NIE CHCĘ PARALIŻOWANEJ… powiedziała synowa i zniknęła tak prędko, jakby gonił ją diabeł. Ale nie miała pojęcia, co się jeszcze wydarzy…
W jednej wsi niedaleko Lublina mieszkał sobie zwykły staruszek. Po robocie na działce lubił czasem strzelić sobie kieliszeczek bimbra ot, tradycja rodzinna. Zawsze marzył o psie. Nie byle jakim, takim porządnym, rasowym owczarku podhalańskim. Gotów był zajechać aż w Tatry, by znaleźć tego psa i sprowadzić go do siebie.
Wszyscy nazywali go Stasiuk. Czy to od imienia, czy nazwiska kto by to rozróżniał. Po prostu Stasiuk i już. On nigdy nikogo nie poprawiał, a staruszek w ogóle był spokojny jak staw o poranku. Siadał po pracy na ławce pod jabłonią i wspominał stary świat. Czasem młodzież się przysiadała, żeby posłuchać, jak to dawniej na wsi było.
Stasiuk już dawno pochował żonę. Halinka miała chore serce, lekarze zabraniali jej mieć dzieci, ale ona i tak chciała zostać mamą. Urodziła Stasiukowi synka, ale zdrowie poszło w diabły. Stasiuk kochał Halinkę i wszystko jej w domu robił, choćby mleko z Biedry nosił sam. Nie wolno! mówił lekarz kazał odpoczywać!
Dzieckiem się zajmował sam. Gotował, sprzątał. Halinka się martwiła:
No nie rób mi siary! Babki się będą śmiać! Nic nie robię, wszystko na facetach!…
Ale babki zamiast się śmiać, zazdrościły:
Och Halinka, może byś nam pożyczyła tego swojego Stasiuka na jeden dzień? Chociaż w niedzielę!
Halinka tylko się uśmiechała. Tak z uśmiechem i odeszła. Stasiuk znalazł ją rano była już zimna jak piwnica w listopadzie. Płakał trzy dni jak bóbr, a potem zajął się synem.
Chłopak akurat zaczął dojrzewać, miał 14 lat wiek burzy hormonów. Po wojsku gwałtownie się ożenił i został tam, gdzie służył. Tak to Stasiuk został sam. Ale nie narzekał, rozmawiał z młodymi na ławce, opowiadał kawałki ze starej daty.
Wnuczka urodziła się u syna, Stasiuk wciąż czekał na wizytę rodziny, ale oni tylko zdjęcia przesyłali na messengerze. Praca, nie ma czasu, a to to, a tamto. Wnuczkę znał tylko z fotek ładna dziewczynka.
W końcu ludzie z wioski zauważyli, iż Stasiuk chodzi jak chmura burzowa. Ani się śmieje, ani żartuje, na ławce nie siedzi. Pytają, co się dzieje, a tu wyszło z telewizji publicznej (kto by dziś telegram wysłał), iż rodzina syna była w wypadku samochodowym. Wnuczka w ciężkim stanie w szpitalu, a syn Stasiuka zginął. Cała wieś załamała ręce. Jak tu pocieszyć człowieka w takim nieszczęściu?
Stasiuk przyjmował kondolencje, ale nie było mu lżej. Syn nie wróci, żal za wnuczką jeszcze większy. Dziewczyna, ledwo 15 lat, powinna żyć, a nie leżeć w śpiączce. Cała dusza Stasiuka bolała.
A najgorsze od synowej cisza jak w grobie. Nie pisze, nie odbiera telefonu, na maile nie odpowiada. Jak tu się dowiedzieć, co z wnuczką? Stasiuk widział ją tylko na zdjęciach, ale kochał równie mocno. Podobna była do Halinki z młodości zupełnie jak klon wiosną.
Staruszek już miał pojechać do miasta, gdzie syn mieszkał, kiedy niespodziewanie pod dom podjeżdża auto. Wysiada synowa z miną wyższości i rękami jak u menedżera w korpo. Wnosi nosze, a na nich wnuczka. Położono ją jak worek ziemniaków na kanapę i synowa mówi bez ceregieli:
Ona jest sparaliżowana. Nie potrzebuję takiej córki. Ja jeszcze zdążę wyjść za mąż i urodzić zdrowe dziecko! i trzasnęła drzwiami.
Ależ ja nie jestem lekarzem! mruknął Stasiuk.
Lekarz tu nic nie pomoże, tylko opiekunka się przyda. Jak nie chcesz się niańczyć, to ją zakop za żywcem, bo ja nie mam zamiaru niszczyć sobie życia! pożegnała się synowa.
Ty jej choćby matką nie jesteś! krzyknął za nią Stasiuk.
Wszystko się zgadzało, czemu syn nie wpadał z rodziną. Z taką żoną to tylko na targ obrażać sprzedawczynię, a nie gościć po ludziach. Jak syn mógł się wpakować w taką relację?… Tylko już nie zapytasz. Gdyby wiedział, iż ona się wyrzeknie własnej córki, to pewnie przewróciłby się w grobie.
Zostali więc we dwoje Stasiuk z wnuczką.
Dziewczyna faktycznie była sparaliżowana, ale Stasiuk się nie poddawał. Gospodarstwo i opieka nie były mu obce. Wreszcie życie znów nabrało sensu najważniejsze dla niego było wyleczyć wnuczkę.
Lekarze wnuczkę odprawili, nie rozumiejąc w ogóle, jak ona przeżyła wypadek. Trzeba kombinować tylko tradycyjne sposoby i ludowe znachorki zostały. Ale w wiosce żadnej czarownicy nie było. Najbliższa mieszkała hen, aż pod Suwałkami. Paraliżowanego dziecka tam nie zawieziesz, a babka w gości nie przyjeżdża za stara już.
Nie pytajcie, jak, ale co weekend Stasiuk gnał do tej znachorki wracał z ziołami i nalewką. Tak leczył wnuczkę. Rok minął, a dziewczyna wciąż leżała jak kłoda pod kołdrą. Żadnym palcem nie ruszyła. choćby mówić nie bardzo mogła, tylko mamrotała coś pod nosem.
Czasem Stasiuk widział, jak po policzku dziewczynki płynie łza. Wtedy serce mu się szarpało jak koń przy bryczce. Myślał, iż wnuczka tęskni za matką i ojcem. Długo do niej mówił, czytał książki, a ona nic. Im obu było ciężko.
Aż pewnego wieczora zdarzyło się coś niesamowitego. Gdy staruszek siedział jak zwykle przy łóżku wnuczki, do domu wpada pijana banda młodych, jakby z dyskoteki w Kłaju, a drzwi niezaryglowane. Banda wiedziała, iż w domu jest sparaliżowana dziewczyna. Ktoś rzucił:
Dawaj dziadku, zsuń kołdrę, rozsuń nogi wnuczki! Zaraz losujemy, kto pierwszy!
Litości! Ona ma tylko 15 lat! protestował Stasiuk.
Poczekaj, tylko zęby umyję! żartował jeden z gagatków.
Ale Stasiuk, zamiast się kłócić, popędził do kuchni, otworzył trap do piwnicy i krzyknął:
Brać go!
I wyskoczył spod podłogi wielki owczarek podhalański Burek! Zaczął łapać łobuzów za portki! Jednemu prawie odgryzł populację, innym porozrywał spodnie tak, iż uciekali z gołymi tyłkami przez wieś. Ludzie ryczeli ze śmiechu, a Burek gonił ich aż pod las.
Stasiuk wraca do pokoju, a wnuczka siedzi na łóżku i krzyczy w okno:
Bureczku! Dawaj dziadek, trzymaj go, żeby nie uciekł!…
Dziadek aż łezkę uronił. Od tej pory dziewczyna zaczęła dochodzić do siebie. Niedługo potem zaczęła chodzić. Może zioła zadziałały, a może stres z powodu psa, ale gadatliwa się zrobiła jak katarynka. Tyle się nagadała, co przez rok milczała.
A skąd się u dziadka wziął taki pies? Dobre pytanie! Owczarek podhalański Burek mieszkał u syna Stasiuka. Po tragedii, gdy synowa wyzbyła się i córki, i psa, zapakowała Bureczka razem z dziewczynką, ale staruszkowi nic nie powiedziała. Gdy wyjeżdżała, Stasiuk zamykał bramę za nią, patrzy a tu przy furtce siedzi pies. Chudy jak u rzeźnika, oczy smutne jak u chorej krowy i płacze! Stasiuk choćby nie wiedział, iż syn miał psa. Ale nie mógł zostawić go na ulicy zabrał do siebie.
Pies służył dziadkowi wiernie, a gdy banda przyszła, akurat siedział w piwnicy, bo lato było gorące. Dziadek dla wygody trzymał Burka w chłodzie, a wieczorem wypuszczał. Tego wieczoru jeszcze nie zdążył wypuścić. Jakby pies był na górze mogli by choćby nie wejść przez drzwi.
Wnuczka wyznała później, iż kiedy płakała, to tęskniła nie za matką, tylko za Burkiem. Dziadek trzymał psa na podwórku, a do domu nie wpuszczał. Nie mogła tego powiedzieć.
Burek pogonił pijaków, wrócił do domu i oblizał swoją małą panią z radości. Sam się za nią stęsknił. I tak już zostali we trójkę Stasiuk, wnuczka i Burek. O matce dziewczynki nic więcej nie słyszeli, i dobrze im było.
Na zdrowie!

![Blisko 600 psów na krajowej wystawie w Świebodzicach [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/04/76-Krajowa-Wystawa-Psow-Rasowych-w-Swiebodzicach-18-kwietnia-2026-14.jpg)


![Piękna akcja naszego dziennikarza i jego sąsiada! Pięć osieroconych wiewiórek trafiło pod opiekę specjalistów [FILM, ZDJĘCIA]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-piekna-akcja-naszego-dziennikarza-i-jego-sasiada-piec-osieroconych-wiewiorek-trafilo-pod-opieke-spe-1776500391.jpg)
![Adopcja zwierząt Katowice: Niko, Łobuz, Stefcia i Przytulas szukają domu [Zdjęcia]](https://www.wkatowicach.eu/assets/pics/aktualnosci/2026-04/Stefcia_2.jpg)



.jpeg)