Moja żona spała obok mnie I nagle na ekranie telefonu pojawiła się dziwna, niebieskawa wiadomość na Facebooku, jakby przesłana zza firanki innej rzeczywistości. Jakaś kobieta poprosiła, żebym ją dodał do znajomych.
Dodałem ją więc; kliknięcie rozbrzmiało mi w głowie jak echo w środku starej kamienicy w Krakowie.
Potwierdziłem zaproszenie i wysłałem krótką wiadomość: Czy my się znamy?.
Odpisała natychmiast, jakby siedziała tuż za ścianą: Słyszałam, iż się ożeniłeś, ale ja cię przez cały czas kocham.
To była dawna znajoma, jeszcze z liceum w Tarnowie. Na zdjęciu wydawała się nierealna prawie jak aniołek namalowany na sklepieniu kościoła.
Zamknąłem okno czatu. Spojrzałem na Jagodę, która leżała obok i oddychała cicho po długim, absurdalnie trudnym dniu w pracy.
Patrzyłem na nią i myślałem o tym, jak dziwnie spokojna potrafi być, śpiąc tak bezpiecznie w naszym obcym mieszkaniu, które jeszcze pachnie świeżością farby i kurzem z kartonów. Tak daleko od rodziców, gdzie przez całe życie śmiała się i płakała w otoczeniu najbliższych.
Kiedyś, gdy coś ją trapiło, mogła konspiracyjnie schować twarz w kolanach mamy. Siostra szeptała zmyślone dowcipy, brat robił miny. Tata wracał z wieczornych zakupów i niósł torbę pełną pierników z Nowego Targu.
A ona tutaj, wśród nowych ścian, dała mi całe zaufanie, takie totalnie polskie, jak opłatek na Wigilię.
Wszystko to migotało mi w głowie jak rzędy światełek na choince. Podniosłem telefon, wcisnąłem ZABLOKUJ.
Odwróciłem się do niej, wtuliłem głowę w jej poduszkę przesiąkniętą zapachem mydła Biały Jeleń i zapadłem w sen.
Jestem mężczyzną, nie dzieckiem. Przysięgałem jej wierność w majowy poranek, pod drzewami czereśni pełnymi kwiatów i będę powtarzał tę przysięgę w każdym śnie. Będę walczył, by być mężem, który nie zdradza ani nie niszczy rodziny choćby jeżeli sen będzie przypominał labirynt pełen dziwnych pokus.

17 godzin temu






