Miłość nie dla pokazówki Ania wyszła z chaty z pełnym wiadrem paszy dla świń i gniewnie minęła męż…

polregion.pl 4 godzin temu

Miłość nie na pokaz

Helena wyszła z domu z pełnym wiadrem paszy dla świń i gniewnie minęła męża Staszka, który już trzeci dzień dłubał przy studni. Zachciało mu się zrobić rzeźbioną, żeby było ładnie, jakby nie miał innych zajęć! Żona krząta się wokół gospodarstwa, karmi zwierzęta, a on stoi z dłutem w ręku, cały w trocinach, patrzy na nią i się uśmiecha. Co to za mąż od losu? Ani czułego słowa nie powie, po stole pięścią też nie walnie, tylko w milczeniu swoje robi, czasem podejdzie, w oczy spojrzy i po jej grubej, jasnej warkoczu pogładzi na tym cała pieszczota się kończy. A tak by chciała, żeby i gwiazdeczka, i gołąbeczko

Zamyśliła się nad swoim kobiecym losem, aż mało co nie potknęła się o starego Burka. Natychmiast podskoczył Staszek, podtrzymał żonę, a na psa surowo spojrzał:
A ty co, pod nogi się pchasz, jeszcze Helenkę połamię!

Burek z zawstydzeniem spuścił oczy i powlókł się do budy. A Helena po raz kolejny zdziwiła się, jak zwierzęta rozumieją jej męża. Kiedyś zapytała go o to, a on po prostu odpowiedział:
Kocham zwierzęta, one odpłacają mi tym samym.

Helenka też marzyła o miłości żeby ją na rękach nosił, szeptał gorące słowa do ucha, a co rano kładł kwiatki na poduszce… Ale Staszek skąpił czułości, już zaczynała się zastanawiać, czy choć trochę ją kocha.

Niech Bóg dopomoże, sąsiadko zaglądnął przez płot Wojtek. Staszek, jeszcze nie dość ci tej zabawy? Komu te twoje wzorki potrzebne?
Chcę, żeby moje dzieci wyrosły na dobrych ludzi, wśród piękna odpowiedział mąż.
No to dzieci najpierw zrobić trzeba! zaśmiał się sąsiad, puszczając oko do Helenki.

Staszek smutno spojrzał na żonę, a ona, speszona, gwałtownie weszła do domu. Nie spieszyło jej się do dzieci, jeszcze młoda, ładna, chciałaby pożyć trochę dla siebie, a i mąż ani taki, ani owaki. A sąsiad… jakiż to przystojny chłop! Wysoki, barczysty, Staszek niby też niebrzydki, ale tamten aż oczy cieszy! A jak ją spotka koło domu, tak łagodnie mówi, iż aż człowiek mięknie: Rosiczko, słoneczko najjaśniejsze. Serce jej wtedy aż się ściska, kolana miękną, ale ucieka przed Wojtkiem, nie daje się zwieść jego słowom. Wychodziła za mąż z obietnicą wierności, rodzice wychowali ją w zgodzie, przeżyli razem szczęśliwie pół wieku, więc nauczyli, by rodzinę szanować.

A jednak czasem tak bardzo chciało się wyjrzeć przez okno i spojrzeniem spotkać się z sąsiadem

Następnego ranka Helena wyganiała krowę na pastwisko i przy furtce natknęła się na Wojtka:
Helenko, gołąbko, czemu mnie unikasz? Boisz się? Patrzę na ciebie głowa aż kręci mi się od twojej urody!
Przyjdź do mnie bladym świtem. Kiedy twój Staszek odziany w kalosze pójdzie na ryby, ty przybądź do mnie. Dam ci tyle czułości, szczęśliwsza być nie możesz.

Helenka aż spłonęła, policzki jej się zaróżowiły, serce mocniej zabiło, ale nie odpowiedziała nic Wojtkowi, tylko gwałtownie się oddaliła.
Będę czekał zawołał za nią.

Cały dzień o nim myślała Helena. Bardzo pragnęła miłości, czułości, a Wojtek, taki jest przystojny, patrzy na nią namiętnie… Ale nie mogła się zdecydować. Do świtu było jeszcze dużo czasu, może jednak

Wieczorem Staszek nagrzał saunę. Zaprosił też sąsiada, żeby razem się wykąpać ten chętnie przystał, bo nie musiał własnej palić ani tracić drewna. Więc chlapali się tam solidnie brzozowymi witkami i aż wzdychali z rozkoszy. Naparzeni wyszli do przedsionka, trochę odpocząć. Helena już postawiła im karafkę swojskiej okowity i przygotowała przekąski, a nagle przypomniała sobie, iż w piwnicy są jeszcze ogórki małosolne. Zeszła po nie, nazbierała, i chciała wejść do chłopów z przystawką, ale przez uchylone drzwi usłyszała rozmowę i znieruchomiała, nasłuchując.

No i co ty taki niezdecydowany, Staszek mówił cicho Wojtek. Chodź, nie pożałujesz. Tam takie wdówki, obłaskawią cię z każdej strony! Samych piękności do wyboru! Nie to, co twoja Helenka, taka szara myszka.
Nie, Wojtku usłyszała Helena cichy, ale stanowczy głos Staszka. Nie chcę innych kobiet, choćby myśleć o tym nie chcę. A moja żona to nie żadna szara myszka, tylko najpiękniejsza kobieta na tym świecie. Nie ma takiego kwiatka, nie ma jagódki, która by ją urodą przewyższyła. Jak na nią patrzę, słońca nie widzę tylko jej oczy, jej szczupła figura. Tyle miłości mam w sobie, iż mógłbym wiosenną rzekę przelać. Tylko słów ładnych brak, nie umiem jej powiedzieć, jak mocno ją kocham. Wiem, iż się o to złości, czuję się winny, boję się ją stracić, bo nie przeżyłbym bez niej ani jednego dnia, choćby oddechu bym bez niej nie złapał.

Helenka stała tak bez ruchu, serce biło jej jak oszalałe, łza spłynęła po policzku. Potem dumnie podniosła głowę, weszła do przedsionka i głośno oznajmiła:
Idź, sąsiedzie Rozweselaj te swoje wdówki, a my ze Staszkiem mamy ważniejsze sprawy. Jeszcze nie ma komu zachwycać się pięknem, które Staszek wystrugał. Przepraszam cię, kochany mężu, za głupie myśli, za ślepotę szczęście miałam w dłoniach, ale nie dostrzegałam. Chodź, już za dużo czasu zmarnowaliśmy

Rankiem, bladym świtem, Staszek nie poszedł na ryby.

Bo miłość to nie słowa ani efektowne gesty, ale cicha obecność, wierność i oparcie tego szukajmy w bliskiej osobie, a wtedy życie będzie piękniejsze niż najpiękniej wystrugana studnia.

Idź do oryginalnego materiału