Marcyś zaczyna nowe życie. Happy end, który wydarzył się dzięki ludziom

2 godzin temu

Marcyś jest już bezpieczny. Króliczek, którego los poruszył tysiące osób, trafił do nowego domu – pod opiekę doświadczonej opiekunki zajęczaków, także tych z niepełnosprawnościami. To finał, który wzrusza, ale też przypomina, jak wiele potrafi zmienić wspólnota: jeden post, jedna paczka, jedna decyzja o pomocy.

Nowy dom, nowe życie

Marcyś pojechał do pani Kasi – osoby, która ma doświadczenie w opiece nad królikami wymagającymi szczególnej troski. W jej domu jest już adoptowany wcześniej króliczek z niepełnosprawnością, dlatego KTOZ od początku wiedział, iż Marcyś trafi w miejsce, gdzie bezpieczeństwo i rehabilitacja będą codziennością, a nie wyjątkiem.

Zmianę widać od razu. Jak podkreślają opiekunowie, „Efekt Marcysia” jest oszałamiający – na zdjęciach widać spokój, lepszą kondycję i coś najważniejszego: poczucie, iż wreszcie jest u siebie.

KTOZ dziękuje: nagłośnienie, które uruchomiło lawinę dobra

W tej historii kluczową rolę odegrały media społecznościowe i osoby, które nie przeszły obok niej obojętnie. KTOZ szczególnie dziękuje pani Magdzie z profilu @twopairsofears, która nagłośniła w swoich kanałach, jak wiele zajęczaków i gryzoni pozostaje pod opieką organizacji.

To wsparcie gwałtownie przełożyło się na konkret: do KTOZ trafiły duże paczki od firm @tivopolska, @factoryherbs oraz @samfarm.pl. Pomoc rzeczowa oznacza realne odciążenie w codziennej opiece i możliwość zapewnienia zwierzętom lepszych warunków.

Największe wsparcie przyszło od ludzi

Najbardziej poruszający jest jednak odzew mieszkańców i osób śledzących działania KTOZ. W ostatnich dniach paczki przychodzą codziennie, a wiele osób przekazuje dary osobiście: przysmaki dla „uszaków”, ręczniki, miseczki, kocyki i niezbędne akcesoria.

To pomoc, która wykracza poza jednego bohatera tej historii. Wsparcie trafia do całej grupy zwierząt pozostających pod opieką KTOZ – królików, świnek morskich, koszatniczek, szynszyli i myszek.

Marcyś zostaje w adopcji wirtualnej

Choć Marcyś ma już swój dom, organizacja informuje, iż przez cały czas będzie pokrywać koszty jego leczenia i rehabilitacji. Oznacza to, iż króliczek pozostaje w adopcji wirtualnej – a osoby, które zdecydowały się na taką formę pomocy, przez cały czas są częścią jego drogi do pełnego zdrowia.

Historia, która daje nadzieję

W świecie, w którym dramaty zwierząt często rozgrywają się w ciszy, Marcyś dostał coś wyjątkowego: szansę i ludzi, którzy nie odpuścili. Dziś ta opowieść kończy się happy endem – ale nie dlatego, iż było łatwo. Kończy się dobrze, bo wiele serc zadziałało naraz.

Ostatni rozdział: sprawiedliwość

Pozostaje jeszcze jedna sprawa, aby ta historia naprawdę zakończyła się tak, jak powinna – ustalenie i zatrzymanie bandyty, który w bestialski sposób skrzywdził Marcysia.

Nie można zapomnieć, iż ktoś świadomie zadał mu cierpienie. Wszystko jest w rękach policji – wierzymy, iż także ta „cegiełka” zostanie dołożona do finału tej historii, a zwyrodnialec poniesie zasłużoną odpowiedzialność.

Bo prawdziwy happy end to nie tylko uratowane życie. To także sygnał, iż krzywda zwierząt nie pozostaje bezkarna.

Dla nas jeszcze nie koniec

My tej historii nie zamykamy. Marcyś ma nowy dom i jest bezpieczny, ale jego droga – leczenie, rehabilitacja i codzienne małe postępy – wciąż trwają.

Jak tylko pojawią się nowe informacje o Marcysiu, będziemy Was o nich informować. Ta historia poruszyła nas wszystkich – i Was, i nas.

(KK)

Idź do oryginalnego materiału