Konkurs latawców

astronomiafinansowa.blogspot.com 4 dni temu

Zaraz po przyjeździe biegnę ci ja na znajomą plażę, za którą już mocno tęskniłem. Biegnę i z daleka widzę coś kolorowego wiszącego na ogrodzeniu wejścia – latawiec!



I od razu mam uśmiech od wnętrza, od środka człowieka, czyli uradowało się najpierw moje wewnętrzne dziecko, a potem cała moja osobistość!

Przypomniało się (bowiem) dzieciństwo, kiedy to na łąkach pod Warszawą pasjami pilotowałem latawce wykonywane z papieru przez jednego z wujków.

Latawiec jest, przestrzeń jest, wiatr – tu zawsze jest, a więc dalej do zabawy.






Na niskim pułapie latawiec manewrował samodzielnie lewo – prawo, a wystarczyło popuścić żyłki o kilkanaście metrów, aby tkwił stabilnie. Niby takie nic, a dla mnie Wielka Frajda.

Któregoś razu podszedł chłopiec i patrząc do góry na latawca powiedział:

- Ale fajny!

- To ja krótko; - chcesz?

- Co?

- Latawca!

Oczy mu zabłysły i wydusił tylko jedno słowo: - No!

Co zrozumiałem bezbłędnie jako „chcę”. I dostał.

Potem był konkurs latawców w Bohnsack, czyli Sobieszewie.


(Tu miały być zdjęcia z konkursu, ale wyskakuje błąd i nie chcą się wpisać. Proszę
kliknąć )



Idź do oryginalnego materiału