Wysiadłam z autobusu w małej wiosce Kluczaki, trzymając na rękach malutką Jadwigę. Na przystanku wisiała tablica z napisem Kluczaki wioska.
Marianno! podbiegła do nas płacząca babcia w białej opasce. Daj mi twoją córeczkę.
Mieszkańcy patrzyli na nas z ciekawością, ale babcia Górska i ja ruszyłyśmy w pośpiechu, nie zważając na nikogo. W domie zamknęłam bramy i wbiegłam do środka.
Małgorzato! zawołała wnuczka, siedząc przy stole i przytulając Jadwigę. Łzy nie chciały przestać płynąć z moich oczu.
Uciekłam od męża! wykrzyknęłam, łapiąc oddech. On tylko obmawia, rozkazy daje, grozi, iż zabierze dziecko. Nie mogę przy nim oddychać, nie mogę się śmiać, a on tylko marudzi i wciąga mnie do siebie Jestem zmęczona.
Babcia Górska zmarszczyła brwi:
Trzy lata małżeństwa i już się rozwalił? Co za współczesne obyczaje.
Wciągnęłam w górę podrapane łzy i spojrzałam na babcię.
Babciu jeżeli mnie nie zrozumiesz, odejdę. Uciekłam od matki, bo nie rozumiała mnie i ciągle mnie ganiła. Mówi: Cierpliwie mężczyzna nie powie nic złego. A jak żyć, kiedy cię przygniata?
Babcia wciągnęła mnie w objęcia, pogładziła po włosach:
No już, zostań. Nie będę cię zmuszać. Tylko trochę tu zostań dom będzie twój, piękna królewno moja.
***
Jako dziewczyna z miasta zupełnie zapomniałam o swoim rodzimym miejscu. W wiosce krążyły pogłoski, iż wyszłam za bandytę (no i trochę tak się stało). Uciekłam więc z walizką i dzieckiem do babci, żeby się schować. Na miejscu podjęłam pracę na poczcie i tak wszyscy w okolicy polubili mój charakter.
W gospodarstwie Górskich wszystko jest przyjazne. Zawsze pomocni, zawsze uśmiechnięci.
Jadź, przyjdź do ogródka pokazywałaśmy babci Małgorzacie, jakie mamy jagody. Nie bój się, maleńka, zbieraj i jedz. To truskawka, to porzeczka.
Kiedy podeszliśmy do płotu, podskoczył czarny pies z białymi plamkami, podniósł ucho i szczekał.
To nasz piesek uśmiechnęła się Małgorzata.
Zza płotu wyłonił się kręcony chłopiec.
Pawełek! przywitał się siwy staruszek. Dzień dobry.
Dzień dobry odpowiedziała Jadź.
Pawełek podbiegł bliżej, chwycił się za ręce i przyjrzał się Jadżynie. Był nieco starszy od niej.
Chodź tutaj, chłopcze. Mamy jagody, a Jadź chętnie się z tobą pobawi.
Staruszek z uśmiechem przyklął się do płotu:
Nie wiedziałem, iż macie małą Jadź. U nas Pawełek nie ma kolegów, woli błąkać się po podwórku. Na szczęście mamy psa Szarka.
Małgorzata z zapałem:
A nasza Jadź się nudzi. Chodź do nas na podwórko, Pawełku!
Pawełek od razu przeskoczył przez szczelinę w płocie, a za nim podążył Szarka. Dzieci od razu się zaprzyjaźniły, a śmiech rozbrzmiewał aż do zmierzchu.
***
Pawełkowy tata, milczący Jan, przyjeżdżał w weekendy, patrzył na Małgorzatę z podziwem i nie odrywał oczu. Zaczynał ją rozpieścić przynosił kwiaty, drobne upominki, woził ją swoim Fiatem do rzeki. Babcia Górska była zachwycona.
Mamo, świetny chłopak. Rozwiódł się z żoną, małe dziecko wziął pod opiekę, nie pije, pracowity i uczciwy. Mieszka w mieście, bo tam ma pracę i mieszkanie.
Małgorzata poczuła się zafascynowana, ale bała się, co powie jej były mąż. Jan zapewnił:
Poczekam, czekam, przyjadę i zabiorę cię do miasta.
Nie martw się, opiekuję się Pawełkiem dodała Małgorzata, i pożegnała się.
Lata płynęły, babcia Górska zmarła, a ja codziennie ją odwiedzałam, karmiłam łyżką. Jadź poszła do szkoły. Nie było wiadomości od byłego męża, więc w końcu poczułam spokój. Pawełek dorastał, zaczynał unikać szkoły, a jego dziadek zachorował i przestał wychodzić. Ja biegałam dwa domy, opiekując się starszymi. Jan wciąż przyjeżdżał w weekendy, niosąc kosz warzyw z mojego ogrodu.
Po kolejnych latach, kiedy babcia odeszła, ja też poczułam, iż mogę w końcu rozwinąć skrzydła. Wszystko wymykało się spod kontroli, ale wciąż trzymałam się małego domu w Kluczach.
***
Jadź! wołałam z podwórka. Chodź tu, biedaczko!
Czego chcesz? odpowiedziała niechętnie, opierając się na ganku.
Dlaczego tak, Jadź? Wyszedłam właśnie do pracy, a tu nagle…
Co tam? podrażniła się nastolatka.
Nie widzisz, co się stało?
Jadź zmarszczyła brwi, podeszła bliżej i westchnęła:
Nie wiem, mamo, muszę się uczyć do lekcji.
Co będziemy jeść zimą, kiedy kury zjedzą, co zostanie?
Może zamknąć kurnik?
Nie zamknęłam go, tak?
A ja?
Zaczęłam płakać, a w ogródku panował chaos rozdeptane grządki, dziura w płocie, który przechylił się na bok…
Pawełku! przeskoczyłam przez szczelinę. Musimy pogadać.
Pawel stał przy sąsiednim podwórku z kolegą, a ja wskazałam na budkę dla psa:
Szarka ma po kątach wypadniętą twarz, co się stało?
Co mówicie, ciociu Małgorzato? zapytał Paweł z podniesionym brewkiem. Znowu z psami rozmawiamy?
Wszyscy się roześmiali, ale Paweł odparł:
Nasz pies nie miał nic wspólnego z kurnikiem.
Zrozpaczona, przyglądałam się, jak mały chłopiec zamienia się w nieczułego nastolatka
***
Zadzwoniłam do mamy, ale ona zachowywała się jak obca osoba.
Mamo, powiedz szybko, co robisz? zapytałam. Czy zajmujesz się nową rodziną?
Nie, nie są mi obce odpowiedziała. jeżeli będziesz tak mówić, zapomnij, iż masz mamę.
Wtedy przypomniałam sobie, iż nie mam już matki, i łzy popłynęły. Zebrana odwaga i trochę pieniędzy w portfelu pozwoliły mi wsiąść do autobusu i pojechać do miasta, żeby zrobić niespodziankę Janowi. Wysiedliśmy pod domem Gorzyńskich, otworzyła drzwi młoda dziewczyna.
Dzień dobry, my jesteśmy Górzyńscy. Kto pan? zapytała.
Ja to Jan, twój syn? zdziwił się Jan.
Tak, to ja, twoja żona odparła.
Jan przyjechał do wsi w weekend, jakby nic się nie stało, i chciał pogadać.
Co ty tu? Żyję w mieście, nie mam nikogo.
Nie martw się, ja dbam o Pawełka odparłam, i pożegnałam go.
Lata mijały, a ja znów wróciłam do domu bez nikogo. Jadź dorośła, zaczęła się kłócić ze mną, płakała w poduszce. Paweł nie słuchał, a mój dziadek spoczywał na kanapie pod kołdrą z gazet. Do domu wpadła babcia Zacharzewska, przynosząc mu kaszę. Babcia Górska patrzyła na mnie nieprzychylnie, czasem choćby nie wpuszczała mnie do domu. Jan coraz rzadziej przyjeżdżał raz w miesiącu, bez prezentów, zmęczony, zmartwiony.
Wiesz, Małgorzato, ja spłacam kredyt, cała pensja idzie na raty. Nie mam choćby pieniędzy na spodnie dla syna powiedział.
Rozumiem, Janie. Dbaj o siebie, jedz, ubieraj się odpowiednio. My damy radę.
Jan poczuł się lepiej i odjechał z podniesionym duchem.
***
Jadź! krzyczałam, biegając po podwórku. Przestań tak się zachowywać!
Co chcesz? ziewała dziewczyna, zerkając na mnie z okna.
Co się stało z kurnikiem? Wyszłam zaraz do pracy, a już nadszedł bałagan.
Co? odpowiedziała wkurzona nastolatka.
Nie widzisz, co zrobiłam?
Jadź podniosła wargi, podeszła bliżej i westchnęła:
Nie wiem, mamo, mam lekcje do odrobienia.
Co będziemy jeść, kiedy kury wszystko zjedzą?
Może zamknąć kurnik?
Nie zamknęłam go, tak?
Nie wiem
Z kolei w ogródku po drodze rozbite grządki i wyłomany płot.
Pawełku! przeskoczyłam przez szczelinę. Musimy pogadać.
Paweł stał przy podwórku ze znajomym, a ja wskazałam na budkę Szarki:
Szarka ma połamany nos, co się stało?
Co mówicie, ciociu? odparł Paweł. Znowu z psami rozmawiamy?
Wszyscy się roześmiali, ale Paweł stwierdził, iż to nie jego pies.
***
Wreszcie podjęłam decyzję i pojechałam do miasta, by odwiedzić Jana. Stałem przy drzwiach Gorzyńskich, otworzyła je dziewczyna:
Dzień dobry, my Gorzyńscy. Kto pan?
Jan, twój były mąż odpowiedziałem.
To ja, twoja żona odparła.
Jan przyjechał i wpadł do wsi, mówiąc, iż nic nie zmienił się w życiu. Ja odrzuciłam go.
***
Babcia Górska w snach mówiła: Odpuść, Małgorzato.
Wróciłam z wycieczki z mężczyzną, którego poznałam, a Jadź odłożyła książkę i podeszła.
To twój ojciec rzekła.
Tata? Gdzie go znalazłaś? zapytała z otwartymi oczami.
Jan patrzył na nią, a ja westchnęłam.
Nie wiedziałam, co zrobić, więc uciekłam od niego Teraz jesteśmy znajomymi.
Wieś Kluczaki mówiła o bandycie o mnie. Przyniosłam wielkiego psa, który od razu podjął się obrony Szarki.
To on, widziałem! krzyczał sąsiad Gorczyński.
Pies został poważnie ranny, ale w budce trząsł się i nie chciał wyjść. Dziadek Gorczyński wpadł w panikę, bo Pawełek nie wrócił ze szkoły.
W końcu Pawełek wstąpił do samochodu Jana, otworzył drzwi i wyłoniła się w białej sukni Jadź.
Dziadku, jedziemy do miasta, nie zostawiaj nas rzekł Pawełek.
Ja stałam przy płocie Górskich i krzyczałam:
Co to ma znaczyć? Nie mówiłeś, iż nie potrzebujesz tej Jadź!
Jan się zmieszkał, a ja odwróciłam się.
W restauracji Pawełek odpowiedział na pytania teścia:
Myślę, iż nie chciałem wchodzić w związek małżeński
Ja przytuliłam się do Jana i powiedziałam:
Mamo, nie chcę być sama, nie chcę, żebyś mnie zostawił.
Po kilku latach Jan zbudował nowy, solidny płot wokół mojego podwórka.
No i co? Życie w parze? pytali sąsiedzi.
Ja uśmiechnęłam się:
Nie, Janie, masz swoją kobietę. Ja mam swoją córkę.
Jan wreszcie odjechał. Stał przy drzwiach, pukał:
Małgorzato, otwórz!
Co chcesz? Czy wziąłeś mój syn? zapytała.
Nie, ja go nie zostawię. Co się stało?
Wtedy zrozumiałam, iż w życiu trzeba być silną i nie pozwolić nikomu siebie złamać. Żyję dalej w Kluczach, otoczona przyjaciółmi, babcią i małą Jadź, i wiem, iż wszystko się ułoży.

1 tydzień temu
![Rewitalizacja parku miejskiego w Ostrołęce na finiszu. Kiedy odbiór? [WIDEO]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2025/collage_-_2025-11-29t151426039.jpg)




![Sąsiad może zażądać pieniędzy, a Ty musisz mu je dać. Przepisy są bezlitosne [29.11.2025]](https://warszawawpigulce.pl/wp-content/uploads/2025/10/Pieniadze-banknoty-wazne200i1003888.webp)


