Mężczyzna zmuszony poświęcić swojego psa z powodu braku środków na jego ratunek.

17 godzin temu

Stary człowiek musiał poświęcić swojego psa, bo nie miał pieniędzy, aby go uratować.
Staruszek przyprowadził swojego czworonożnego przyjaciela na eutanazję, bo nie stać go było na leczenie. Na widok łez mężczyzny i smutku zwierzęcia, weterynarz podjął jedyną decyzję, jaka wydawała się słuszna

Mówią, iż szczęścia nie kupisz za pieniądze, ale czasem to właśnie one decydują o naszym losie. Staruszek nie miał ani grosza przy duszy, gdy lekarze przedstawili mu rachunek za uratowanie życia jego wiernego towarzysza.

W gabinecie weterynaryjnym panowała cisza. Lekarz obserwował tę parę kundla leżącego na stole i jego pana, pochylonego nad nim, delikatnie gładzącego jego ucho. Słychać było tylko ciężki oddech psa i stłumione łkania mężczyzny. Staruszek nie chciał się rozstać z przyjacielem i płakał.

Marek Kowalski, młody weterynarz, często widywał takie sceny podczas eutanazji zwierząt. To było zrozumiałe ludzie przecież całym sercem przywiązują się do swoich futrzastych towarzyszy. Ale ten przypadek wydawał mu się wyjątkowy.

Przypomniał sobie, jak trzy dni wcześniej zobaczył ich po raz pierwszy w swoim gabinecie. Skromny staruszek przyprowadził wtedy swojego dziewięcioletniego psa, Burego, na pilną konsultację. Zwierzę od dwóch dni nie wstawało, a starszy pan był wyraźnie zaniepokojony. Jak wyjaśnił, poza Burym nie miał już nikogo.

Marek zbadał psa. Diagnoza była jasna ciężka infekcja wymagająca natychmiastowego i kosztownego leczenia. W przeciwnym razie zwierzę umarłoby w mękach. jeżeli nie możesz go leczyć, eutanazja będzie humanitarna powiedział wtedy sucho. Teraz, patrząc na rozpacz staruszka, Marek zrozumiał, co wtedy czuł, choć wtedy choćby się nad tym nie zastanawiał.

Po słowach lekarza staruszek wysypał na stół drobne i pomięte banknoty zapłatę za usługę. Wziął Burego w ramiona i wyszedł. A teraz wrócił. Przepraszam, doktorze, uzbierałem tylko na eutanazję powiedział cicho, spuszczając wzrok.

Gdy staruszek poprosił o pięć minut, by pożegnać się z przyjacielem, Marek patrzył na nich i nie rozumiał, dlaczego świat jest tak niesprawiedliwy. Często ci, którzy mają miliony, traktują żywe istoty z obojętnością, a tu biedny staruszek i jego umierający pies przepełnieni byli taką miłością.

Młodemu weterynarzowi ścisnęło się gardło. Położył dłoń na ramieniu staruszka. Wyleczę go powiedział drżącym głosem. Wyleczę twojego Burego na mój koszt. Jeszcze nie jest tak stary. Będzie biegał. Pod jego dłonią ramiona mężczyzny zadrżały od cichego szlochu.

Tydzień później Bury już pewnie stał na łapach. Kroplówki i odpowiednie leczenie zrobiły swoje. Młody doktor czuł się szczęśliwy. Może to był mały gest dla zrozpaczonego staruszka i bezdomnego kundla, ale w rzeczywistości akt wielkiej dobroci.

Na szczęście na świecie wciąż są wrażliwi i hojni ludzie.

Idź do oryginalnego materiału