No i poznaliśmy się osobiście…

3 dni temu

No i wyobraź sobie

Michał, co z tobą? zapytała Magda po kilku minutach ciszy. Jest ci coś? Jakiś taki blady jesteś Wszystko w porządku?

Tak, tak, wszystko ok odpowiedział Michał, zbierając się do kupy najbardziej jak potrafił. Odłożył widelca i sięgnął po szklankę z sokiem jabłkowym, żeby jeszcze trochę opóźnić moment, kiedy będzie musiał odpowiedzieć Magdzie.

*****

Michał podszedł do klatki, złapał za ciężką metalową klamkę i już miał wejść do środka, ale w ostatniej chwili zdusił w sobie ten odruch.

Wcale nie chciało mu się tam wchodzić.

Wiedział, iż wszyscy na niego czekają i doskonale pamiętał, co Magda powiedziała: Przyjdź do mnie jutro, no, obiecałeś, iż wpadniesz poznać moją rodzinę! Ale zwyczajnie zżerał go taki stres, iż nie mógł się na niczym skupić.

Trochę głupio się z tym czuł. W końcu dorosły facet, 35 lat na karku, a kolana mu miękną jak u pierwszoklasisty przy tablicy.
A przecież zostało już tak niewiele: wejść do klatki, wejść na trzecie piętro, znaleźć numer 36

I co? I znowu go zatrzymało.

Nagle takie irracjonalne mieszane uczucia: złości się na siebie, bo nie umie się przemóc, ale coś go jednak przykuwa do chodnika pod klatką. Ma wrażenie, iż najlepiej byłoby zniknąć wrócić do siebie albo po prostu iść przed siebie, byle dalej od tej kamienicy.

Po co ja się, do cholery, na to zgadzałem? burknął pod nosem, robiąc krok w tył. Przecież od razu wiadomo, iż ich rozczaruję.

Jeszcze raz rzucił okiem na okno na trzecim piętrze, z którego lało się światło. Prawie jakby świeciło jaśniej niż wszystkie inne w całym bloku. Taki sobie drogowskaz, żeby się przypadkiem nie zgubił.

Nie pomylił klatki przyszedł gdzie trzeba. Po prostu nie chciał wchodzić.

Pewnie tylko to go powstrzymywało iż nie wiedział, jak Magda zareaguje, gdyby teraz zawrócił i zniknął. Przecież go prosiła, pewnie zarezerwowała czas, nakręciła całą rodzinę. No i obiecał. Obietnic łamać nie wypada.

*****

Michał, mam do ciebie sprawę Tylko się nie przestrasz! powiedziała mi wczoraj Magda. Moi rodzice chcą się z tobą poznać. Może wpadniesz do nas na kolację?

Magda to jego dziewczyna.

Siedzieli razem w jednej z tych modnych kawiarni na Mokotowie, jedli tartę i rozmawiali o tym, gdzie wyskoczą w weekend. I nagle bum jej rodzice chcą go poznać. Spodziewał się wielu rzeczy, ale na to totalnie nie był przygotowany. Przełknął ślinę i spojrzał na nią szeroko otwartymi oczami szczerzy czy żartuje.

No, nie ma w tym przecież nic dziwnego. Ba, wręcz to logiczne, iż rodzice Magdy chcą wiedzieć, kto kręci się koło ich trzydziestoletniej córki. Gorzej, gdyby ich to w ogóle nie obchodziło.

Tyle że

Michał się bał. Bał się, iż się im nie spodoba. I nie bez powodu.

No bo Magdyna mama Wanda Tomaszewska całe życie wykładała na Uniwersytecie Warszawskim, a potem została choćby dziekanem. Teraz doradza w Ministerstwie Edukacji.

Tata Magdy, Andrzej Tomaszewski, też solidna kariera od inżyniera na dużej budowie, przez kierownika, aż do własnej firmy budowlanej. Znany człowiek, w dobrych kontaktach na mieście.

A sama Magda? Też nie byle kto. Kieruje działem prawnym w dużej firmie finansowej, w wieku 31 lat.

Co osiągnął Michał do swoich 35 lat?

Nic wielkiego. Jest administratorem sieci komputerowych. choćby studiów nie skończył. Praca okej, płacą nieźle, ale kariera? No cóż, marna perspektywa.

I jak on się ma pokazać przed taką parą?

Pewnie się zastanawiasz, jak oni w ogóle się poznali. Splot okoliczności taki los.

To było na Polu Mokotowskim. Michał wybrał się na spacer, Magda też tam była, z dwoma koleżankami, które akurat poleciały po lody. Magda została na ławeczce, by ławka nie zniknęła, i zadzwoniła do mamy.

I wtedy, gdy gadała przez telefon, nie zauważyła młodego chłopaka na hulajnodze, co choćby nie próbował hamować. Był pijany i leciał jak szalony. Michał zobaczył go szybciej, zdążył złapać Magdę za rękę i odciągnął ją w ostatniej chwili.

Magda się, oczywiście, lekko wkurzyła, bo na początku nie zorientowała się, co się dzieje. Dopiero jak hulajnogowy zaliczył śmietnik i wylądował na glebie, już nie miałą wątpliwości, iż Michał przybiegł jej na ratunek.

No i tak zaczęła się ich znajomość.

Gdy koleżanki Magdy stały w kolejce po lody, oni już sobie pogadali, wymienili się numerami, umówili na kawę i tak już siedzą ze sobą pół roku.

To wszystko Michał miał dziś w głowie, gdy kłócił się z myślami po kolacji w kawiarni.

Strasznie go paraliżowała myśl, iż rodzice Magdy uznają go za darmozjada typowy przypadek. Raz miał już kiedyś dziewczynę, której rodzice uznali, iż jest nieodpowiedni. Bardzo przeżył to rozstanie.

A teraz obawiał się, iż znowu straci kogoś, kogo kocha.

Michał, o czym rozmyślasz? w końcu przerwała ciszę Magda. Martwisz się czymś?

Nie, wszystko okej przyznał Michał, odkładając widelec i sięgając po sok.

To? Wpadasz?

Ale gdzie? dopytał, sam nie wierząc w swój głos.

No, do mnie do domu. Mama już planuje przysmaki kuchni polskiej, tata wyciąga ze spiżarni swoją najlepszą wiśniówkę z Pińczowa śmieje się Magda. Od ciebie chcę tylko potwierdzenia, iż będziesz!

Nie wiem zaczął Michał. Twoi rodzice chyba nie będą zachwyceni.

Dlaczego?

Bo jestem zwykłym facetem bez magistra. Potrafię tylko instalować Windowsa i ratować pliki z dysku. A oni pewnie chcieliby kogoś innego dla ciebie jakiegoś biznesmena, może polityka, najlepiej z praktyką w ministerstwie. Nie wiem, czy im się spodobam

Przestań! Magda złapała go za rękę. Moja rodzina jest normalna. Uwierz mi. Wpadaj jutro o siódmej i się nie spóźnij.

Zobaczymy odpowiedział Michał, choć sam do końca nie wiedział, czy faktycznie przyjdzie.

*****

No i minął dzień. Jest już jutro.

Michał stoi pod blokiem Magdy, za pięć siódma, mróz jak diabli, a on nie wie, po co tu jest. Wie, iż prędzej czy później musi się z nimi spotkać (z Magdą by mógł się choćby ożenić!), ale dziś czuje się kompletne nie na miejscu.

Może za parę miesięcy, jak już go przeniosą do nowego działu IT, jak już będzie miał lepszą pensję Może wtedy nabierze odwagi?

Już prawie miał opuścić podwórze, gdy w kieszeni zawibrował mu telefon.

Dzwoniła Magda:

Hej, Michał, już prawie wszystko gotowe! Mama pyta, czy bardzo się spóźniasz. Tata też ponoć zaraz wróci. Gdzie jesteś?

Hej, Magda zebrał się w sobie. Już prawie jestem.

Słabo cię słyszę! Już wchodzisz?

Tak, już prawie Tylko

Kochany, jeżeli znowu zamierzasz panikować, to nie chcę słuchać. Wszystko będzie dobrze! Jak chcesz, mogę wyjść po ciebie?

Nie trzeba, zaraz będę.

Okej, czekamy! A raczej, czekamy całą rodziną!

Długo kombinował, co wymyślić, żeby jakoś usprawiedliwić nieobecność. Był bliski desperacji. Wtedy zorientował się, iż nie stać go na żadne wymówki.
No i pomyślał: Tylko nie daj Boże, żebym się tu natknął jeszcze na jej tatę przed wejściem! Chyba bym zemdlał

Chodząc wokół bloku, na chwilę zaciągnął się przypadkowo spotkaną fajką nie palił już od miesięcy, ale stres go podłamał.

Stanął więc na rogu bloku, wypuszczał dym i rozglądał się dookoła. Z jednej strony śmietnik, z drugiej pusta działka, gdzie kiedyś był jakiś stary parking. Magda mówiła, iż mają tam budować nowe bloki, ale teraz to po prostu pustkowie.

W końcu zauważył psinę, która leżała na tym pustkowiu w zaspie. Przez chwilę się bał, iż bezdomny pies może być agresywny, ale ten ani drgnął. Michał się uspokoił. Widać było, iż psiak choćby nie patrzy w jego stronę, totalnie obojętny.

Dziwne, iż leży na samym śniegu, ale co miał zrobić? Gdzie indziej miał się ogrzać?

*****

Tego psa wabił się Borys Michał zobaczył pierwszy raz. Borys od tygodni był bez dachu nad głową.

Kiedyś funkcjonował na innym podwórku tam go dokarmiali, choćby kilku maluchów go polubiło, ale miała pecha. Pewna sąsiadka zblatowała pół osiedla, pisała też petycje do spółdzielni i do miasta.

Jednym pasowało, żeby piesek został, inni chcieli się go pozbyć.

Ten pies krąży po podwórzu, a tu dzieci się bawią! krzyczała. Jeszcze któregoś pogryzie!

A oczy Borysa nie były złe, tylko smutne. Kiedyś należał do chłopca, Piotrka. Uratował go spod auta w wieku czterech miesięcy, zamieszkała z nimi na działce. Ale gdy kończyły się wakacje i rodzina wracała do Warszawy, po prostu go tam zostawili.

No gdzie z tym psem do mieszkania? tłumaczyli rodzice. I kto będzie wyprowadzał rano i wieczorem?

Ja nie jęczał Piotrek.

Tak go zostawili.

Potem inna pani go przygarnęła, zawiozła do miasta. Próbowała go sprzedać na bazarku jako rasowego, choć w papierach żadnych nie miał. Trafił do pary, która gdy tylko zorientowali się, iż Borys to zwykły kundel, oddali go na peryferie, zostawili na końcu Grochowa.

Dobrze, iż było już wtedy ciepło.

Od tej pory Borys się błąkał, aż trafił na praskie osiedle. Tu przynajmniej nikt go nie bił. Lubił dzieciaki na placu zabaw, pewnie przypominał sobie stare dni z Piotrkiem. Ale znowu znalazła się sąsiadka, co rozbudziła w ludziach strach i złość.

Borys w końcu sam się wyniósł. Lepiej nikomu nie zawadzać.

Leżał na tej działce, zmarznięty aż do kości, kompletnie bez sił. choćby nie reagował, kiedy Michał przechodził obok. Pomyślał: Pewnie zaraz skończy fajkę i pójdzie.

*****

Michał skończył palić i szukał gdzie wyrzucić peta nie miał sumienia rzucać na śnieg. Mama zawsze mówiła mu: Chcesz zmieniać świat, zacznij od siebie.

Przechodząc koło klatki, zobaczył jakąś czarną furę wjeżdżającą na podwórze. Może to teść? gwałtownie wyrzucił papirosa i poszedł dalej koło pustej działki.

Gdy przeszedł obok psa, na sekundę kompletnie zapomniał o swoim strachu przed rodzicami Magdy. Nie wystarczy, iż się spóźnię, jeszcze mnie pies pogryzie pomyślał nerwowo.

Ale pies choćby głowy nie podniósł.

Hej, żyjesz? zapytał niepewnie Michał.

Pies nie ruszył się choćby o centymetr.

Michał zebrał się w sobie i podszedł bliżej. Klęknął przy nim i delikatnie dotknął futra. Nic. Jedynie słyszał cichy oddech psa zbyt słaby, żeby się poruszyć.

Dotykał go po łapach, grzbiecie pies był zimny jak lód. Gdyby nie zareagował, pies zamarzłby pewnie do rana.

Nie zastanawiając się, Michał wziął Borysa na ręce i ruszył w kierunku pierwszej lepszej klatki, żeby ogrzać go koło kaloryfera i zadzwonić po taksówkę do weterynarza.

Oczywiście wszystkie klatki były na domofon. Ruszył więc do następnej. Komórka co chwila dzwoniła to pewnie Magda, ale choćby nie miał jak odebrać.

Kiedy mijał okno mieszkania Magdy na trzecim piętrze, przez chwilę miał ochotę poprosić ją o pomoc. Ale jej rodzice? Może by się nie ucieszyli na widok brudnego, zmarnowanego psa.

Kiedy już dotarł do rogu budynku, zza pleców wyjechało czarne, nowe auto. Zatrzymało się przy nim, po czym z uchylonego okna wychylił się mężczyzna.

Co jest, potrzebna ci pomoc?

Tak. Znalazłem psa na śniegu, zamarza Są tu gdzieś nocne weterynaria?

Blisko raczej nie, ale wiem, kto może przyjąć od ręki. Wsiadaj na tył, podrzucimy was.

Michał był zdziwiony. Właściciel takiego auta nie wyglądał na kogoś, kto by się zainteresował przypadkowym facetem z psem.

No wsiadaj! Sam mówiłeś, iż liczy się czas. Ratujmy go!

Nie musiał długo go namawiać. Wsiadł i już po drodze kierowca wyciągnął telefon.

Cześć, córeczko, plany mi się zmieniły, mam nieprzewidzianą historię. Trochę się spóźnię. Kogo? Nie, nie widziałem. Aha, to dziwne. Dobrze, jak go spotkam dam znać.

Przeze mnie pewnie ma pan kłopoty zaczął Michał.

Nie panikuj, wszystko okej. Jak twój pies, oddycha? Reaguje?

Niezbyt, ale żyje.

No to dobrze, przyspieszę jeszcze.

Po dziesięciu minutach byli już pod przychodnią na Ochocie, gdzie czekał już znajomy weterynarz kierowcy. Wnieśli Borysa do środka, od razu zabraliśmy go na badania.

Michał został w korytarzu. Zobaczył kilka nieodebranych połączeń i SMS od Magdy: Gdzie jesteś? Możesz się odezwać? Chciał jej wszystko wyjaśnić, ale emocje nie pozwalały. Myślami był przy psie.

Nawet nie zdążył podziękować temu facetowi z auta, a gdy wybiegł na zewnątrz, po aucie już nie było śladu. Wrócił czekać, żeby dowiedzieć się jak sytuacja z psem.

Jak z Magdą nic nie wypali, przynajmniej będę miał psa takiego, który mnie nie oceni i zawsze wysłucha! pomyślał, jeszcze nie wierząc własnym myślom.

*****

Minęło ze czterdzieści minut, a z gabinetu, gdzie zabrali Borysa, nic się nie działo.

Wtem w korytarzu zrobiło się zamieszanie: rozpoznał głos Magdy. A za nią jej mama. I ten sam kierowca!

Kiedy zobaczyli Michała, uśmiechnęli się szeroko.

No i co, córciu, wiedziałem, iż będziemy go tu szukać! Twój Michał bardzo troszczy się o tego psiaka zaśmiał się Andrzej, tata Magdy.

Michał od razu wyczuł, iż to rodzice dziewczyny i trochę się zmieszał.

Dlaczego nie dzwoniłeś? Martwiłam się! rzuciła się do niego Magda.

Przepraszam, bałem się, iż narobię wam kłopotu, próbując przemycić bezdomnego psa do mieszkania rodziców

Ty naprawdę jesteś niemożliwy! zaśmiała się Magda. Moi rodzice bardzo kochają zwierzęta. Mama przygarnęła już trzy koty z ulicy!

Naprawdę?

Naprawdę.

Rodzice Magdy podeszli się przywitać. W końcu stało się to, czego Michał się bał najbardziej poznali się.

Pan Michał? powiedziała Wanda, podając mu rękę. No ja muszę to panu powiedzieć, tego wieczoru zrobił pan coś naprawdę pięknego. Mógł pan od razu do nas przyjść z psem, mamy w domu pełno zwierzaków, nie takie historie widzieliśmy! Ale mam nadzieję, iż psiak wyzdrowieje. Proszę się nie martwić, damy radę.

Damy radę! rzucił szczęśliwy weterynarz, który nagle wyszedł z gabinetu. Wszystko będzie dobrze, pies najgorsze ma za sobą.

Borysa udało się już tego samego dnia zabrać do domu dostał leki, był otulony. Pozostał tylko czas i miłość.

Miłość naprawdę czyni cuda rzucił na odchodne weterynarz. Miłość potrafi wyciągnąć choćby zza grobu!

Michał chciał iść już do domu, ale Magda z rodziną przekonali go, żeby wpadł z Borysem do nich koty się nim zaopiekują, a poza tym trzeba opić nowe znajomości.

I tak, kiedy Borys leżał na kanapie w salonie, otoczony przez ciekawskie trzy koty i nie mogąc uwierzyć, iż znów jest bezpieczny i najedzony, Michał siedział z Magdą i jej rodzicami przy kuchennym stole.

Niepotrzebnie się bał to naprawdę fajni, serdeczni ludzie. Bez zadęcia, życzliwi i ciepli. W sam raz na teściów, można by powiedzieć.

Po paru dniach Borys wrócił do sił. Michał postanowił go zabrać.

A ze mną pójdziesz? zapytała Magda z uśmiechem, wychodząc z walizką.

Ty? Żartujesz?

Ani trochę! Moi rodzice powiedzieli, iż mam zakaz nocowania w domu. Chcą mieć wnuki, żeby zwiększać populację Polaków na świecie!

Michał parsknął śmiechem. Magda też, a Borys, kompletnie nierozumiejąc żartu, merdał zadowolony ogonem.

Pewnie nie wiedział, co się dzieje ale czuł, iż wydarza się coś pięknego.

No i tak się poznali i już było jasne, iż będzie dobrze.

Idź do oryginalnego materiału