Kotek został zdradzony, porzucony i odrzucony z powodu wyników badań. Zimą, na mrozie…

17 godzin temu

Kotka zdradzono, porzucono, odrzucono wszystko przez wynik badania. Zimą, na mrozie

Kota o imieniu Staszek znaleziono pod samą klatką jego bloku. Biedak krążył nerwowo tam i z powrotem, żałośnie miauczał, drapał zziębniętymi łapkami w metalowe drzwi i choćby próbował je gryźć. Przeraźliwie bał się ulicy nigdy wcześniej nie był poza mieszkaniem. Wychuchany, przyzwyczajony do ciepła i troski, naiwnie podchodził do każdego przechodnia: sąsiadek, nieznajomych ludzi. Ocierał się o nogi, cały dygotał z przerażenia i patrzył błagalnie w oczy, prosząc o ratunek przed tym nieznanym, groźnym światem, do którego wyrzucono go prosto z miękkiego posłania przy kaloryferze. Na mróz, śnieg i przenikający wiatr.

Powód? Banalnie prosty. Właścicielka zapragnęła drugiego zwierzaka zobaczyła ogłoszenie o oddaniu rasowego kota za darmo i wymarzyła sobie duet miauczących pupili. Opiekunka nowego kota poprosiła o wyniki badań rezydenta. Badania wykonano, a ich rezultat pokazał nosicielstwo kociego wirusa niedoboru odporności. Choroba ta w niczym nie zagrażała ani ludziom, ani psom, bo wirus przenosi się wyłącznie między kotami i jest zupełnie niegroźny dla innych gatunków.

Dodatkowo, u samego Staszka wirus ujawniono tylko w badaniu silna odporność nie pozwalała na rozwinięcie się objawów. Jednak właścicielka postanowiła inaczej: chory kot już jej nie pasuje, jeszcze zarazi kogoś. Nie zgłębiła tematu, nie dowiedziała się, iż dla człowieka jest zupełnie bezpieczny po prostu wzięła go pod pachę i wyniosła na środek zimowej nocy.

O dramacie powiadomiła portierka, pani Jadwiga. Zwróciła uwagę, iż Staszek już nie wije się przed wejściem, tylko leży skulony na śniegu. Zziębnięty, wyniszczony, ledwo otwierał oczy. Sen na mrozie najczęściej nie ma odwrotu. Pani Jadwiga nie odwróciła wzroku: zaniosła go do swojej kanciapy, położyła na własnej kurtce koło grzejnika i podzieliła się z nim obiadem ugotowaną kaszą gryczaną. Dla Staszka ten prosty posiłek i ciepło były ratunkiem dosłownie podniosły go z otchłani.

Później kotka zawieziono do schroniska. Przemarznięcie było poważne, przeziębienie dało się we znaki, ale leczenie zadziałało. Dziś Staszek jest już zupełnie zdrowy, pełen energii i odzyskał zaufanie do ludzi. Jest wykastrowany, zaszczepiony, posiada książeczkę zdrowia.

To jeszcze młody kocur zaledwie trzyletni. Niesamowicie czuły, całym sercem garnie się do człowieka: obejmuje łapkami, cichutko mruczy do ucha, śpiewając swoje kocie melodie; ocieranie się czy całusy to jego ulubiona forma okazywania miłości. Za każdym razem ciężko znosi rozstanie z wolontariuszami i powrót do klatki. To bez dwóch zdań kot stworzony do bloku, do miejsca pełnego ciepła i ludzkiej troski.

Idź do oryginalnego materiału