Młoda Kobieta z Marzeniami

2 tygodni temu

Młoda kobieta z małą dziewczynką na rękach wysiada z autobusu i patrzy na znak Kluczice, tak nazywa się wieś.

Babciu! mówi ze łzami w oczach staruszka w białej chustce. Daj mi Anię.

Mieszkańcy wioski przyglądają się nieznajomej z dzieckiem, ale babcia Górska i Maria, niosąc dziecko i walizkę, pędzą do domu, nie zwracając uwagi na przechodniów. Gdy wchodzą, babcia zamyka wrota i wbiega do domu.

Mamo!

Dorosła wnuczka już płacze przy stole, tuląc Anię. Łzy nie przestają lecieć z oczu Marii.

Uciekłam od męża, babciu!

Co się stało?

Znowu mnie upokarza. Słowo po słowie wyśmiewa, rozkazy wydaje, grozi, iż weźmie mnie za rękę i nie da mi odetchnąć. Mam dość.

Stara Górska milczy, marszczy brwi:

Trzy lata małżeństwa i już się rozpada, co to za czasy!

Maria przestaje płakać, podnosi głowę i patrzy na babcię.

Babciu jeżeli mnie nie zrozumiesz, odejdę. Biegłam od matki, bo nie rozumiała mnie i ciągle krzyczała: Cierpliwość, to mąż nie taki. Jak mam żyć, kiedy mnie dusi?

Babcia wciąż marszczy brwi, ale przytula wnuczkę i głaszcze ją po włosach:

Zostań. Nie będę cię odrywać. Mam już mało, więc lepiej, żebyś była blisko. Ten dom będzie twój. Moja dziewczynko, piękna Aniu

***

Maria, dziewczyna z miasta, zapomina o swoim rodzimym miejscu. Najpierw w wiosce krążył pogłoska, iż Maria jest żoną zbója sama kiedyś coś takiego powspominała. To właśnie od tego zbója uciekła do babci, z walizką i dzieckiem, by się schować. Maria zachowuje się godnie, znajduje pracę jako listonoszka. Charakterowi jej wszystkim wiejskim podoba się jej natura.

U Górskich mieszka się dobrze. Wszyscy są mili i pomocni, zawsze gotowi pomóc.

Aniu mówi Maria w ogródku babci, pokazując małej córce jagody. Nie bój się, możesz je zbierać i jeść. To są czerwone i żółte jagody, a to czarna porzeczka.

Dziewczynka w sukience podchodzi do krzaków i dotyka owoców.

Za płotem ruszyły kłosy, a wesoły czarny pies z białymi plamkami podniósł uszko, spojrzał na matkę z dzieckiem i szczeka.

Piesek uśmiecha się Maria.

Kłosy szeleszczą i wyłania się kręcony chłopiec. Ania patrzy na niego szeroko otwartymi oczami.

Paweł! woła mężczyzna, podchodząc do płotu. Dzień dobry.

Dzień dobry odpowiada Ania.

Paweł, kręcony chłopiec, odważa się i podchodzi bliżej, łapiąc się za ręce i patrząc na Anię. Jest nieco starszy od córki Marii.

Maria uśmiecha się i przywołuje chłopca:

Chodź tutaj, chłopcze. Mamy jagody. A Ania chętnie się z tobą pobawi.

Ojciec chłopca, siwy dziadek, podchodzi do płotu i rozmawia przyjaźnie z Marią:

Nie wiedziałem, iż macie Anię. U nas Paweł nie ma przyjaciół, kręci się po podwórku. Na szczęście mamy psa, Szarika.

Maria cieszy się:

U nas Ania się nudzi. Chodź do naszego podwórka, Pawle!

Paweł nie musi się namawiać dwa razy przeskakuje przez szczelinę w płocie, a za nim idzie Szarik. Dzieci od razu się przyjaźnią, a ich śmiech rozbrzmiewa aż do zmierzchu.

***

Ojciec Pawła, cichy Jan, przyjeżdża w weekendy, patrzy na Marię z zaskoczeniem i nie odrywa od niej wzroku. Zaczyna ją zagadzać, co tydzień przynosi kwiaty i drobne upominki, wozi ją swoim Fiatem do rzeki. Babcia Górska go popiera.

Aniu, dobry chłopak. Odszedł od żony, ona go zdradziła, wziął syna i sam Pawła wychowuje. Pracowity, niepijący, rośnie mi na oczy. Mieszka w mieście, bo ma pracę i mieszkanie.

Maria czuje się rozdarta podoba jej się Jan, ale boi się, iż jej były mąż go znajdzie. Znamy go na papierach jako jej męża. Jan musi wiedzieć, z kim się spotyka.

Poczekam zapewnia Jan. Będę czekał, Aniu, ile trzeba, a potem zabiorę cię do miasta.

Jakże

Maniu, wyjeżdżam jutro mówi Jan, patrząc w oczy. Dbaj o Pawła. Mój tata już w podeszłym wieku, boję się, iż nie będzie patrzył na chłopca. Nie mogę zabrać Pawła do miasta, bo jego była żona wciąż kręci się wokół niego, licząc na rozwód

Nie martw się, będę czuwać odpowiada Maria, uśmiechając się. Jedź spokojnie, kochany, i nie myśl o niczym.

Lata mijają, babcia Górska choruje, Maria codziennie podaje jej jedzenie łyżeczką; Ania chodzi do szkoły. Nie było wieści od byłego męża, więc Maria uspokaja się i wchodzi w nowy rytuał. Paweł dorasta na łobuza, próbuje się wykręcić ze szkoły, a jego dziadek zachorowuje i przestaje wstawać.

Maria biega między dwoma domami, opiekując się starszymi. W weekendy Jan wciąż przyjeżdża, przynosząc warzywa z własnego ogródka w pełnym samochodzie.

Kolejne lata mijają, Maria odprowadza babcię w ostatnią drogę i zostaje wolnym ptakiem.

Dziecko w okresie dojrzewania ciągle rywalizuje z matką, a Maria płacze pod poduszką. Paweł całkiem nie słucha, jego głos przygasa od krzyków. Dziadek wygląda przyzwoicie, leży na kanapie pod kocem, a u jego boku mieszka babcia Zawadzka, gotująca mu kasze. Stara Górska patrzy na Marię nieprzychylnie, czasem jej nie wpuszcza.

Jan coraz rzadziej przyjeżdża. Mówi, iż ciężko mu się utrzymać, cała pensja idzie na kredyt hipoteczny, nie stać go choćby na spodnie dla syna.

Maria rozumie:

Rozumiem, Janie, dbaj o siebie, jedz dobrze, ubieraj się odpowiednio. My damy radę.

Jan czuje się podbudowany i odjeżdża w podniesionym duchu.

***

Aniu! woła Maria w ogrodzie. Chodź tutaj, nie bądź taka złośliwa!

Czego chcesz? mruczy Ania, leniwie wchodząc na werandę.

Maria krzyczy w stronę kurnika:

Co się stało, Aniu?! Właśnie wyszłam do pracy, a to się dzieje!

Co tam? odpowiada nastolatka, marszcząc brwi.

Nie widzisz, co się stało?

Ania napina usta, podchodzi bliżej i wzdycha:

Nie wiem, mamo, muszę się uczyć do lekcji.

A co będziemy jeść zimą, kiedy kury przestały jaja znosić?

Bo nie zamknęłaś kurnika, mamo?

Czy ja go zamknęła?

Czy ja wiem? Ania przewraca oczami, wchodząc do domu, a Maria łka.

W ogrodzie czeka kolejny bałagan: grządki połamane, w płocie dziura, a cały płot przewrócony.

Pawle! wbiega Maria przez dziurę w płocie. Paweł stoi dumnie z kolegą, podchodząc, Maria zatrzymuje się przy kojcu psa i zagląda do środka.

Aha, Szarik ma całą twarz w futrze. Co, Szarik, już najedzony?

Co tam, ciociu Mamo? szydzi Paweł. Zaczynamy rozmawiać z psami?

Chłopcy wybuchają śmiechem.

Paweł, twój pies zniszczył mi cały kurnik

To nie Szarik, panienko, nasze kury chodzą po podwórku, nic ich nie rusza.

Maria patrzy na chłopców: jak ten mały kręcony chłopiec stał się tak obojętny?

Od czasu do czasu Maria dzwoni do matki, ale ta zachowuje się jak obca.

Aniu, co chcesz, mów szybko, mam ręce pełne roboty.

Czym się zajmujesz, mamo? dziwi się Maria. Nową rodziną? Chorobą ojczyma?

Nie są mi obcy, Aniu! jeżeli tak mówisz, zapomnij, iż masz matkę.

A takiej matki już nie mam, mamo

W takim razie nie dzwoń już. Dzwonek milczy

Maria zaciska wargi, gniewa się:

Zestarzejesz się, wrócisz do mnie, ale obce dzieci cię nie przyjmą, mamo.

Łzy spływają po policzkach. Ostatecznie wstaje, wsiada do autobusu i jedzie do miasta, by zrobić niespodziankę Janowi. Znajduje adres w domu Pawła i dzwoni pod drzwi.

Dzień dobry, nie pomyliliśmy się, my jesteśmy Górski. Ja i Jan

Kto ty jesteś? pyta dziewczyna otwierająca drzwi.

To ja, żona Jana.

Ojej dziewczyna uśmiecha się szeroko, a Maria rozgląda się po twarzy i chce uciec. Jan przyjeżdża w weekend, rozmawia z Marią poważnie.

Co tu robisz, jak mała? Mieszkam z Anią, a co ma mnie, dorosłego mężczyznę, zaskakiwać?

A co ze mną? Zawsze zajęta, w swoim gospodarstwie.

Nie bądź taka, Aniu, dlaczego płaczesz? zaczyna płakać Maria.

Maro, ach wzdycha Jan, obrzydzony. Nie rób takiej sceny, mam dość twoich dramatów. Muszę wracać do miasta. Nie gnów się.

***

Relacje z sąsiadami pogarszają się. Dziadek rozmawia z Marią, udając głuchotę, a jego babcia Zawadzka przywozi wnuków na lato, a dzieci rozbijają płot, jedzą z rabat Marii i trzepoczą po rozłożonej malinowej krzakach.

Aniu, woła Maria, owinięta szalem. Co chcesz?

Co, mamo? wychodzi dorosła dziewczyna. Chociaż raz uśmiechnij się i przynieś herbatę

Aniu, boli mnie głowa, wycisz muzykę.

Twoja głowa zawsze boli odpowiada Ania. Weź tabletkę.

Aniu, musimy zebrać maliny. Sąsiedzkie dzieci nas zostawią bez owoców.

Ty zbieraj, ja nie jem dżemu mówi Ania.

***

Coś w Marii pęka. Długo stoi przy oknie, milczy. Czasem podchodzi do zburzonego płotu, podnosi go i przywiązuje liną do słupków. Następnego dnia płot znowu upada, a ona podnosi go ponownie.

Jan przestaje przyjeżdżać do Kluczic. Nie ma już po co, syn Paweł dorasta, kończy szkołę. Bez Jana i Marii życie staje się lżejsze. Nie musi już sadzić warzywa ani dobijać mężczyzn.

Z depresji wstaje Maria, a Ania nagle się uspokaja, często przytula się i całuje matkę. Nie rozpoznaje już swojej małej dziewczynki może po prostu dorasta? Zostało jeszcze miesiąc do końca szkoły i pożegnania z ukochaną szkołą.

Mamo, pomóż, nie wiem co się ze mną dzieje. Rano mdli mnie, nie mam sił, a po jedzeniu czuję się ciężko i zmieniam nastrój co minutę.

Musisz iść do lekarza. Nie jesteś w ciąży, skąd takie dolegliwości? zdziwiła się Maria.

Wygląda na ciążę.

Maria otwiera usta ze zdumieniem:

Skąd? Żartujesz! Nie masz choćby chłopaka.

Co? pyta Ania.

***

Kto ojcem dziecka? Z kim to się stało? wychodzą z przychodni matka i córka.

To Paweł, kto inny? Nie myślałam, iż tak może być wykrzykuje Ania.

Po co nam to? rozpływa się w łzach i natychmiast łapie się w garść.

Maria puka do bram sąsiadów Górskich, ale nie otwierają. Z okna wystawia rękę babcia Zawadzka i pokazuje pięść. Maria wraca do swojego podwórka, przechodzi przez dziurę w płocie.

Paweł! Muszę z tobą porozmawiać krzyczy Maria, przeskakując przez otwór. Paweł stoi w podwórku ze swoim kolegą, hulając i żartując. Maria zatrzymuje się przy budce psa i zagląda do środka.

Aha, Szarik ma całą mordę w futrze. Co, najedzony?

Co, ciociu Mamo? drwi Paweł. Rozmawiamy z psami?

Chłopcy wybuchają śmiechem.

Paweł, twój pies zniszczył mój kurnik

To nie Szarik, panienko, nasze kury spokojnie chodzą po podwórku, nic ich nie rusza.

Maria patrzy na nich zdezorientowana: jak ten mały kręcony chłopiec stał się tak obojętny?

Od czasu do czasu Maria dzwoni do matki, ale ta zachowuje się obco.

Aniu, co potrzebujesz, mówię szybko, mam ręce pełne roboty.

Czym się zajmujesz, mamo? dziwi się Maria. Nową rodziną? Chorobą ojczyma?

Nie są mi obce, Aniu! jeżeli tak mówisz, zapomnij, iż masz matkę.

A takiej matki już nie mam, mamo

W takim razie nie dzwoń już. DzwW końcu Maria odnalazła spokój w sercu, przyjmując własną drogę.

Idź do oryginalnego materiału