Marcowe wyznanie
Nie da się wierszem ani prozą.
Niejeden już próbował tego.
Gdy zła, to wieje od niej grozą,
a gdy szczęśliwa… jest jak niebo.
Jaki ma kolor oczu? Nie wiesz
lecz gdy w nie spojrzysz już przepadłeś.
Gdy kocha, kocha tylko ciebie,
a kiedy rzuca, znika nagle.
Potrafi wiernie trwać i czekać.
Potrafi wiele ci wybaczyć.
Z pozoru jest jak płytka rzeka,
a gdy w niej brodzisz, wnet grunt tracisz.
Ten wiersz jest o niej, rzecz wiadoma.
Nie ma początku ani końca.
Kobieta zmienną jest – AKSJOMAT –
i nie ma czego tu roztrząsać.
W jej oczach czasem się zatapiam,
kiedy mi trzeba więcej nieba.
Słowa jak liście w nich poławiam.
Na nagich je rozwieszam drzewach.
Liście zielenią się, szeleszczą,
treścią mych wierszy, przyszłym majem
i ciągle jeszcze jesteś ze mną…
Marcowa wiosna ze snu wstaje.
Nad stawem z pochyloną brzozą
znów wyznajemy sobie miłość.
Nie da się wierszem ani prozą,
gdyby to kiedyś się skończyło.
Bydgoszcz, 8 marca 2026 r.,
© Wojciech Majkowski





