Kot przypadkowo natknął się na telefon… Pachniał człowiekiem i był przyjemnie ciepły. Mruczek ułożył…

polregion.pl 1 dzień temu

Kot natknął się przypadkiem na telefon

Leżałem wtedy na kanapie i przyglądałem się mojemu kotu rudemu łobuzowi, który od kilku tygodni pomieszkiwał na moim podwórku. Zimno było tego dnia w Warszawie, mróz szczypał wieczorem w uszy i choćby stary Tadeusz, nasz sąsiad, narzekał pod nosem na wiatr. Kot wleciał do mojego przedpokoju, zamiótł ogonem i już po chwili wtaszczył się na tapczan.

Zauważył przy okazji mój nowiutki telefon. Dopiero co wczoraj go kupiłem, w sklepie przy Alejach Jerozolimskich. Dałem za niego ponad dwa tysiące złotych, bo miał dużą baterię, ekran jak telewizor i same bajery, z których choćby nie wiedziałem, jak korzystać. Od początku jednak coś z nim było nie tak grzał się niemiłosiernie, niemal parzył w rękę.

Zanim jednak nacieszyłem się moim nabytkiem, telefon zniknął. Poszukiwałem go po całym mieszkaniu, wywracałem poduszki, zaglądałem choćby za lodówkę. Krystyna, moja sąsiadka z góry, doradzała zadzwonić na własny numer. Co mi szkodziło spróbować wyjąłem leciwego Nokię z szuflady i wykręciłem numer.

Sygnał szedł, nikt nie odbierał. Westchnąłem ciężko, nalałem sobie kilkanaście kropli melisy i rzuciłem się na kanapę. Próbowałem odtworzyć w pamięci każdy swój krok od rana może po drodze znajdę trop, gdzie zgubiłem telefon. Wtem coś zawibrowało pod poduszką dzwonili do mnie! Na ekranie starego telefonu pojawił się mój własny numer.

Halo? Słucham? odezwałem się niepewnie.

W odpowiedzi usłyszałem szorstkie szelesty i krótkie popiskiwania. Naraz rozległo się przeciągłe miau.

Zirytowany przerwałem połączenie. Pewnie ktoś sobie ze mnie żartuje, może któryś z chłopaków z pracy dorwał telefon i teraz mnie przedrzeźnia. To drażniło, zwłaszcza, iż telefon był nowy i drogi. Nie zdążyłem się jednak choćby podnieść, kiedy telefon znów zadzwonił.

Ten sam odgłos, ten sam oddech przez słuchawkę znów miau. Tym razem zrobiło mi się głupio. Ktoś naigrywał się ze mnie bez litości. Krzyknąłem zirytowany:

Proszę do mnie nie dzwonić!

Ale telefony nie ustawały, więc postanowiłem działać. Wciągnąłem płaszcz, buty i wyszedłem na podwórko, wybierając raz po raz swój numer, idąc po śladach całego dnia. Na parkingu, gdzie zawsze parkuję skodę, usłyszałem znajomy dzwonek. Poszedłem za odgłosem, gotów wygarnąć dowcipnisiowi, co o nim myślę.

Pod drzewem, nieopodal trzepaka, siedział mój rudy kot. Przytulił się do czegoś czarnego. Patrzyłem ze zdumieniem: to na nim leżał telefon! Kot wyraźnie upodobał sobie ciepły sprzęt tulił go łapkami, grzał się i co rusz trącał nosem. Telefon, jakby budząc się do życia od tego dotyku, włączał się i mamrotał. A kot odpowiadał mruczeniem.

W chwili, gdy zadzwoniłem, z kieszonki obok rozległa się melodyjka kot się przestraszył i mocniej uderzył telefon łapą. Widać go to rozdrażniło, bo nagle zaczął głośno miauczeć. Kiedy mnie zauważył, rzucił się do mnie jak do starego przyjaciela, domagał się głaskania, plątał się między nogami, mruczał jak traktor. Ledwie zdołałem wyjąć telefon spod kota.

Zrobiło mi się wtedy miękko na sercu. Zamiast gniewać się na zwierzaka, wziąłem go w ramiona. Był zimny, a mój rozgrzewający się telefon okazał się dla niego jak gorący termofor w środku zimy. Z powrotem na klatce, z kotem pod pachą i telefonem w kieszeni uzmysłowiłem sobie, na czym polega prawdziwe szczęście. Kiedyś bym zostawił takiego kota pod drzewem, dziś nie wyobrażam sobie życia bez jego kociego mruczenia.

A kot otarł się jeszcze kilka razy o moją brodę i polik, aż wreszcie wgramolił się na ramiona. Widać było, iż jest szczęśliwy i rozanielony. Dopiero po chwili pojąłem miał powód: godzinę wcześniej rozlałem w pokoju kilka kropli waleriany, żeby się uspokoić po tym całym zamieszaniu z telefonem.

Czasem tak jest, iż przez zwykły, niepozorny przypadek, życie daje ci dużo więcej niż to, czego spodziewasz się stracić. Gubiłem telefon, zyskałem kawałek ciepła i euforii na czterech łapach. To była dla mnie wielka lekcja nie wszystko da się kupić, czasem najlepsze znajduje cię samo.

Idź do oryginalnego materiału