Koty opanowały Kolonię Robotniczą. Czy faktycznie nie ma na nie sposobu?

2 dni temu
Mieszkanki ul. Robotniczej w Starachowicach zgłosiły problem dzikich kotów na osiedlu. Jak mówią mnożą się one na potęgę a odpowiedzialne służby ignorują wszelkie interwencje. - Dzikie koty biegają po osiedlu i nie da się ich złapać. A jest ich coraz więcej, już jest dziewięć a za chwilę będzie kolejny miot. Od marca nikt się tym nie interesuje. Zgłaszałam już do urzędu miejskiego ten problem, dzwoniłam do pana ze schroniska w Rudniku. Jedyna rada - nie dokarmiać! Ale jak nie dać jeść, przecież to żywe stworzenia! Zabrano kilka małych a reszta została. Koty mam w oknie, okna nie da się otworzyć. Kiedy chciałam zapłać miałam pierś rozerwaną, cała podrapana klatka piersiowa a pan ze schroniska stał i się patrzył. Zima się zbliża, ale nie mamy warunków, żeby ich trzymać. Są dwie kocice, które się mnożą na potęgę, trzeba wysterylizować, bo inaczej na wiosnę będzie tu całe stado... - alarmują mieszkanki ul. Robotniczej, których nie stać na dożywianie dziko żyjących kotów. - Pies ma status bezdomności a kot jest wolny, ale one nie mogą tak żyć, bez pomocy człowieka.

W odpowiedzi Leszka Kowalskiego, rzecznika Urzędu Miejsk
Idź do oryginalnego materiału