Kto stoi za budową morskiej farmy wiatrowej w Polsce?

3 tygodni temu

Bałtyk kojarzy się z plażą i szumem fal, ale ponad 23 km od brzegu, na wysokości Łeby staje się areną walki z żywiołem i najnowocześniejszej inżynierii. Na obszarze budowy farmy wiatrowej Baltic Power zmobilizowano ponad 100 statków i 5300 pracowników. To nowa gałąź gospodarki, która przyciąga rzesze specjalistów – od inżynierów i badaczy dna morskiego, po marynarzy i elektryków

Człowiek i morze – ekstremalne biuro 100 metrów nad falami Bałtyku

W tej branży nie ma miejsca na improwizację. Każdy dzień zaczyna się o odprawy bezpieczeństwa w bazie w Łebie, gdzie szczegółowo omawia się ryzyka i zadania. Po odprawie pracownicy wsiadają na pokład szybkich statków CTV (Crew Transport Vessels), które przy dobrych warunkach w zaledwie 40 minut dowożą ich na otwarte morze. Największe wymagania stoją przed technikami turbin wiatrowych. Ich stanowisko pracy znajduje się choćby 100 metrów nad szalejącymi falami Bałtyku. Przy silnym wietrze potężna konstrukcja zaczyna się odczuwalnie kołysać, co wymaga nie tylko doskonałej sprawności fizycznej i braku lęku wysokości, ale też ogromnej odporności psychicznej. Zadania wykonuje się w pełnej uprzęży i ciągłym skupieniu, nierzadko zimą.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Równie wymagająca jest praca w Morskim Centrum Koordynacyjnym (MCC) w Łebie. Dyżurujący tam koordynatorzy śledzą na żywo pozycję każdego statku oraz pojedynczego człowieka pracującego na morzu. Ich praca to nieustanne planowanie i logistyka w obliczu dynamicznie zmieniającej się pogody. Najbardziej stresujące momenty przychodzą wraz z nagłym załamaniem aury oraz przy zagrożeniu życia człowieka – wtedy to na Offshore Site Managerze i koordynatorach spoczywa odpowiedzialność za błyskawiczne i bezpieczne wycofanie ludzi z turbin i wsparcie wezwanych służb ratunkowych.

Idź do oryginalnego materiału