Każdy, kto próbował rozmnażać rośliny, wie, iż początki potrafią być różne. Jedne sadzonki ruszają od razu, inne uparcie stoją w miejscu przez wiele dni. W takich sytuacjach pomaga ukorzeniacz. Problem w tym, iż produkty dostępne w centrach ogrodniczych często zawierają sporo chemii. Czy jesteśmy na nie skazani? Absolutnie nie. W ostatnim czasie popularność zdobywa metoda, która zamiast do sklepu prowadzi... wprost pod wierzbę. Dlaczego właśnie tam? Za chwilę wszystko stanie się jasne.
REKLAMA
Zobacz wideo "Gwiazd na miarę Grażyny Torbickiej już nie będzie". Marcin Prokop w "Z bliska
Co dodać do wody, żeby roślina puściła korzenie? Nie tylko cynamon może pomóc
Na profilu @bez.ogrodek pojawiła się porada, która wygląda jak trik z ogrodniczego zaplecza. Autor pokazuje, jak rozmnaża rośliny bez gotowych preparatów i sięga po coś, co rośnie niemal wszędzie. Chodzi o młode pędy wierzby oraz przygotowany z nich "eliksir", który świetnie sprawdza się w roli naturalnego ukorzeniacza.
- Młode gałązki wierzby zawierają naturalne hormony wzrostu, czyli auksyny oraz kwas salicylowy - słyszymy w nagraniu. To właśnie te związki wspierają rozwój i regenerację tkanek. Dzięki nim sadzonka szybciej się przyjmuje i zaczyna budować własny system korzeniowy, zamiast długo nie dawać oznak wzrostu.
Przygotowanie takiego roztworu nie wymaga doświadczenia. Wystarczy pociąć cienkie gałązki na krótkie kawałki i zalać je wodą w proporcji jedna część pędów na dwie części wody. Całość należy odstawić na noc. - W tym czasie część hormonów wzrostu przejdzie do roztworu - wyjaśnia autor. Rano domowy środek jest gotowy do użycia.
Wodę z wierzby można wykorzystać na dwa sposoby. Pierwszy polega na moczeniu świeżych szczepek. Drugi na podlewaniu młodych sadzonek po umieszczeniu w ziemi. W obu przypadkach chodzi o wsparcie rośliny w momencie, gdy musi wytworzyć nowe korzenie. Właśnie wtedy nasza pomoc ma największe znaczenie.
Kiedy sadzić ukorzenione sadzonki w doniczki? Ważna jest jedna rzecz
Woda wierzbowa może się sprawdzić szczególnie przy popularnych gatunkach doniczkowych. Trzykrotka czy epipremnum potrafią wypuścić pierwsze korzenie choćby w kilka dni. Pelargonie, begonie czy filodendrony też gwałtownie "zaliczają" start. W przypadku monstery czy fikusa proces trwa nieco dłużej, ale efekt bywa stabilniejszy. choćby rośliny o grubych liściach, jak grubosz lub aloes, mogą skorzystać z takiego wsparcia, choć tu ważna jest większa ostrożność z wilgocią.
Moment przeniesienia sadzonki do ziemi ma duże znaczenie. Najlepiej zrobić to wtedy, gdy korzenie mają już kilka centymetrów długości i zaczynają się rozgałęziać. Delikatne, cienkie nitki to jeszcze za mało. Roślina powinna mieć już coś, czym "złapie" podłoże i zacznie pobierać wodę. Zbyt wczesne sadzenie często kończy się tym, iż szczepka stoi w miejscu lub zaczyna słabnąć.
Samo sadzenie nie jest skomplikowane, ale warto zadbać o szczegóły. Podłoże powinno być lekkie i przepuszczalne. Dobrze sprawdza się mieszanka ziemi uniwersalnej z dodatkiem perlitu lub piasku. Dzięki temu korzenie mają dostęp do powietrza i nie gniją. Doniczka musi mieć odpływ, bo nadmiar wody to najprostsza droga do problemów. Na koniec delikatnie ugniatamy ziemię i gotowe.
A co z podlewaniem świeżych sadzonek? Tu przydaje się wyczucie, bo młoda roślina nie lubi ani przesuszenia, ani zalania. Podłoże powinno być zawsze lekko wilgotne, ale nie mokre. W pierwszych dniach szczepka skupia się na "zakotwiczeniu" w nowym miejscu. jeżeli wszystko pójdzie dobrze, po kilkunastu dniach zaczyna wypuszczać nowe liście. A to pierwszy sygnał, iż nasza mała operacja naprawdę się udała. Robisz własne ukorzeniacze czy kupujesz gotowe? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.

2 godzin temu





