Kto, jeżeli nie ja?

4 dni temu

Kto, jeżeli nie ja?

Na podwórzu pięciopiętrowego bloku w warszawskiej dzielnicy Młociny wszyscy znali babcię Alwinę Piotrowską. Niska, chuda, z siwymi włosami splecionymi w ciasny kok, przemieszczała się po korytarzach z laską, ale tak sprawnie, iż młodzież nie nadążała za jej krokami.

Alwina mieszkała w tym budynku od chwili jego wzniesienia, pamiętała każdego lokatora, a oni szanowali ją nie tyle za wiek, ile za ostry język i żelazną wolę. Gdy któremuś z sąsiadów przytrafił się kłopot, babcia Ala (tak ją nazywano w domu) była pierwsza, by nieść pomoc; a gdy ktoś zakłócał porządek, była pierwsza, by dać mu nauczkę.

Pewnego dnia na podwórze wprowadziła się nowa rodzina młoda para z nastoletnim synem. Chłopiec, o imieniu Pawełek, gwałtownie znalazł kompanów wśród podobnych łobuzów i wnet podwórko zamieniło się w chaos: połamane żarówki w klatce schodowej, wulgarne napisy na murach, a kiedyś choćby rozbita szyba w piwnicy, gdzie staruszkakotolubka karmiła swoje kocięta.

Pawełek nie był zwykłym hulaką, ale hulaką z zepsutą wyobraźnią. Raz rozciągał żyłkę między drzewami, by rowerzyści przewracali się, innym razem podsypywał w piaskownicę niespodzianki od sąsiednich psów. Rodzice wzdychali: Okres dojrzewania, ale babcia Ala tak nie uznała.

Hej, Pawełek! zawołała go pewnego poranka, gdy próbował przywiązać petardę do ławki. Podejdź do mnie.

Co chcesz? mruknął nastolatek, ale podszedł.

Jesteś mądrym chłopcem?

No Pawełek zmarszczył brwi.

Bo widzę, iż twoje działania są głupie. Mądry tak nie postępuje.

Daj spokój!

Nie podam. Bo jeżeli nie ja, to kto ci powie prawdę?

Pawełek zmarszczył się, ale petardę odłożył.

Następnego dnia babcia Ala przyłapała go na nowym wyczynie malował sprayem niecenzuralne słowo na ścianie garażu.

O, o, o, powiedziała z uśmiechem. Artysta się pojawił.

I co? Pawełek uśmiechnął się szeroko. Ładnie, co?

Ładnie, przyznała babcia. Tylko problem właściciel garażu, wujek Kamil, zaraz wróci z pracy. A jeżeli cię złapie

Nie obchodzi mnie!

Dobrze, westchnęła Ala. Pamiętaj: jeżeli wujek Kamil cię nie ukarze, to ja.

Pawełek pofrunął, ale spray odłożył.

Wieczorem wujek Kamil, czerwony ze złości, biegł po podwórzu, machając pasażem.

Kto to zrobił?!

Pawełek schował się za rogiem, ale babcia Ala stała już obok.

No i co, artysto? Biegniesz czy przyznajesz się?

On mnie zabije!

Myślałeś, iż bałagan nie ma konsekwencji?

W rezultacie Pawełek musiał wyczyścić garaż pod czujnym okiem wujka Kamila i babci Ali.

Widzisz, rzekła, gdy prace skończono się. Teraz garaż lśni, a ty żyjesz. Mogło być gorzej.

Idźcie sobie wymamrotał Pawełek, ale w jego głosie nie było już tej dawnej arogancji.

Czas minął. Pawełek przez cały czas robił psoty, ale już nie tak bezmyślnie. Pewnego dnia babcia Ala zobaczyła, jak pędzi po podwórzu z małymi dziećmi.

Znowu za własny interes? zapytała surowo.

Bo one same wchodzą w drogę!

Ty jesteś starszy. Powinieneś być mądrzejszy.

A co mam z nimi zrobić?

Nie ganij ich, naucz ich czegoś.

Pawełek wpatrywał się w nią.

Co?!

No więc, babcia zamyśliła się. Może pokażesz im, jak grać w piłkę. Albo w Chowanego.

Są mali!

Spróbuj.

Niezbyt ochoczo Pawełek wziął piłkę z domu. Po pół godzinie podwórko rozbrzmiało śmiechem uczył maluchy strzelać karne.

Od tej chwili Pawełek stał się inny. Nie święty, ale już nie tym diabolicznym stworzonkiem, przed którym wszyscy się chowali. Gdy babcia Ala złamała rękę, to właśnie on nosił jej torby z marketu.

Co, Pawełek, odleciałeś? drwiła.

Po prostu żebyście się nie kłócili, mruknął.

Wszyscy na podwórzu wiedzieli: babcia Ala potrafiła być surowa, ale sprawiedliwa, i dlatego wszyscy jej słuchali.

Bo jeżeli nie ona to kto?

Lato minęło. Pawełek już nie gonił maluchy teraz oni biegli za nim, nazywając go starszym. Pokazywał im, jak wbić gwóźdź, naprawić rower i choćby założył podwórkowe tajne stowarzyszenie z hasłem: Prawdziwi mężczyźni nie hulają chronią słabszych!.

Pewnego wieczoru babcia Ala, siedząc na ławce, obserwowała, jak Pawełek rozdziela bójkę dwóch chłopców.

Arturze, słabeuszu! krzyczał jeden. Bij go!

Bez pięści, powiedział Pawełek, stając się tarczą między nimi. Rozwiążemy to po ludzku.

Babcia uśmiechnęła się.

No i jak, Pawełek, przywołała po walce. Teraz prawie bohater w naszej kamienicy?

No, babciu, zarumienił się chłopak. To tylko oni są takie małe głupki.

A ty już dorosły.

Pawełek zamyślił się.

Babciu, po co mnie tak trzymałaś? Przecież byłem taki nieogarnięty.

Bo w tobie zobaczyłam człowieka.

A inni go nie widzieli?

Inni wolą się gniewać. Ja przymrużyła oczy. W młodości sama taka byłam.

Pawełek otworzył szeroko oczy.

Naprawdę?

Oczywiście. choćby w policję mnie wołali.

I co?

A potem jeden starszy pan powiedział: Dziewczyno, jesteś mądra. Po co robić głupie rzeczy? I wtedy się zastanowiłam.

Pawełek roześmiał się.

I co teraz, mam się zamyślić?

Już myślisz. Widzę to.

Zamknął wzrok.

Babciu, a gdybym znowu popełnił błąd?

Nie popełniasz. A jeżeli popełnisz naprawiaj.

Od tej pory Pawełek stał się w podwórzu człowiekiem. Pomagał starszym, naprawiał huśtawki i choćby namawiał przyjaciół, by nie zaśmiecali. Gdy babcia Ala znów zachorowała, codziennie odwiedzał ją, przynosząc leki i opowiadając nowinki.

Pawełku, całkiem mnie rozpieściłeś, jęczała, ale oczy jej błyszczały.

To ja was wychowuję, odpowiedział z uśmiechem.

Pewnego dnia na podwórzu pojawił się nowy chłopiec tak samo hulający, jak Pawełek kilka lat temu.

Hej, chłopcze! przywitał go Pawełek. Podejdź do mnie

Babcia Ala, siedząc na ławce, cicho się uśmiechnęła.

A kto, jeżeli nie on?

Idź do oryginalnego materiału