Natasza nie mogła uwierzyć w to, co ją spotkało. Jej mąż, ten jedyny, ukochany, który był dla niej p…

polregion.pl 3 tygodni temu

Ania nie mogła uwierzyć w to, co ją spotkało. Jej mąż, jedyny i ukochany, którego zawsze uważała za filar i wsparcie, tego dnia powiedział jej: Nie kocham cię już. Szok był tak wielki, iż zastygła w miejscu jak posąg, nie mogąc ruszyć się podczas gdy on nerwowo biegał po domu, pakując rzeczy i brzękając kluczami. Tylko tego jej brakowało. Niedawno zmarł jej tata, a ona, choć sama ledwo podnosiła się z bólu, musiała zająć się posiwiałą mamą i siostrą ta po ciężkim urazie głowy w wieku 18 lat, została inwalidką. Najbliższa rodzina mieszkała w sąsiednim miasteczku. Synek Adam rozpoczął właśnie pierwszą klasę. W czerwcu zamknięto jej zakład pracy. Straciła posadę. A teraz jeszcze i mąż odszedł…

Ania złapała się za głowę, usiadła za stołem i rozpłakała się gorzko.
Boże, co mam robić? Jak teraz żyć? Ojej, Adaś! Przecież zaraz muszę po niego iść do szkoły!
Codzienne obowiązki pozwoliły jej się otrząsnąć, musiała działać.
Mamo, płakałaś?
Nie, Adasiu, nie.
Tęsknisz za dziadkiem? Mamusiu, tak bardzo mi go brakuje!
Mnie też, synku. Ale musimy być silni. Dziadek zawsze taki był. Teraz jest już u Boga i niczego mu nie potrzeba. Odpoczął wreszcie, bo za życia nie miał na to czasu.
A gdzie tata?
Tata? Może znów wyjechał w delegację. A jak ci w szkole?

Trzeba żyć dalej. Nie kocha? Na siłę nikogo się nie zatrzyma. W swoim zabieganiu czegoś po drodze nie zauważyła.

Podczas gdy Adaś jadł obiad i bawił się żołnierzykami, Ania usiadła do komputera zostawionego przez męża. Nigdy wcześniej tego nie robiła. Do poczty było łatwo się dostać, hasło wpisane w okienku. Maciek nie zdążył usunąć ostatniej korespondencji. Miłość pełną parą, a ona już niekochana. Dziesięć lat była dla niego moim słoneczkiem, a po ośmiu latach starań o dziecko mamusią. Wszystko się odmieniło. Musiała nauczyć się z tym żyć.

Przede wszystkim Ania musiała znaleźć pracę. Nikogo nie obchodziło jej wyższe wykształcenie. Symboliczne zasiłki z urzędu pracy nie rozwiązywały żadnych problemów.

Co się adekwatnie stało, co spowodowało, iż jej odpowiedzialny, troskliwy mąż nagle stał się jej obcy? Każda myśl sprowadzała się do jednego: chyba zwariował. Ich wspólny dom, budowany cegła po cegle, został niedokończony. Na szczęście dach był, a jeden pokój wystarczał do mieszkania.

Praca, jak bardzo mi cię trzeba! Ania miała ochotę znów wybuchnąć płaczem, ale nie miała na to czasu. Szukała kilka dni bez skutku. Pierwsza klasa i samotność zabrały jej wszystkie szanse. Pod wieczór kolejnego nieudanego dnia zadzwonił jej chrzestny, Roman:
Aniu, wrócił Maciek?
Nie, dalej go nie ma.
Może chcesz iść do nas na magazyn, jako magazynierka?
Mówisz poważnie?
Tak, wiem, po tym wszystkim z Maćkiem to nie jest czas na żarty. Na dwie zmiany, z przerwą mogłabyś odbierać Adasia albo zapisać go na świetlicę. Płaca dwa i pół tysiąca złotych. Niedużo, ale zawsze coś. Jutro przywiozę wam ziemniaków i cebuli, a i kurczaka dorzucę.
Romaszku, mam przecież swoje kury. One nas karmią, jajka dają.
To niech znoszą dalej, na mięso ich nie wolno dać.
Dziękuję wam. A co u Gosi?
Daje radę. Jest dzielna.

Zawsze taki był. Jego żona Gosia przeszła ciężką operację, dostaje chemioterapię, a on nigdy się nie żalił, iż wszystko jest na jego głowie. Dobrze jest, powtarzał. Ania westchnęła: jest jakaś nadzieja. Bóg On wie najlepiej. Nie zawiedzie. Dzięki za takiego chrzestnego.

Praca okazała się znośna, a chwilami miała choćby czas żeby pobyć sama ze swoimi myślami, zapłakać, jakoś przemyśleć, co się wydarzyło.

Dni, tygodnie i miesiące mijały. Po roku Ania poczuła, iż chce jeść, może spać, potrafi się śmiać i cieszyć z sukcesów Adasia. Ból po zdradzie męża wracał, gdy przychodził po dziecko na weekend. Nigdy jednak nie rzucała kłód pod nogi przecież ich sprawy nie miały krzywdzić dziecka. Chciała zapytać, czym zawiniła choć przecież wiedziała, iż to nie o nią chodzi, tylko o nagłą fascynację inną kobietą. Przypomniała sobie cytat z filmu: Miłość trwa do pierwszego zakrętu, potem zaczyna się życie. Dla niej miłość i życie były tym samym. A dla niego?

Jesień była w tym roku przedłużeniem lata: ciepła, zielone liście, dźwięk śmiejących się dzieci na podwórku, kolorowe astry i chryzantemy w ogrodzie. Dzień, w którym poznała spojrzenie Michała, nie różnił się szczególnie od innych, może tylko słońce świeciło mocniej, a muzyka z sąsiedniego okna grała głośniej. A może to po prostu los postanowił połączyć dwoje samotnych.

Proszę pani, pozwoli pani pomóc? Nie można się tak dźwigać!
Jestem przyzwyczajona.
Szkoda, żeby taka piękna kobieta przyzwyczaiła się do noszenia ciężarów.
Wszystkim pięknym paniom pan pomaga? Dyżuruje pan pod sklepem?
Tak, dyżuruję, czekałem na panią. W końcu się doczekałem.

Nie dało się nie roześmiać i od śmiechu zaszkliły im się oczy.

Michał uśmiechnął się, podając dłoń.
Ania.
Anka, Anka, żona nie moja słyszała pani taką piosenkę?
Nie słyszałam. Poza tym nie jestem niczyją żoną.
Naprawdę? Ale mnie się udało! Wreszcie trafiłem na kobietę, o której tylko można marzyć, i jest wolna. Ludzie dookoła oszaleli albo powariowali?
Ale z poczuciem humoru to pan nie ma problemów. A z powagą?
Też. Aniu, może dziś pójdziemy do kina, porozmawiamy?
Nie mogę, muszę odebrać syna ze świetlicy.
Nie wierzę! Ma pani syna?! Dwadzieścia lat, a już świetlica?
Mam trzydzieści pięć.
I ja też. Przypadek! Wygląda pani na znacznie młodszą.
A teraz?
Przetrawiam właśnie tę informację. Każdy facet marzy, żeby mieć syna. A pani tak po prostu mówi, iż nie ma męża. Gdzie jest tata Adasia?
Wolę o tym nie mówić.
Rozumiem. Nie musimy. Może w weekend? Możemy pójść razem z synem na film dla dzieci.
W weekend Adaś spotyka się z ojcem.
Nie chcę pani nachodzić, ale jakby znalazła pani parę godzin, proszę zadzwonić. O, moja wizytówka. Jestem lekarzem, hematologiem dziecięcym.
Poważna praca.
I kilka czasu, by szukać piękności w sklepach.
W porządku, Michał. Zadzwonię, jeżeli będę mogła.
Będę czekał.

Oj, jaka piękna była ta jesień! Jakby dostała ją w prezencie. Ciepłe promienie, paleta kolorów liści, pogodne dni, które otworzyły im wszystkie parki miasta. I to czułe zbliżenie, które rozpuściło ból przeszłości i porwało ich w jesienny taniec wśród szeleszczących liści. Tak delikatnie zbliżali się do siebie, iż sama Ania ze zdziwieniem poczuła jak bardzo ją coś ciągnie ku temu cudownemu mężczyźnie. Po niemal półtora miesiąca od pierwszego spotkania to ona nieśmiało zaproponowała może napijemy się herbaty?

Aniu, nie gniewaj się, ale nie przyjdę dziś. Bardzo mi zależy na tym, co się między nami dzieje, muszę to spokojnie przemyśleć. Może mi zaufasz?

W najbliższy weekend pojechali razem do parku krajobrazowego, gdzie Michał wynajął domek jak z bajki. W środku było czysto i przytulnie, ale Ania widziała tylko jego duże, piwne oczy i tonęła w jego objęciach. Nie wiedziała, iż to, co najcenniejsze między kobietą a mężczyzną, może być takim szczęściem.

Michaśku, gdzie ja jestem, co się ze mną dzieje? Czuję się jakbym odżyła. Tak bardzo cię kocham. Po co żyłam bez ciebie? Jest mi z tobą tak dobrze!
Jesteś najpiękniejsza! Jaki ja jestem szczęśliwy!

Po kolejnych tygodniach rozstania coraz bardziej bolały.
Aniu, wyjdź za mnie.
Michałku, mam jeszcze rozwód pod koniec miesiąca.
A potem od razu ślub. Tylko niech nikt mi nie wykradnie mojej dziewczyny!
Dziewczyna sama o sobie decyduje, nie dla wszystkich. Ma ukochanego. Michałku, ale bez świętowania tylko ślub cywilny i wróćmy do tamtego domku, gdzie od razu stałam się twoją żoną.
Jak powiesz, skarbie.

Świadkami byli tylko Roman z Gosią. Mama z siostrą przysłały entuzjastyczne telegramy z gratulacjami. Już niedługo zamieszkali w dwupokojowym mieszkaniu wynajętym przez Michała, które wspólnie urządzali, by było przytulnie. Michał ze szczególną troską urządzał pokój dla Adasia, bo już się poznali, choć chłopiec długo nie chciał zbliżyć się do Michała dla niego mama i tata byli jak dwie połówki jabłka.

Aniu, postaraj się nie denerwować, ale chciałbym sprawdzić krew Adasia. Coś mi nie pasuje, jest zbyt blady.
Michałku, po prostu ciągle się zamartwia. Przeżywa rozstanie naszych rodzin, długo wierzył, iż to się nie wydarzy. Podobno rozwód rodziców dla dziecka jest straszniejszy niż ich śmierć.
Masz rację, moja mądra. Sam jako dziecko przeżyłem rozwód rodziców i czułem się, jakby świat się skończył. Ale krew zbadamy, zgoda, Adaś?

Tego dnia Michał wrócił do domu z opuszczoną głową. Ania od razu poczuła, iż jest źle.

Aniu, nie chcę cię straszyć. Są zmiany w krwi Adasia. Niestety, intuicja mnie nie zawiodła. Jutro go zabiorę.

To było nie fair. Jakby za szczęście trzeba było zapłacić tak wysoką cenę. Białaczka. Jakie straszne słowo!

Zaczęło się nowe życie. Ania wzięła bezpłatny urlop, bo nie wyobrażała sobie zostawić Adasia samego podczas tych wszystkich badań, kroplówek i zastrzyków. Trzymała go za rękę i szeptała: Trzymaj się, mój synku! Zawsze byłeś moim najdzielniejszym przyjacielem! Nigdy cię nie zostawiłam i nie zostawię.

Kiedy zupełnie brakowało jej sił, Michał wysyłał ją do domu na drzemkę i zostawał sam z Adasiem. Jednak zasnąć się nie dało; leżała wpatrzona w sufit.

Odezwał się były mąż, domagając się, aby wypisała się z niedokończonego jeszcze domu.
Synem sam się zajmę. Będzie do mnie przychodził.
Lepiej byś go odwiedził.
Teraz nie mogę, wyjeżdżam w delegację.

Michał tylko pogłaskał ją po ramieniu:
Aniu, damy sobie radę. Nie obejdzie się bez domu. Zostaw to. Teraz liczy się Adaś.
Żal mi, bo tyle włożyłam w ten dom. Wszystkie pieniądze. Ale chyba teraz nie o tym trzeba myśleć?
Kochana, choćby nie myśl o tym. Wszelką troskę włóż w Adasia. Ja sobie poradzę. Zawsze marzyłem o rodzinie Bóg to wie. On mi was nie odbierze.
Michaśku, jak wyniki?
Robimy wszystko, ale przez cały czas są złe.

Ania płakała cicho, by Adaś nie zobaczył, iż dzieje się coś złego.
Wujku Michał, co mi jest z krwią?
Wiesz, w twojej krwi są czerwone i białe statki, teraz walczą ze sobą.
Kto wygrywa?
Na razie białe.
A co dalej?
Musisz pomóc czerwonym.

Mamusiu, zabierzcie mnie gdzieś. Jestem taki zmęczony.
Aniu, też o tym myślałem. Zabierzmy Adasia do naszego domku w parku. Teraz jest tam pięknie, pochodzi po lesie, odpocznie.

Wiosna ozdobiła ich kąt kwitnącymi krzewami i drzewami. Chodzili razem po lesie, cieszyli się każdym listkiem i kwiatkiem. Ale zdarzało się, iż Adaś skupiał się i milkł na chwilę.
Co się stało, synku? Źle ci?
Mamo, nie przeszkadzaj. Mam bitwę morską.

Krótki urlop minął szybko. Adaś wrócił do szpitala odmieniony: zdrowszy, rumiany.
Mamo, gdzie jest tata?
W delegacji, synku.
Znowu? No dobrze.

Po powrocie do kliniki zrobili ponowne badania. Kierowniczka laboratorium przyszła sama:
Michał Leonowicz, dokąd zabrał pan syna?
Do parku, niedaleko. Dlaczego pani pyta? Co z krwią?
Wszystko w porządku. Ma remisję, krew jest dobra.

Michał wpadł na salę półskokiem.
Adasiu, co robiłeś? Jest ci lepiej, synku! Aniu, nie płacz wraca do zdrowia! Co robiłeś, syneczku?
Tato, pamiętasz jak mówiłeś o statkach w krwi? W każdej bitwie wygrywałem czerwonymi.

Idź do oryginalnego materiału