

Sąsiedzi przyzwyczaili się do nich. Pani Teresa z sąsiedztwa zawsze miała dla Malwinki kosteczkę.

Ładny piesek, widać iż kochany, mówiła.

Minął miesiąc. Drugi.

Piotr choćby rozważał założenie profilu Malwinki na Facebooku. Fotogeniczna była, ruda sierść lśniła w słońcu jak złoto.

A potem nadeszło nieoczekiwane.

Zwykły spacer. Malwinka węszyła w krzakach, Piotr siedział na ławce, przeglądał coś w telefonie.

Klara! Klara!

Podniósł głowę. Zbliżała się kobieta, około trzydziestki, blondynka, starannie ubrana w markowy dres. Malwinka usztywniła się, położyła uszy po sobie.

Przepraszam, ale się pani myli, powiedział Piotr. To mój pies.

Kobieta zatrzymała się. Ręce opierające się na biodrach.

Co znaczy pana? To jest moja Klara! Pół roku temu zaginęła!

Co proszę?

Tak uciekła spod klatki, szukałam jej wszędzie! Ukradł mi pan psa!

Piotrowi zrobiło się słabo.

Ale chwileczkę Znalazłem ją przy sklepie. Siedziała tam miesiąc bez opieki!

Bo była zagubiona! Kocham ją! Z mężem specjalnie kupiliśmy rasową!

Rasowa? Piotr spojrzał na Malwinkę. Przecież to zwyczajny kundel.

Jest mieszańcem! Bardzo drogim!

Piotr wstał. Malwinka przytuliła się do jego łydki.

jeżeli to pani pies, proszę pokazać dokumenty.

Jakie dokumenty?

Paszport, zaświadczenia o szczepieniach, cokolwiek.

Kobieta zająknęła się:

Zostały w domu. Ale i tak poznam własną Klarę! Klara, chodź!

Malwinka nie drgnęła.

Klara! Do mnie! Już!

Pies jeszcze mocniej przytulił się do Piotra.

Widzi pani? powiedział cicho. Ona pani nie poznaje.

Jest obrażona, bo się zgubiła! podniosła głos. Chcę ją odzyskać, żądam!

Mam wszystkie dokumenty, odparł spokojnie Piotr. Zaświadczenie z lecznicy po wypadku, paszport, rachunki za karmę i zabawki.

Mam to gdzieś! To jest kradzież!

Ludzie zaczęli się oglądać.

Może zadzwońmy na policję, wyciągnął telefon Piotr.

Dzwoń! Udowodnię, iż to moja! Mam świadków!

Jakich?

Sąsiedzi widzieli, jak uciekała!

Piotr wybrał numer. Serce waliło. A jeżeli to kobieta ma rację? A jeżeli Malwinka uciekła jej spod klatki?

Tylko dlaczego miesiąc czekała przy sklepie? Czemu nie szukała drogi do domu?

A teraz dlaczego drży i tuli się do niego jak do ostatniej deski ratunku?

Halo? Policja? Mam tu nietypową sytuację

Kobieta uśmiechnęła się złośliwie:

Zobaczy pan. Sprawiedliwość wygra. Oddaj pan psa!

Malwinka wciąż kurczowo tuliła się do Piotra.

I wtedy Piotr zrozumiał: nie podda się. Będzie walczył. Do końca.

Bo przez ten czas Malwinka stała się dla niego nie tylko psem.

Była teraz rodziną.

Dzielnicowy przyjechał po pół godzinie. Sierżant Nowak człowiek spokojny, konkretny. Piotr znał go z kontaktów ze wspólnotą mieszkaniową.

Co tu mamy? zapytał, otwierając notes.

Pierwsza odezwała się kobieta, szybko, nieskładnie:

To mój pies! Klara! Kupiliśmy ją za cztery tysiące złotych! Pół roku temu uciekła, szukałam wszędzie! A ten pan ukradł ją!

Nie ukradłem, znalazłem, spokojnie odparł Piotr. Przy sklepie, siedziała tam miesiąc głodna.

Bo się zgubiła!

Sierżant Nowak spojrzał na Malwinkę. Ta wtulała się w Piotra.

Ma ktoś dokumenty?

Ja, Piotr wyjął z torby teczkę. Dobrze, iż nie wyciągnął jej po ostatniej wizycie u weterynarza.

Tu zaświadczenie z kliniki po wypadku. Tu paszport. Szczepienia wszystkie aktualne.

Funkcjonariusz przejrzał dokumenty.

A pani ma coś?

W domu wszystko! Ale mówię, iż to Klara!

Może pani opisać, jak uciekła? dopytał Nowak.

Spacerowałam z nią. Zerwała się ze smyczy, uciekła. Szukałam, rozwieszałam ogłoszenia.

Gdzie spacerowała pani?

W parku tutaj, blisko.

A gdzie pani mieszka?

Na alei Mickiewicza.

Piotra przeszedł dreszcz:

To dwa kilometry od sklepu, gdzie ją znalazłem. Skoro uciekła z parku, jak znalazła się tam?

Może się zgubiła, nie wiem!

Psy zwykle wracają do domu.

Kobieta się zaczerwieniła:

A pan co wie o psach?!

Wiem jedno, cicho powiedział Piotr. Kochany pies nie siedzi głodny miesiąc w jednym miejscu. Szuka domu.

Mogę dopytać? wtrącił Nowak. Mówiła pani, iż rozwieszała ogłoszenia. A dlaczego pani nie zgłosiła sprawy na policję?

Nie przyszło mi do głowy.

Przez pół roku? Pies za cztery tysiące i żadnego zgłoszenia?

Myślałam, iż sama się znajdzie!

Nowak zmarszczył brwi:

Poproszę pani dowód i adres.

Kobieta wyjęła dowód, drżały jej ręce.

Proszę bardzo.

Nowak zerknął:

Rzeczywiście, aleja Mickiewicza, blok dziesiąty. Numer mieszkania?

Dwunaste.

Proszę. A kiedy dokładnie zaginęła?

Pół roku temu, może

Którego dnia?

Dwudziestego czy dwudziestego pierwszego stycznia.

Piotr zerknął do telefonu:

Ja ją znalazłem dwudziestego trzeciego stycznia. A tam siedziała już prawie miesiąc.

To znaczy, iż pies zgubił się znacznie wcześniej.

Może się pomyliłam z datą kobieta zaczęła się wyraźnie denerwować.

I nagle się złamała:

Dobra! Niech panu będzie… Ale naprawdę ją kochałam!

Cisza.

Jak mogła pani tak postąpić? zapytał cicho Piotr.

Mąż powiedział przenosimy się, z psem nie przyjmą nas do wynajmowanego mieszkania. Nie umiałam jej sprzedać Nie była rasowa. Zostawiłam przy sklepie. Myślałam, iż ktoś ją zabierze.

Piotr poczuł, jak wszystko w nim się przewraca.

Wyrzuciła ją pani?

Zostawiłam. Nie wyrzuciłam przecież! Ludzie dobrzy, miałam nadzieję.

A teraz chce pani ją z powrotem?

Kobieta się rozkleiła:

Rozwiodłam się. Zostałam sama. Chciałam ją odzyskać. Kochałam ją

Piotr patrzył na nią ze zdumieniem.

Kochała pani? powtórzył powoli. Kochanych nie zostawia się na ulicy.

Nowak zamknął notes.

Wszystko jasne. Dokumenty są na pana Piotra Przybylskiego. Leczył psa, zarejestrował, opiekował się. Nie ma tematu do dalszych rozważań.

Kobieta łkała:

Ale ja się rozmyśliłam. Chcę ją odzyskać!

Za późno na zmianę zdania, sucho rzucił dzielnicowy. Zostawiła pani psa to był wybór.

Piotr usiadł obok Malwinki, objął ją:

Już dobrze, dziewczynko. Wszystko dobrze.

Czy mogę chociaż pogłaskać? poprosiła kobieta. Chociaż raz ostatni?

Piotr spojrzał na Malwinkę. Ta położyła uszy i schowała głowę pod jego dłoń.

Widzisz pani? Boi się.

To nie specjalnie… Życie się tak potoczyło.

Wie pani co? Piotr wstał. To nie życie tak się układa. Ludzie je układają. Stworzyła pani warunki, które zmusiły psa do samotności. Teraz chce je pani zmienić, kiedy jest pani wygodnie.

Kobieta płakała:

Rozumiem, ale jest mi tak samotnie

A jej jak było dobrze miesiąc czekać na panią w zimnie?

Cisza.

Klara szepnęła kobieta ostatni raz.

Pies choćby nie drgnął.

Wtedy kobieta odeszła, szybko, nie odwracając się.

Nowak poklepał Piotra po ramieniu:

Mądra decyzja. Widać, iż pies już jest u pana w domu.

Dziękuję. Za zrozumienie.

Nie ma za co. Sam mam psa, wiem, co to znaczy.

Gdy dzielnicowy odjechał, Piotr został z Malwinką sam.

Wiesz co, Malwinko, powiedział, głaszcząc ją po łebku. Już nas nikt nie rozdzieli. Obiecuję.

Malwinka spojrzała na niego i Piotr dostrzegł w jej oczach coś większego niż wdzięczność. Prawdziwą, wierną miłość.

Kochanie.

Chodźmy do domu?

Zaskowytała radośnie i pognała obok niego.

Po drodze Piotr myślał: w jednym ta kobieta miała rację. Los może się potoczyć różnie. Można stracić pracę, dach, pieniądze.

Ale są rzeczy, których nie można utracić. Odpowiedzialność. Miłość. Współczucie.

W domu Malwinka ułożyła się na swoim ulubionym kocyku. Piotr zaparzył herbatę, usiadł obok.

Wiesz, Malwinko, zamyślił się głośno, może tak właśnie miało być. Teraz na pewno wiemy jesteśmy sobie potrzebni.

Malwinka westchnęła z ulgą.

Idź do oryginalnego materiału