Moje ostatnie słowo. Ty, córko, obrażaj się na tatę ile chcesz.

polregion.pl 18 godzin temu

23 listopada 2025 r.

Dziś wyznaję, iż moje słowo ostatnie. Ty, kochana Ludmiło, obrażaj się na tatę tak długo, jak chcesz. Tylko dusza tego człowieka jest zgniła nie ma sensu się kłócić. Nie idź za Józefem, idź za Markiem i koniec. Z nim będziesz żyła za kamiennym murem, a jego złe słowa już nie usłyszysz. On jest dobrym człowiekiem, rozumiesz? rzekłem, próbując objąć moją córkę.

Ludmiła jednak nie zgodziła się i odrzuciła moje polecenie. Złapała się za rękę, zapłacząc łzami: Nie mam siły na miłość!. Spojrzała w moje niebieskie oczy, pełne uporu i samowoli, ale nie pozwolę, by była nieszczęśliwa. Zdecydowanie dodałem: Będziesz szanować mnie, dziecko! Idź, Ludmiło!.

Niedaleko rzeki czekał na nią Józef. Serce znowu zabiło szybciej. Zauroczyła się jego pięknem i myślała, iż spędzi z nim całe życie. W tej chwili nienawiść do mnie, ojca, była w niej nie do opisania nigdy nie pomyślałabym, iż mogłaby czuć tak silny gniew. Prośby i namowy nie pomogły.

Co z ojcem? Zły czy rozczarowany? zapytał Józef, przeczepiając się po jej czarnych lokach i patrząc ciemnym spojrzeniem. On powiedział, iż nie możemy być razem. Wszystko na nic Nie da się go przekonać odpowiedziała z goryczą, łkając przy moim ramieniu.

Józef, pełen gniewu, zamachnął nogą, uderzając w kaczkę, co przeraźliwie kwakała przy brzegu. Ostrożnie, kaczuszko! krzyknęła Ludmiła. Józef odparł: Znalazłem temat do rozmowy. Kaczka i kaczątko, ale nie dotykaj jej, bo się podniesie. Potem poprowadził ją w stronę lasu.

W drodze powrotnej spotkaliśmy Marka. Chłopak, niski, z piegowatą twarzą, blond włosami i przejrzystymi niebieskimi oczami, które Ludmiła nazywała wyblakłe. Nie był tak przystojny jak Józef. Gdy zobaczyła Marka z kaczątkiem w rękach, zapytała:

Dokąd idziesz? uśmiechnęła się.

Byłem nad rzeką, kąpałem się. Kaczka leżała, podniosłem ją piszczyła żałośnie, chyba noga mu się zraniła. Pokażę to tacie, on leczy zwierzęta odpowiedział nieśmiało.

Kaczuszka utknęła pod nogą Józefa, którego nie udało się uratować. Ludmiła poczuła wstyd, iż jej ukochany zranił małe stworzenie, a wrogi wobec niej człowiek go ratuje. Od tej chwili kaczątko przywiązało się do Marka i podążało za nim po wsi, choćby spało przy sianie. Markowi często przykręcało się: Są hodowcy świń, a tu kaczkowate głupie, przydatne tylko na stół drwił Józef. Marek jednak nie zwracał na to uwagi i przechodził obok.

Wkrótce wyznaczono dzień ślubu Marka i Ludmiły. Dziewczyna płakała bez zająknięcia. Józef namawiał ją, by uciekła z nim, ale ona, mimo głębokiej miłości, nie zgodziła się. Ojciec rozgniewany nie pozwolił jej wyjść z progu. Matka nie miała głosu przeciwko tacie. Ludmiła była jedyną córką; matka chorowała, a dwaj bracia nie przetrwali dzieciństwa.

W dniu ślubu stałam przed lustrem, obserwując białą suknię i złote kosmyki włosów. Najpiękniejsza panna młoda! pocałowałem ją, mój syn i dodałem: Złaś się na mnie, kochana? Życzę ci szczęścia, złota moja dziewczynko! Podziękuj mi potem!

Nigdy! odparła, odwracając się w kierunku okna.

Józef tańczył na naszym weselu z Kaczką, co wzbudzało w niej zazdrość. Teraz była żoną Marka, a jedyne, co pozostawało, to gryźć się w łokciach, patrząc, jak dawny kochanek z inną. Spojrzała na Marka, który nie pił i trzymał przy sobie kaczątko, i pomyślała: Jakie to głupie!.

Matka pomogła jej się rozebrać. Z przerażeniem patrzyła na drzwi, z których miał przyjść niechciany mężczyzna. On wszedł, stał chwilę, spojrzał na jej zaciśnięte usta i odwrócił się, mówiąc: Co? Idziesz? Co powiem ludziom? Czy mnie nie lubią?. Ludmiła zerwała się z łóżka i podbiegła do niego. Bez słowa przyłożył szalu na jej ramiona i szepnął: Podoba ci się, naprawdę. Jesteś najdroższa. Nie mogę cię zostawić, ale póki nie podejdziesz do mnie, nie mogę. I odszedł.

Po tym spotkaniu spotkałem Józefa. Zbliżył się, dmuchając dymem w oczy, i próbował mnie uwieść w lesie, całując. Co robisz? Zwariowałeś! krzyknęła Ludmiła. Masz już męża, więc możesz i ze mną. Odeszła.

Dni mijały. Młode małżeństwo mieszkało oddzielnie, a Marek był zawsze zajęty. Pewnego dnia wybraliśmy się do lasu po grzyby, gdzie Ludmiła skręciła kostkę. Mąż podniósł ją na ręce. Wieczorami spacerowali po brzegu jeziora, a kaczątko kręciło się w ich śladzie. Złość Józefa powoli słabła.

Pewnego razu pożar wybuchł w domu sąsiadki. Ludmiła obudziła się wśród płomieni, pobiegła pomóc. Sąsiadka z trójką dzieci, najstarszy Sasin, przywitał ją i pochwalił: Jesteś bohaterką, przyniosłaś nam nadzieję. Zapytała, gdzie jest Marek. Wewnątrz, nasz pies, Galka, uciekł w poddasze. Gdy dach zawalił się, Ludmiła krzyknęła i straciła przytomność.

Obudziła się, gdy ktoś gładził jej twarz. Mężczyzna spojrzał na nią: Czy wszystko w porządku? Wpadł dach, ale zdążyłem wyciągnąć Galkę. To był Marek, który z uśmiechem spojrzał na swoją żonę. Bałam się o ciebie. Kocham cię! wypłakała się, przytulając się do jego ramienia.

Po dziewięciu miesiącach urodził się nasz syn, Mikołaj. Marek, przejąwszy umiejętności ojca, leczył krowy i konie, potrafił przywrócić do życia zwierzęta w beznadziejnych przypadkach. Do niego przyjeżdżali ludzie z całej okolicy.

Kocham mojego męża i nie potrafię zrozumieć, jak mogłam kiedyś pragnąć Józefa, tego pijącego i bijącego mężczyzny, który ożenił się z Kaczką. Gdy patrzyłam na nasze życie, bałam się, iż mogłabym skończyć jak Kacie, gdyby nie niezłomna wola mojego ojca.

Wyszedłem na podwórko, gdzie Anatol mój ojciec grał z małym Mikołajem. Podszedłem i powiedziałam: Tato, chciałam podziękować, iż nie pozwoliłeś mi wyjść za Józefa. Zobaczyłam, co było dla mnie lepsze. Przebacz mi. On uśmiechnął się: Ach, młodość Rozumiemy wtedy, co ważne. Nie mogłem oddać jedynej ukochanej córki temu potworowi. Wiesz, co mówią: starzejąc się widzimy, kto naprawdę jest człowiekiem. Po chwili dodał: Życzę wam szczęścia. Niech Bóg wam błogosławi.

Dziś, kiedy patrzę na nasze pole, na dzieci i wnuki, czuję spokój. Nauczka, którą wyniosłem: nie warto walczyć z sercem dziecka, bo miłość i szacunek budują dom, a nie siła i przymus.

Anatol Tarasowicz.

Idź do oryginalnego materiału