Lutnista i Muza
PLENER.POLA W OKOLICY BOCHNI. WIOSNA
Ukazuje się widok pól i kwitnących drzew, po niebie płyną obłoki, słychać odgłosy zwierząt gospodarskich i ptaków, przez pole idzie MĘŻCZYZNA (60 lat), nosi zarost, niesie lutnię rozgląda się, siada pod drzewem i zaczyna grać. Pokazuje się widok odległego krajobrazu.
WNĘTRZE.WIEJSKI DOM.KUCHNIA.POPOŁUDNIE
MELA(27 lat, szatynka o włosach do ramion )zmywa naczynia, po kuchni spaceruje dwójka dzieci, które krzyczą, kobieta jest zdenerwowana
Mela : Cicho!
Dzieci przez cały czas krzyczą.
Przestańcie do cholery!
Dzieci nic sobie nie robią z jej upomnienia, wtem słychać pukanie w okno. Mela zauważa kątem oka swoją matkę.
Mela: Cicho, babcia przyszła!
Otwiera okno.
Matka donośnym głosem: Mela, kup dwie śmietany!
Wciska jej banknoty.
Mela: Coś jeszcze mamo?
Matka : Papier toaletowy jak byś była uprzejma.
Mela zamyka okno, bierze telefon, pieniądze i wychodzi
Mela do dzieci: Jadę do sklepu, jak babcia przyjdzie, to jej słuchajcie!
WNĘTRZE.ŁAZIENKA.DZIEŃ
Mela robi makijaż, czesze się i zerka na podwórko, po którym gonią kury.
PLENER.POLA.DZIEŃ
Mela zsiada z roweru w miejscu gdzie urywa się droga. Prowadzi go przez pola. Nagle słyszy dźwięk lutni, jest zaciekawiona skąd dochodzi, przystaje i zatrzymuje się, rozgląda się dookoła i zauważa lutnistę grającego pod drzewem. Siada obok niego i zaczyna śpiewać piosenkę ludową , gdy lutnista kończy, patrzy na nią zagadkowo.
Lutnista: Cóż za piękny głos!
Mela z uśmiecham: Śpiewałam w chórze kościelnym. Chciałam być śpiewaczką operową ale ojciec mi wybił muzykę z głowy.
Lutnista zaskoczony: Jak to?
Mela: Wolał bym sobie znalazła męża, bo będzie większy pożytek niż ze śpiewania.
Lutnista zaskoczony: : Zmarnować taki talent.
Mela: Zaszłam zaraz po zawodówce i koniec, ślub, potem drugie dziecko i tak. Czasem bym wolała umrzeć niż żyć w tej kołomyi
Jest załamana, lutnista ją pociesza.
Lutnista: Życie zawsze można zmienić.
Mela płacząc : To nie takie proste.
Lutnista: jeżeli chcesz, możesz odnaleźć niebo niedaleko.
Mela patrząc w górę : Wysoko.
Lutnista: I mnie Zycie nie popieściło, najpierw żona zmarła, potem syn, została mi tylko ta lutnia. Przyjeżdżam tu z Brzeska znaleźć trochę wytchnienia.
Mela : Miło.
Patrzą w górę, Mela, odzywa się niepewnie
Mogę z Tobą zostać?
Lutnista: jeżeli wszystko na to pozwoli.
Słychać i widać smagane wiatrem kwitnące drzewa, po chwili lutnista i Mela odchodzą, oddalają się , w tle leży rower.
WNĘTRZE. SALA Z POMALOWANYMI NA CZERWONO ŚCIANAMI.DZIEŃ
Na tle ściany stoi Mela, ma we włosach gałązki kwitnących drzew, na których siedzą motyle, ona i lutnista są nadzy, ona śpiewa pieśń ludową, a on gra na lutni.







