Małe rozmiary, znaczące idee

1 dzień temu
Zdjęcie: fot. S. Bober


Grand Prix w kategorii Medal i płaskorzeźba otrzymał Marcin Rockstein.

Barbara Kowalewska: Jak wyglądała pana droga do wyboru rzeźby jako medium, w którym pan się wyraża?

Marcin Rockstein: Ta przygoda rozpoczęła się już w liceum plastycznym w Katowicach, dzięki dobrym nauczycielom, którzy wzbudzili we mnie zainteresowanie rzeźbą, i możliwościom, jakie stwarzała placówka. Byłem wierny temu pierwotnemu wyborowi, wybierając później wydział rzeźby na uczelni wyższej. Na wcześniejszym etapie edukacji zajmowałem się rysunkiem i malarstwem, ale kiedy dostrzegłem możliwości pracy w drewnie i metalu, to oddałem się temu z racji tajemnicy tkwiącej w tych materiałach. Plastyczność gliny, twardość drewna czy obserwacja, jak metal przechodzi transformację pod wpływem temperatury – wszystko to jest fascynujące na poziomie zmysłowym. Używam gliny, tworzyw sztucznych czy gipsu, ale znaczną część swoich prac stworzyłem w technikach odlewniczych – z brązu, żeliwa czy aluminium. Przy technikach tych ważna jest późniejsza obróbka odlewu, by wydobyć walory danego materiału.

BK: Na czym polega specyfika tworzenia płaskorzeźby? Czy proces ten jest nieco inny niż w przypadku rzeźby przestrzennej?

MR: Tworzę zarówno formy przestrzenne, jak i reliefy. Podstawowa różnica w myśleniu o obu formach rzeźbiarskich polega na tym, iż przy tworzeniu rzeźby na ogół odchodzi się od płaszczyznowości, frontalności, a w płaskorzeźbie istotny jest głównie przód.

fot. S. Bober

W reliefie na umownie płaskiej powierzchni buduje się formy również przestrzenne, ale ograniczone przez płaszczyznę, podczas gdy w pełnej rzeźbie myśli się, jak tę kompozycję rozbudować i właśnie nie wiązać jej z płaszczyzną.

W klasycznym reliefie tło jest bazą, podłożem, gruntem, na którym uwypukla się forma rzeźbiarska. Chociaż z pewnym zastrzeżeniem: w drugiej połowie XX wieku mamy przykłady takich prac, w których zaciera się granica między jednym a drugim. Przywołam tutaj twórczość Davida Smitha. Amerykanin jest autorem ażurowych reliefów wykonanych z elementów metalowych, przestrzennych rysunków, ujętych w ramy niczym przęsła ogrodzenia. Były wyeksponowane jako rzeźby wolnostojące – przestrzenne, ale wciąż jednak płaskie.

BK: Pana relief wydaje się także pod tym względem nietypowy.

MR: Cykl prac „Habitat” był dla mnie okazją do eksploracji możliwości, jakie daje budowanie reliefu na płaszczyźnie. W medalu czy monecie jest to neutralne tło. W „Habitacie” są to eliptyczne formy, nieco wklęsłe, gdzie zagęszczenia szpilek tworzą silną relację z płaszczyzną. Moja metoda pracy przypominała tu bardziej tkanie gobelinu; był to długotrwały proces, nieco mechaniczny, ale przez to związany z kontemplacją. Powtarzające się czynności wbijania szpilek w styropianowy model, odlany potem w aluminium, stanowiły dla mnie medytację otwierającą umysł.

BK: Przedstawiony przez pana habitat nie wydaje się środowiskiem przyjaznym do życia, miejscem, w którym chciałoby się osiedlić. Owalne formy, w których wtopił pan elementy metalowe, a także ogromna liczba szpilek przyprawiły mnie jako odbiorczynię niemal o fizyczne odczucie bólu. Podobnie oddziałuje na mnie druga pana praca, która również znalazła się na wystawie, „W moim ogrodzie”. Człowiek uwięziony jest tam w klaustrofobicznej przestrzeni otoczonej murami i – chociaż próbuje wyglądać na zewnątrz – nie sięga ponad ścianę. Ogrodu w tradycyjnym znaczeniu darmo tu szukać. Czy to gorzka opowieść o człowieku, który zabetonował swoje środowisko i uczynił je nieznośnym do życia? Czy obraz intymny, reprezentacja stanu psychicznego?

MR: Jestem daleki od tego, żeby narzucać odbiorcy interpretację. To mogą być obrazy środowisk nieprzyjaznych albo tak silnie przetworzonych, iż zdegenerowały się i stały nie do zamieszkania. Z drugiej strony, może to być obraz nieznanego, nieokiełznanego lądu.

fot. S. Bober

Wyzwania dla jakiegoś pioniera, który podjąłby się wysiłku zasiedlenia tych terenów. „W moim ogrodzie” zaś rzeczywiście może odwzorowywać pewne intymne środowisko: z zewnątrz mur jest barierą, ale z perspektywy wewnętrznej odstrasza intruzów, którzy chcieliby tam zajrzeć.

W przypadku tej pracy odwołuję się do ogrodu jako do wewnętrznego świata, który tworzy osobowość każdego człowieka. Zależało mi, żeby zbudować niejednoznaczną relację, gdzie widz zagląda do środka jakby w geście podglądania, ale jednocześnie jest przez tę postać w środku obserwowany.
Na podstawie prac tego cyklu mój znajomy, poeta z Bielska-Białej Marcin Hanuszkiewicz napisał wiersz, rodzaj ekfrazy, tworząc jeszcze inną interpretację. Szykujemy się zresztą do wspólnej prezentacji pracy i wiersza, aby obraz spotkał się ze słowem. Wracając do zagadnienia intencji twórczych, staram się stworzyć formę, która ma potencjał wzbudzania skojarzeń, otwiera na różne wątki. Interpretacje bywają więc czasami dla mnie zaskakujące.

BK: Jak pan dobiera materiały do tematów prac? Pierwsza jest materia, z którą pan eksperymentuje? Czy temat determinuje wybór materiału?

MR: Zwykle zaczynam od założeń i projektów. Założenia mogą dotyczyć idei lub docelowego materiału. Interpretuję hasła, stające się impulsem do tego, by zagłębiać się w znaczenia terminu, jak w „Habitacie”. Nie chodzi przy tym o definicje, ale skojarzenia, interpretacje, które się za tym kryją.

fot. S. Bober

Otwieram się na to, co przynosi proces twórczy – zmiany, przetworzenia i przeinaczenia względem początkowych planów. Poddaję się długim poszukiwaniom, podczas których krystalizuje się ostateczna forma i temat.

W tej akurat pracy wykorzystałem styropian nakłuty gęsto szpilkami i innymi drobnymi stalowymi elementami. W chwili wlania płynnego aluminium do formy styropian wyparował, a szpilki utkwiły na stałe w metalu. Sama finalizacja procesu była eksperymentem, ze znaczną dozą niepewności, co zobaczę po odlewie. W odlewnictwie artystycznym rezultat bywa zaskakujący i najlepiej być otwartym na nieprzewidziane wyniki.

BK: W przypadku „Habitatu” jest pan zadowolony z tego nieprzewidzianego efektu?

MR: Tak, i to było dla mnie zaskoczenie. Płynny metal należy do żywiołu ognia i często zachowuje się w nieprzewidywalny sposób. Jest w tym element tajemnicy.

BK: W konkursie biennalowym został pan uhonorowany przez J.M. Rektora UAP Grand Prix w kategorii Medal i płaskorzeźba, ale otrzymał pan także Nagrodę Specjalną J.M. Rektora Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i Nagrodą Odlewni Artystycznej GARSTKA STUDIO w Szymanowie. To znaczące zostać wyróżnionym aż trzema nagrodami. Czy ma pan poczucie, iż to potwierdza sensowność pana projektów i sposobu, w jaki pan się wyraża w sztuce?

MR: Cieszę się z nagród, chociaż mam poczucie, iż zawsze jury ma trudne zadanie, bo przecież często choćby prace bardzo dobre nie zdobywają laurów. Wiąże się to nieuchronnie z koniecznością wyboru, jakiego jury musi dokonać. Będąc na wernisażu w Poznaniu, pomyślałem, iż sam chętnie nagrodziłbym kilka prac, które nie doczekały się nagrody. Branie udziału w konkursach jest ważne, ale nie powinno mieć decydującego znaczenia dla wyborów twórczych. Serdecznie gratuluję wszystkim uczestnikom tegorocznego Biennale.

Marcin Rockstein – urodził się w 2001 roku w Tychach. Mieszka i pracuje w Katowicach.
W 2025 roku ukończył z wyróżnieniem jednolite studia magisterskie na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie.

Grand Prix w kategorii Mała forma rzeźbiarska otrzymał Dawid Kwak.

Barbara Kowalewska: Jest pan studentem Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie. Wybór rzeźby jako medium, w którym się pan wyraża, jest panu szczególnie bliski? Znaczenie ma aspekt dotyku? Przestrzenności, jaką daje rzeźba?

Dawid Kwak: Na naszym wydziale rzeźby od drugiego roku akademickiego studenci mogą wybrać trzy pracownie: rzeźbiarską, rysunkową oraz jedną z pracowni materiałowych (do wyboru: ceramika, medalierstwo i mała forma rzeźbiarska, rzeźba w metalu, rzeźba w kamieniu oraz intermedialne rozszerzenie warsztatu rzeźbiarskiego). Ja wybrałem pracownię nastawioną głównie na realizm i pracę z modelem podczas tworzenia aktów oraz portretów.

fot. S. Bober

Dzięki temu zgłębiam anatomię ludzkiego ciała i mogę rozwijać mój warsztat rzeźbiarski. Uważam, iż to dobry wybór na studia, ponieważ akademia daje nam przestrzeń i narzędzia do pracy oraz pozyskuje modeli, więc warto z tego skorzystać. Będzie to procentować na przyszłość. Ale zawsze czułem się równie dobrze w małych formach rzeźbiarskich i chciałem się nauczyć fachu odlewniczego.

Mała forma to zupełnie inna skala, detal i inny odbiór takiego dzieła. Już od najmłodszych lat lubiłem tworzyć takie formy z różnych materiałów plastycznych. Z biegiem lat, wraz z rozwojem mojej świadomości artystycznej, zacząłem włączać do nich jakąś ideę. Rzeźba była więc ze mną od zawsze, przestrzenna forma rozbudza moje zmysły i wyobraźnię, dlatego przez cały czas idę tą drogą.

BK: Praca „Hierarchia”, za którą otrzymał pan Nagrodę J.M. Rektora Uniwersytetu Artystycznego im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu – Grand Prix w kategorii Mała forma rzeźbiarska, ma charakter metaforyczny. Jaka jest pana opowieść związana z ideą hierarchii?

DK: Mamy tu trzy formy baranie: na samym dole jest samo futro pozyskane od barana (w ciemnej barwie), który jest na górze w hierarchii, w środku jest potężny baran o złotym runie, ten dominujący (znaczenie ma rodzaj patyny). Kompozycja przedstawia ideę, iż nie siła, dominacja jest najważniejsza, ale to ciężka praca ma znaczenie w tej hierarchii. Baran na szczycie jest ogołocony z runa, ale stoi dumnie, bo dał z siebie najwięcej.

BK: Jako odbiorczyni wystawy zinterpretowałam dla siebie tę ideę hierarchii inaczej. Baran na górze jest szczupły, bo lepiej odżywiony, żyje w lepszych warunkach; ten poniżej ma się gorzej; a ten najniżej, bez głowy, jest nie tylko na dole drabiny społecznej czy ekonomicznej, ale nie traktuje się go w ogóle podmiotowo, odbierając mu też prawo głosu (stąd brak głowy). Zaskakuje pana taka interpretacja?

DK: Może nie jestem zaskoczony, bo celowo staram się używać krótkich tytułów, próbuję unikać przerostu treści nad formą.

fot. S. Bober

Dążę do takiej sytuacji, by odbiorca widział pracę i tytuł i jeżeli znajdzie swoją interpretację w ramach zasugerowanej tytułem idei, to dobrze. Pani interpretacja pozostaje w obszarze idei hierarchii, dopisuje się do niej.

Nie byłoby jednak najlepiej, gdyby wiele osób odbierało obiekt zupełnie inaczej, poza ideą, która była moją intencją.

BK: Dla mnie to interesująca przygoda odbierać pracę bez opisu, zdając się na swoją wrażliwość odbiorczą. Bierze pan pod uwagę, iż odbiorcy tworzą swoje interpretacje? Czy to się panu podoba, czy raczej niepokoi, zakłada jakieś ryzyko?

DK: Na początku ubolewałem, iż przy pracach na wystawie nie pojawiły się opisy, ale po pani interpretacji widzę, iż można ideę tej rzeźby odbierać bez dodatkowych wyjaśnień.

BK: Jak wygląda pana proces tworzenia? Czy pierwsza jest materia? Czy ma pan ulubione materiały, z których pan tworzy? Czy raczej poszukiwanie odpowiedniej materii zdeterminowane jest przez charakter podjętego tematu?

DK: Na razie nie mam jeszcze ulubionego materiału, raczej staram się odkrywać wciąż nowe, eksperymentować. Brąz użyty do pracy konkursowej jest szlachetnym stopem, lubię go używać w małej formie. Można z niego wiele wydobyć, zwłaszcza używając także patynowania, czyli kolorowania odczynnikami chemicznymi. Praca wysłana na konkurs była jedną z pierwszych, na której uczyłem się fachu odlewniczego. Materiał wybrałem naturalnie, po to, żeby go poznać. A sam temat ewoluował w trakcie procesu tworzenia. Najpierw miała to być po prostu praca animalistyczna – wykonałem projekt jednego barana. Wybór zwierzęcia związany był z tym, iż pochodzę z Podhala. Ale potem stwierdziłem, iż warto rozwinąć temat. Pierwotnie chciałem wykonać barana z puchatym runem, a drugiego z kolei szczupłego, ogolonego. I tak, kiedy tworzyłem kolejne egzemplarze, przyszło mi do głowy, iż mogą one stanowić elementy pewnej złożonej hierarchii, odwołującej się do świata ludzkiego.

BK: Jakie znaczenie ma dla pana nagroda w konkursie poznańskim? Czy jest to motywujące i będzie miało wpływ na dalsze wybory artystyczne?

DK: Ma duże znaczenie, cieszę się, iż doceniono moją pracę, byłem tym zaskoczony. Studenckie Biennale Małej Formy Rzeźbiarskiej było dla mnie jedną z pierwszych okazji zaprezentowania własnego dzieła szerszej publiczności.

fot. S. Bober

Wygrana w tym konkursie cieszy mnie podwójnie, nie tylko dlatego, iż była to jedna z pierwszych moich prac w tym rozmiarze, ale również z tego powodu, iż podczas jej tworzenia na wielu etapach pojawiały się komplikacje, popełniałem błędy przez niewiedzę czy nadgorliwość. W efekcie udało się ją uratować, również dzięki pomocy moich szanownych profesorów, którym jestem bardzo wdzięczny.

Dlatego w pewnym sensie sama praca jest odzwierciedleniem takiej drogi do sukcesu, jaką metaforycznie reprezentuje. Z małą formą eksperymentuję od roku, czuję się dobrze w tej materii, swobodniej się w niej wyrażam i chcę się dalej w tym nurcie rozwijać. Mam już pomysły na kilka kolejnych projektów, które pragnę stworzyć w kontraście do tej głównej linii, naturalistycznej.

Dawid Kwak (ur. 2003) – rzeźbiarz pochodzący z Nowego Targu, absolwent Liceum Sztuk Plastycznych im. Antoniego Kenara w Zakopanem. Od 2023 roku studiuje na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie. W swojej pracy łączy klasyczne i współczesne techniki, koncentrując się na symbolice formy, relacji między kompozycją a znaczeniem oraz na emocjonalnym potencjale kształtu.

Idź do oryginalnego materiału