Miłość bez warunków: Historia Krystyny, która musiała wybrać między kotem Barśkiem a nowym życiem z …

17 godzin temu

Krystyna siedziała przed lustrem i malowała usta tą samą szminką Wiśniowa konfitura. Marek kiedyś powiedział, iż ten kolor bardzo jej pasuje.
W jej wieku przestaje się czekać na cuda. A jednak się zdarzają. Poznała go na przystanku autobusowym, wyobraź sobie! Ustąpił jej miejsca, podziękowała, zagadali się.
Trzy miesiące temu. Jakby minęło całe życie.
Franuś, co powiesz? zwróciła się do kota, który leżał na parapecie i obserwował wróble. Ładna jestem?
Kot miauknął. Po gospodarsku, z aprobatą.
Franuś był z nią już pięć lat. Od tamtego dnia, kiedy pożegnała męża, Jana. Przyniosła wtedy do domu malutkiego kociaka i powiedziała: Będziemy razem smutni. Ale wyszło inaczej nauczyli się razem żyć.
Mądry kot. Wyczuwający. Kiedy była przygnębiona przychodził, mruczał. Gdy była szczęśliwa szalał po mieszkaniu. Codziennie budził ją z rana łapką po policzku, delikatnie.
Zadzwonił telefon.
Krystynko, już jadę! głos Marka był radosny. Dziś wszystko ostatecznie ustalimy!
Dobrze zachichotała. Czekam.
Dziś miał przywieźć klucze od swojego mieszkania. Postanowili zamieszkać razem! U niego, na Mokotowie, w dwupokojowym, niedaleko Wisły. Przestronniej tam, jaśniej, więcej powietrza.
Krystyna już widziała oczyma wyobraźni: śniadania na balkonie, widok na rzekę, Marek czytający gazetę.
Franusiu powiedziała do kota przeprowadzamy się! Spodobają ci się nowe okna, zobaczysz więcej ptaków.
Kot przeciągnął się, zeskoczył z parapetu i otarł o jej nogi.
Oczywiście, iż ciebie też zabieram. Jakże miałoby być inaczej?
Zadzwonił dzwonek.
Marek stał z kwiatami, szeroko się uśmiechając. Elegancki, zadbany. W garniturze, który podkreślał, iż nie byle kto doświadczony przedsiębiorca.
Moja piękna! pocałował ją w policzek. Gotowa na nowe życie?
Gotowa! Krystyna promieniała. Wchodź, zaparzę herbatę.
Usiedli w kuchni. Marek wyciągnął pęk kluczy, uroczyście położył je na stole.
Proszę bardzo. Klucze do naszego gniazdka.
Franuś właśnie wtedy wszedł do kuchni. Zbliżył się do gościa, powąchał buty.
Znowu ten zwierzak skrzywił się Marek. Krystyna, musimy porozmawiać.
O czym? spoważniała. W głosie Marka pojawiła się chłodna nuta.
Wiesz, moje mieszkanie jest świeżo po remoncie. A koty wiadomo, zostawiają sierść, zapachy. Szczerze mówiąc, mam na nie alergię.
Krystyna zastygła z filiżanką w ręku.
To znaczy?
To znaczy, iż z kotem mieszkać nie zamierzam. Zdecyduj, co z nim zrobisz.
Słowa spadły jak zimny prysznic.
Franuś siedział przy jej nogach i patrzył żółtymi oczami. Najpierw na nią, potem na Marka. Patrzył jakby rozumiał wszystko.
Marek odjechał, zostawiając klucze na stole. Krystyna siedziała z niedopitą herbatą i patrzyła na leżące klucze.
Franuś wskoczył jej na kolana, zaczął cicho mruczeć.
Co mam zrobić, Franusiu? wyszeptała, głaszcząc miękką sierść. Co mam zrobić
W głowie brzmiały słowa Marka: Zdecyduj sama.
Jak to zdecyduj? Przez pięć lat Franuś był jej rodziną, wsparciem, sensem. Po śmierci Jana to właśnie kociak uratował ją przed rozpaczą.
Pamiętała, jak przyniosła go do domu trzpiotliwego, popiskującego. Jak karmiła z pipetki, leczyła, pielęgnowała. I jak pierwszy raz zamruczał jej na rękach.
A potem te wszystkie wspólne śniadania, wieczory przy telewizorze. Gdy chorowała nie odstępował od łóżka. Kiedy smuciła się przynosił ulubioną myszkę, kładł obok, jakby mówił: Weź, pobaw się, popraw sobie humor.
Franuś podniósł głowę, spojrzał jej prosto w oczy. W jego spojrzeniu było coś bardzo ludzkiego.
Krystyna chodziła po kuchni z telefonem w dłoni, chciała dzwonić do przyjaciółki Haliny, ale się rozmyśliła. Co by powiedziała? Pewnie: Krystynko, dla mężczyzny można znaleźć kotu nowy dom.
Ale czy można?
Podeszła do okna. Za oknem prószył pierwszy śnieg. Grudzień. niedługo Święta. Marzyła, by nie spędzać ich w samotności.
Dobra zdecydowała. Pójdę do weterynarza, popytam. Może ktoś go przygarnie. Znajdę dobry dom.
Już wypowiadając te słowa, czuła opór w środku. Coś się buntowało.
Następnego dnia odwiedziła sąsiadkę, panią Genowefę, która często dokarmiała bezdomne koty.
Pani Genowefko, nie zna pani kogoś, kto przygarnąłby kota? Dobrego, mądrego kota.
Franusia? zdziwiła się starsza kobieta. Co się stało?
Wyprowadzam się. Tam, gdzie idę, nie można mieć zwierząt.
Pani Genowefa spojrzała na nią badawczo:
Krystyno, ależ Franek to prawie jak rodzina! Pamiętam, jak go ratowałaś, taki był malutki.
Okoliczności… westchnęła Krystyna.
Jakie okoliczności są ważniejsze niż wierny przyjaciel? pokręciła głową sąsiadka. Nie znam nikogo i znać nie chcę. Oddać kota to zdrada, Krystyno.
To słowo zdrada zabolało ją do głębi. gwałtownie się pożegnała i wróciła do domu.
Franuś powitał ją jak zawsze przy drzwiach. Otarł się o nogi, zamruczał. I wtedy Krystyna zrozumiała, iż kot czuje. Zwierzęta mają przecież wyjątkową intuicję.
Przepraszam cię wyszeptała, biorąc go na ręce. Przepraszam
Wieczorem zadzwonił Marek:
No i co, załatwiłaś sprawę z kotem?
Jeszcze nie. Szukam mu domu.
Krystyna głos stwardniał. Nie bądź sentymentalna. Chcesz być ze mną, czy nie? Jestem poważnym facetem, potrzebuję poważnej kobiety. A nie takiej, która przez kota rezygnuje ze szczęścia.
Daj mi jeszcze trochę czasu.
Czasu nam zostało mało. Chcę, żebyś na Święta już była u mnie.
Po tej rozmowie długo siedziała w ciszy. Franuś leżał obok, czasem zerkał na nią.
Ma rację mruknęła do kota. Ty tylko zwierzę. A Marek to człowiek, mężczyzna. Gdzie znajdę drugiego takiego?
Ale te słowa brzmiały nieszczerze, choćby dla niej samej.
Trzeciego dnia zadzwoniła Halina:
Krystynko, jesteś jakaś nie w sosie. Co się dzieje?
Opowiedziała wszystko. O ultimatum, poszukiwaniach domu dla kota, o swoich rozterkach.
Poczekaj przerwała jej Halina. On naprawdę powiedział: Wybieraj ja albo kot?
adekwatnie tak
A wiesz, co będzie dalej?
Co?
Potem Ci powie: Nie noś dżinsów. Albo: Ta koleżanka mi nie pasuje, zerwij z nią kontakt. Krystyno, jeżeli on już od początku stawia warunki
Ale przecież mogę zostać sama! niemal płakała Krystyna. Zupełnie sama!
A jesteś sama? Franuś się nie liczy?
Krystyna zamilkła.
Po rozmowie z Haliną usiadła na kanapie. Franuś zaraz położył się obok.
Powiedz, co jeżeli cię oddam? Będziesz tęsknił?
Kot zamruczał coś po swojemu.
A ja? Czy będę szczęśliwa, jeżeli cię zdradzę?
Franuś spojrzał w jej oczy. W tym spojrzeniu była bezgraniczna ufność i miłość.
Boże wyszeptała. Co ja robię
Telefon zadzwonił znowu. Marek.
Krystyna, jutro jest sobota. Przyjadę po ciebie. Mam nadzieję, iż kota już nie ma?
Spojrzała na Franusia. Spał zwinięty w kłębek i mruczał. Spokojnie, z zaufaniem.
Marek. Muszę się jeszcze zastanowić.
Nad czym?! zirytował się. Z powodu kota chcesz stracić szansę na nowe życie?
Może byś spróbował się przyzwyczaić? Franuś jest bardzo grzeczny.
Mówiłem ci mam alergię! Krystyna, widzę, iż nie jesteś gotowa na poważny związek. Przemyśl do jutra. To ostatni raz.
Odkładając słuchawkę, usłyszała tylko mruczenie kota.
O, ostatni raz. Jak ładnie
Nagle dotarło do niej: nie boi się samotności. Boi się, iż dla człowieka, który stawia warunki, gotowa była zdradzić najwierniejszego przyjaciela.
Sobota była szara i wilgotna. Krystyna spała źle, nad ranem śnił jej się korytarz na jego końcu Marek i Franuś. Musiała wybrać, do kogo iść. Obudziła się z ciężkim sercem.
Franuś spał przy jej stopach. Zobaczył, iż się przebudziła, przeciągnął, wskoczył na poduszkę.
Dzień dobry, kochany szepnęła, wtulając twarz w futerko.
Przyszykowała śniadanie, nasypała Franiowi karmy, zmieniła wodę. Jak co dzień. Ale dłonie się trzęsły.
Co mam robić, Franusiu? Co ja mam robić
Kot uniósł głowę i spojrzał z takim zrozumieniem, iż Krystynie zrobiło się nieswojo.
Może on ma rację? Może nie nadaję się na poważny związek? Może zbyt trzymam się przeszłości
Ale nie jej to były myśli. Obce, wtłoczone przez innych.
O jedenastej zadzwoniła Halina:
Krystynko, zdecydowałaś coś?
Nie wiem, Hala. Serce jedno mówi, rozum drugie.
A serce co mówi?
Krystyna zamilkła. Spojrzała na kota, który mył łapki na parapecie.
Serce mówi, iż nie mogę go zdradzić.
No to masz odpowiedź! zawołała Halina. Krystyna, ocknij się! Mężczyzna, który każe wybierać między sobą a przyjacielem to nie jest mężczyzna dla ciebie.
Po rozmowie Krystyna usiadła w fotelu i wzięła Franusia na kolana.
Wiesz co, Halina ma rację. Nie jestem sama. Mam ciebie. I jest mi dobrze. Naprawdę dobrze.
Kot zamruczał, wygodnie się ułożył.
A co jeżeli ten Marek nie był dla mnie? Może mój prawdziwy człowiek pokocha mnie z tobą.
W samo południe zadzwonił dzwonek do drzwi.
Marek stał w progu z torbą. Twarz poważna, chłodna.
No? Gotowa? Spakowana?
Marek, wejdź. Musimy pogadać.
O czym? rozejrzał się. Kota nie ma?
Franuś właśnie wyszedł z kuchni. Stanął, spojrzał na gościa, usiadł.
Powiedziałam, iż sprawę rozwiążę rzekła cicho Krystyna.
No i?
I nie mogę go zostawić.
Marek osłupiał.
Jak to?!
Po prostu nie potrafię. Jest moim przyjacielem. Jesteśmy razem pięć lat.
A ja? Kim ja dla ciebie jestem?
Krystyna spojrzała na niego i dopiero wtedy zobaczyła prawdziwego człowieka. Kogoś, kto chciał mieć wszystko pod kontrolą i dla kogo jej przywiązania były tylko przeszkodą.
Jesteś mi bliski powiedziała. Ale Franuś nigdy ode mnie nie wymagał, bym wybierała.
Porównujesz mnie do kota?!
Nie. Po prostu on kocha mnie bezwarunkowo.
Krystyna, rozumiesz, co robisz? Przez kota rezygnujesz z naszej przyszłości?
Nie rezygnuję. Wybieram to, co dla mnie ważne.
Franuś podszedł, otarł się o jej nogi. Wzięła go na ręce.
Słuchaj, Marek powiedziała spokojnie. Rzeczywiście, nie ma w nim nic wyjątkowego. Oprócz jednego: nigdy nie postawił mi warunków.
Marek stał w bezruchu, z trudem łapiąc oddech.
To już postanowione? Wybierasz zwierzę?
Kiwnęła głową.
Marek rzucił:
Głupia jesteś, Krystyno. Taką szansę przepuszczasz! Drugiego takiego nie znajdziesz!
Może tak zgodziła się. Ale takich jak on, też nie.
Trzasnęły drzwi.
Krystyna została sama. W mieszkaniu zaległa cisza.
Wróciła do kuchni, usiadła z kotem na kolanach.
No i znowu jesteśmy sami, Franiusiu.
Kot podniósł głowę, spojrzał jej w oczy i otarł się pyszczkiem o dłoń.
Nagle ogarnęła ją ulga. Jakby zrzuciła z siebie ciężar.
Wiesz co, Franuś? Chyba dobrze postąpiliśmy.
Po raz pierwszy od tych trudnych dni poczuła się spokojna.
Marzec. Za oknem śnieg topniał, wróble wrzeszczały na całego. Krystyna podlewała fiołki na parapecie przez zimę zamieniła okno w małą oranżerię.
Franuś, patrz, jaki piękny kwiatek pokazała mu świeżo rozkwitłą fiołkę.
Kot powąchał, zamiauczał z zadowoleniem.
Minęły trzy miesiące. Najpierw było ciężko nie z samotności, ale przez myśli: A jeżeli się pomyliłam? jeżeli to była ostatnia szansa?
A potem wszystko zaczęło się układać. Dom jakby ożył.
Krystyna znów zaczęła udzielać lekcji muzyki wzięła dwójkę uczniów: Małą Zosię i nastolatka Pawła. W domu znów rozgościła się muzyka, śmiech, życie.
Proszę pani, co to za kotek? spytała Zosia na pierwszej lekcji.
To Franuś. Najlepszy przyjaciel.
Mogę pogłaskać?
Oczywiście.
Kot pozwolił się pogłaskać i choćby zamruczał, pokazując, iż mała mu się podoba.
Ostatnio spotkała na klatce schodowej sąsiada z piątego piętra, pana Michała. Emerytowany nauczyciel, wdowiec. Zaczęli rozmawiać.
Macie bardzo ładnego kota zauważył, widząc Franusia w oknie.
Dziękuję. Lubi pan zwierzęta?
Bardzo. Miałem owczarka, Darię. Umarła ze starości. Teraz czasem myślę może znowu kogoś przygarnąć.
Rozmawiali ponad godzinę. Michał okazał się interesującym człowiekiem oczytanym, dobrym.
A kot nie boi się gości? zapytał.
Franuś? On wyczuwa ludzi od razu. Do złych się nie zbliża.
Michał się roześmiał:
Ciekawe, czy mnie zaakceptuje.
Zaakceptował już za pierwszym razem.
Dziś Krystyna patrzyła, jak Franuś wygrzewa się na słońcu i uśmiechała się do siebie. Wszystko układało się po nowemu, lepiej niż planowała.
Naparzyła herbatę, usiadła w fotelu. Kot od razu wskoczył na kolana.
Dziękuję ci wyszeptała, głaszcząc miękkie futerko za to, iż nauczyłeś mnie, iż prawdziwa miłość nie wymaga zdrady.
Franuś zamruczał. Ciepło, domowo, bezpiecznie.
I Krystyna nie bała się już samotności bo z tymi, którzy kochają nas bezwarunkowo, nigdy nie jest się naprawdę samemu.

Idź do oryginalnego materiału