Moje ostatnie słowo. Kochana córko, możesz się obrażać na tatę ile chcesz.

polregion.pl 4 godzin temu

Drogi Dzienniku,

Dziś po raz ostatni wypowiedziałem słowa, które miałem nadzieję, iż zostaną w mojej pamięci na zawsze. Dziecko, pozwól sobie gniewać się na ojca tak długo, jak zechcesz. Jedynie jego dusza jest zepsuta. Nie kłóć się, Jadwigo. Idź po Jaceka i koniec. Z nim spędzisz całe życie niczym za kamiennym murem, nie usłyszysz już jego złych słów.

To moje ostatnie słowo. Dziecko, gniewaj się na tatę do woli. Ale za Jaceka cię nie oddam. Nie wyjaśniaj nic, znam już wszystko piękny, śpiewający, wciągający. Jego dusza jest zgniła. Nie walcz, Jadwigo. Po Marka idź i stop. Z nim życie będzie jak za kamiennym murem, nie usłyszysz od niego gorszych słów. To dobry człowiek, rozumiesz? Andrzej Tarasowski próbował objąć swoją córkę.

Wiedziałam, iż nie pójdę wbrew woli ojca. Zerwałam mu rękę i płacząc krzyknęłam: Na miłość nie ma siły!

Andrzej spojrzał w niebieskie oczy swojej ukochanej dziewczyny nieposłusznej i uparta. Nie pozwolił jej być nieszczęśliwą, dlatego stanowczo rzekł: Będziesz przymusowo kochać! Idź, Jadwigo!.

Nad Wisłą czekał na mnie Jacek. Serce znowu przyspieszyło. Jak piękny był, marzyłam o wspólnym życiu. W tej chwili nienawidziłam ojca najbardziej! Nie przypuszczałam, iż mogę tak czuć tata zawsze był dla mnie wzorem i podporą. ale błagania i namowy nic nie pomogły.

Co z ojcem? Zły czy rozczarowany? Jacek przesunął dłonią po moich czarnych lokach, patrząc w moje ciemne oczy otoczone gęstymi rzęsami.

On powiedział, iż nie możemy być razem. Wszystko na próżno Nie da się go namówić gorzko przyznałam.

Spróbuj jeszcze! Nie pasuję mu w roli narzeczonej! Dom, gospodarstwo on jest uparty Jacek w gniewie potrącił nóżką kaczątko, które łaziło po brzegu.

Co ty robisz, kaczątko! Ostrożnie! krzyknęła Jadwiga.

Och, już mam temat do rozmowy. Kaczka i kaczka. Nie dotykaj go, zaraz się podniesie. Zróbmy spacer odprowadził Jacek dziewczynę w stronę lasu.

Wracając niedługo do domu, natknęłam się na Marka. Chłopak, widząc Jadwigę, zaczerwienił się mocno.

Niewysoki, z jasną kępą włosów i przejrzystymi niebieskimi oczami, które Jadwiga żartobliwie nazywała wyprane. Nie był tak przystojny jak Jacek. Dlaczego ojciec tak się sprzeciwia? Chciałam wyrzucić mu coś w twarz, ale Marek trzymał w dłoni kaczątko.

Dokąd to idziesz? uśmiechnęłam się.

Poszedłem nad rzekę popływać. Zobaczyłem leżące. Podniosłem, a ono piszczy żałośnie. Czyśkał nóżkę, pewnie się zraniło. Pokażę tacie, on leczy zwierzęta odparł Marek, patrząc w moje oczy.

Zrozumiałam, iż to właśnie ja nie pomogłam kaczątku, które przypadkiem wpadło pod nogi Jacekowi. Zawstydzona, pobiegłam dalej.

Wstydziłam się, iż mój ukochany skrzywdził małe stworzenie, a człowiek, którego nienawidziłam, je ratuje. Dlaczego tak?

Od tamtej pory kaczątko przywiązało się do Marka i podążało za nim po wsi. choćby spało przy sianie obok. Śmieszne, jak szurało za nim, pilnując, by nie zniknął ulubiony pan.

Są rzeźnicy, a to kaczkarz, głupi. Kaczki są takie same. Przydadzą się tylko na stół drwił Jacek z Marka.

Marek milczał i szedł dalej.

Wkrótce wyznaczono dzień ślubu Marka i Jadwigi. Płakałam nieprzerwanie. Jacek namawiał mnie na ucieczkę, ale kochałam go bez pamięci i nie mogłam się poddać. Przypomniałam sobie gniew ojca.

Ojciec mógłby mnie nie wpuścić na próg. Matka nie miała słów przeciwko tacie. Byłam jedyną córką, matka była chora, nie miałam rodzeństwa.

W dniu ślubu stałam przed lustrem. Ojciec roztopił się ze wzruszenia suknia była piękna, a złote kosmyki rozświetlały mnie.

Najpiękniejsza panna młoda! pocałował mnie Andrzej Tarasowski.

Złaś się na mnie, kochanie? Życzę ci szczęścia, kochana złotko! Podziękujesz mi później!

Nigdy! Zrobiłam, co chciałeś. Ale dziękować nie, tato odwróciłam się ku oknu.

Jacek tańczył na naszym weselu z Kasią. Zawsze zazdrościłam jej, widząc, jak ona patrzy na niego. Co zrobić? Jadwiga jest już mężatką.

Zostało mi tylko gnieść się w ból, obserwując byłego kochanka z inną Spojrzałam podstępnie na Marka, który nie pił. Kaczątko kręciło się przy nim.

Co za głupiec! pomyślałam ze złością.

Matka pomogła mi się rozebrać. Z przerażeniem spoglądałam na drzwi, skąd miał się pojawić niechciany mężczyzna. Wszedł, zatrzymał się, spojrzał na moje zaciśnięte wargi i odszedł.

Co? Idziesz? Co powiem ludziom? Czy mnie nie lubią? wstałam z łóżka i pobiegłam ku mężczyźnie.

Milczył, patrzył na mnie, położył chustę na ramiona.

Podobasz mi się. Bardzo. Jesteś moja najdroższa. Wiem, iż jestem brzydki, ale nic nie zmienię. Dopóki nie podejdziesz sama, nie mogę i odszedł.

To nigdy nie będzie! krzyknęłam wściekle.

Spotkałam Jaceka w dzień. Wciągnął dym w oczy i próbował mnie wciągnąć w las, całując.

Co robisz? Zwariowałeś! Co ci się wydaje? rzuciłam.

A co? Teraz masz męża. Możesz i ze mną, czy nie? odpowiedział Jacek.

Odsunęłam się i odeszłam.

Tak mijały dni. Młoda para mieszkała oddzielnie, a Marek zawsze był zajęty. Pewnego razu poszliśmy do lasu po grzyby, a ja skręciłam kostkę. Mąż podniósł mnie na ręce. Wieczorami spacerowaliśmy, kołysząc się na huśtawkach nad wodą, a kaczątko szurało za nami. Z biegiem czasu gniew wobec Jaceka słabł.

Wiedziałam, iż spotyka się z Kasią i planuje kolejne małżeństwo, ale zazdrość już nie dręczyła mnie. Marek nie próbował się zbliżać.

Pewnego wieczoru pożar wybuchł w domu sąsiadki. Obudziłam się w płomieniach, pobiegłam na miejsce. Ludzie już się zebrali. Sąsiadka z trojgiem dzieci, najstarszy Szymon, przyjechał z sąsiedniej wsi.

Ty, młodzieńcze, co za bohater! Pierwszy przybiegł i pomógł wiele wyciągnąć. Złoty chłopak pogłaskała mnie po ręce.

Marek? Gdzie on? poczułam, iż w środku robi się chłodno.

W środku. Nasz pies, Gawkę, zgubił się. Kazałam mu szukać, a on znów tam. Dzieci krzyczą na psa wytrzeła rękę chustą.

Nagle spadł dach. Krzyknęłam i straciłam przytomność.

Obudziłam się, gdy ktoś głaskał mnie po twarzy. Oczy mężczyzny patrzyły na brudny oblicze.

Co się stało? wymamrotałam.

Przez okienko zdążyłem. Galę ledwo znalazłem pod łóżkiem odpowiedział. Marek uśmiechnął się do mnie.

Bałam się o ciebie. Kocham cię! płacząc, przytuliłam się do jego ramienia.

Po dziewięciu miesiącach urodził się nasz syn, Mikołaj. Marek, przejąwszy umiejętności ojca, leczył krowy, konie, potrafił postawić na nogi zwierzęta choćby w beznadziejnych przypadkach. Ludzie przyjeżdżali z daleka po pomoc.

Kocham mojego męża. Nie potrafię zrozumieć, jak mogłam kiedyś zachwycić się Jacekiem, który poślubił Kasię, pił, hulanki i bił żonę, aż skończył jako niepełnosprawny. Patrząc na nasze życie, drżałam, iż mogłabym skończyć jak Kasia, gdyby nie twarda wola ojca.

Wyszedłam na podwórko. Andrzej Tarasowski grał z małym Mikołajem.

Tato chciałam podziękować. Za to, iż nie pozwoliłeś mi wyjść za Jaceka. Za to, iż widziałeś, co jest dla mnie lepsze. Przebacz mi pochyliłam się i pocałowałam ojca.

Ach, młodość. Dobrze, rozumiemy się. Z wiekiem widzimy, kto jest człowiekiem, a kto potworem. Nie mogłem oddać jedynej ukochanej córki temu potworowi. Wiedziałem, iż jesteś zła na mnie. Ale minęło, i już jest lepiej. Słuchaj starszych, dziewczyno. Życie minęło, widzimy. Niech Bóg da wam szczęście! uśmiechnął się Andrzej.

Przeżyłam do starości. Z mężem robiliśmy wszystko razem: kosiłam pola, on w pobliżu. Mieliśmy pięcioro dzieci, mnóstwo wnuków. Szczęśliwa rodzina. Nasze przysłowie Na miłość nie ma siły nabrało nowego znaczenia.

Idź do oryginalnego materiału