„Nie widziałem tak przerażonych zwierząt”. Będą kolejne zawiadomienia ws. schroniska w Sobolewie

2 godzin temu

Kolejne zawiadomienia w głośnej sprawie zamknięcia „schroniska grozy” w Sobolewie niedługo trafią do prokuratury – w związku ze znęcaniem się nad zwierzętami, ale i te dotyczące niedopełnienia obowiązków przez pracowników służb, m.in. inspekcji weterynaryjnej i policja.

Schronisko „Happy Dog” zostało zamknięte w ubiegłą sobotę. Tego dnia pod azylem odbył się strajk aktywistów i miłośników zwierząt, którzy protestowali bardzo licznie. Po ogłoszeniu przez powiatowego lekarza weterynarii decyzji o zamknięciu schroniska fundacje przejęły blisko 160 przebywających tam psów.

Jak mówi Grzegorz Bielawski, wolontariusz z „Pogotowia Dla Zwierząt”, nigdy nie widział on, by psy ze schroniska „tak bardzo bały się człowieka”. To m.in. ta organizacja, razem z Dolnośląskim Inspektoratem Ochrony Zwierząt i Fundacją dla Szczeniąt Judyta odbierała zwierzęta.

Nie są to psy jakoś skrajnie zagłodzone, ale bardzo zaniedbane psychicznie, bardzo zaniedbane też fizycznie. Wrastające pazury, kamień nazębny, przerażenie, uległe oddawanie moczu na widok człowieka, dziczenie. Te psy tam mieszkały w „patobudach”, w jakichś wykopanych dziurach. Od dawna nie widziałem tak bardzo przestraszonych zwierząt – opisuje Bielawski.

Kije ze śladami krwi

Organizacje biorące udział w akcji, po wkroczeniu na teren schroniska, znalazły przy boksach kije, którymi zwierzęta prawdopodobnie były bite. Narzędzia zostały zabezpieczone jako materiał dowodowy w sprawie przeciwko właścicielowi schroniska, Marianowi D. Proces mężczyzny, w którym oskarżony jest o znęcanie się nad zwierzętami, toczy się od ośmiu lat.

Były takie kije, na których były ślady prawdopodobnie krwi, była jakaś taka substancja brunatna. No jest to niestety częsta praktyka w takich mordowniach, iż po prostu są kije. Nie dziwmy się zatem, iż ludzie dla tych psów wydają się zagrożeniem. Kiedy my wchodziliśmy do boksu, to wszystkie psy chowały się do budy. Przecież to jest nienaturalne. Przecież wszystkie psy powinny podchodzić do krat – mówi Bielawski.

Teraz zwierzęta odratowane ze schroniska w Sobolewie przechodzą szczegółowe badania u lekarzy weterynarii, zoopsychologów i behawiorystów.

Wszystkie te psy zostały umieszczone w placówkach i domach tymczasowych. Po kolei trafiają do lekarzy weterynarii, którzy robią im badania krwi, morfologię, biochemię, którzy oceniają ich stan fizyczny, psycholodzy zwierząt oceniają stan psychiczny. Na ten temat powstanie bardzo obszerna dokumentacja lekarsko-weterynaryjna – wyjaśnia wolontariusz.

„Układ zamknięty” i przymykanie oczu?

Obszerna dokumentacja przygotowana przez specjalistów ma posłużyć do sporządzenia kolejnego zawiadomienia o znęcanie się nad zwierzętami. Jeszcze kolejne dotyczyć ma zaniedbań i nieprawidłowości w działaniach gminy, policji, inspekcji weterynaryjnej oraz innych służb i jednostek samorządowych, które miały przez lata, wiedząc o złym stanie zwierząt, nie reagować, a także utrudniać protest i akcję odbioru zwierząt w sobotę. Jak dodaje Grzegorz Bielawski, było to ze znanych mu „najlepiej chronione schronisko”.

Na pewno przygotowywany jest materiał pod zawiadomienie o przestępstwie, ja myślę, iż osobnym zawiadomieniem będzie objęty układ zamknięty, który tam jest. Chodzi o przymykanie oczu służb typu policja, gmina, inspekcja weterynaryjna na działalność przestępczą Mariana D. To było najlepiej chronione schronisko przez policję, jakie poznałem w życiu – dodaje Bielawski.

Nie było wolontariuszy, nikt nie miał wstępu

W schronisku „Happy Dog” od 2017 roku nie było wolontariatu. Wolontariuszy przestano przyjmować, gdy Fundacja „ZŁap Dom” nagłośniła tragiczne warunki, w jakich przebywają tam zwierzęta. Jak parę dni przed zamknięciem azylu oceniała prezeska fundacji Karolina Pawelczyk-Dróżdż, od tamtego czasu w sprawie niewiele się zmieniło.

Najlepsza sytuacja jest z wczoraj, my wczoraj pojechałyśmy pod schronisko, od września jest w schronisku pies Wrap, taki łysiejący owczarek niemiecki z chorobą skóry, o którego też walczy od września, czy tam października, pewna pani i cały czas nie może go dostać. Natomiast ten pies wczoraj, pierwszy raz odkąd jest w schronisku, wyjechał na kąpiel leczniczą do weterynarza. Pytanie, ile jeszcze wczoraj takich psów nagle wyjechało do weterynarzy po pomoc? – relacjonowała Pawelczyk-Dróżdż.

„Oczekuję pilnego wyjaśnienia”

W sprawie oświadczenie wydał wojewoda mazowiecki Mariusz Frankowski. Zapowiedział on kolejne, szczegółowe kontrole w schroniskach na terenie Mazowsza, a także wezwał powiatowy inspektorat weterynarii do pilnego złożenia wyjaśnień.

Oczekuję pilnego wyjaśnienia w sprawie sytuacji schroniska w Sobolewie od powiatowego inspektoratu weterynarii, który sprawował nadzór nad tym miejscem. Swoje wnioski i rekomendacje na przyszłość przekażę do głównego inspektora weterynarii. Jednocześnie zwrócę się do gmin o zweryfikowanie schematy i realizacji działań w ramach podpisanych umów ze schroniskami – mówi wojewoda.

Informacja o zamknięciu schroniska przez powiatowego lekarza weterynarii została ogłoszona w sobotę podczas trwającej manifestacji. W zgromadzeniu udział wzięło blisko 200 osób. Akcja odbioru zwierząt trwała około doby. Proces przeciwko Marianowi D. toczy się w Sądzie Rejonowym w Garwolinie. Kolejna rozprawa wyznaczona jest na 18 lutego. Pierwsze nieprawidłowości w funkcjonowaniu schroniska w Sobolowie zgłoszono w 2017 roku. Ówcześni wolontariusze zaalarmowali o złym stanie psów, niewłaściwej bądź niezapewnianej opiece lekarskiej, wygłodzeniu zwierząt i wysokiej ich śmiertelności.

Idź do oryginalnego materiału