Kocie oczy spod siedzenia – Ania, kierowczyni autobusu, kot perski Merlin z tajemniczym losem i sąsiad Kiryl w opowieści o szczęściu, kawie i spełniających się życzeniach na warszawskim osiedlu

6 godzin temu

Kot milczał, patrząc na nią czujnym wzrokiem. Wzięła głęboki oddech, zebrała w sobie całą odwagę i wyciągnęła rękę, licząc, iż skórzane rękawy jej kurtki ochronią ją przed pazurami puchatego pasażera na gapę

Zmiana dobiegała końca, a Ania przeszła na tył autobusu, skrupulatnie zaglądając pod każde siedzenie.

Ten autobus był dla niej jak drugi dom, a w domu u Ani zawsze panował porządek. Może dlatego, iż nikomu nie zależało na robieniu bałaganu?

Aniu, kiedyś musisz sobie znaleźć męża mawiały dyspozytorki z pętli. Już prawie trzydziestka na karku, a ty ciągle sama. I jeszcze ta twoja praca To nie zawód dla kobiet, choćby faceci nie mają tyle cierpliwości, co ty. Z pasażerami czasem trudno wytrzymać!

Ale ja mam świetnych pasażerów odpowiadała z uśmiechem kobieta. I lubię tę pracę. A mąż To nie kot czy pies, żeby go sobie założyć.

Dyspozytorki wymieniały między sobą porozumiewawcze spojrzenia. Przecież wiadomo, z mężczyzną więcej roboty niż z futrzakiem.

No to chociaż kota przygarnij, radziły nie będziesz taka sama!

Ania wzdychała.

Na razie kot się nie znajduje, tłumaczyła i wracała do domu, włączała muzykę, przygotowywała sobie kolację, czytała książkę i szła spać

Dni zlewały się w jedno, podobne do siebie. Weekendy nie cieszyły wtedy miała zbyt wiele wolnego czasu. W takie dni wsiadała do autobusu, żeby pojeździć jako pasażerka.

Lubiła udawać, iż jedzie z kimś w lepsze, szczęśliwsze życie

Ten dzień nie różnił się od innych. Gdy skończyła zmianę, ruszyła sprzątać autobus i dokładnie przeglądać każdy kąt.

Zajrzała pod tylne siedzenie i aż odskoczyła patrzyły na nią dwa lśniące ślepia!

Ej, kto ty? Kici, kici, kici! przykucnęła Ania. Jak się tutaj znalazłeś? Zgubiłeś się?

Kot patrzył na nią poważnie. Wzięła głęboki oddech i odważnie sięgnęła po niego, wierząc w ochronną moc swojej kurtki.

Pozwolił się wyciągnąć spod siedzenia, i dopiero wtedy mogła mu się przyjrzeć.

Był przepiękny.

Nie znała się na rasach, ale specyficzny pyszczek i bujna sierść zdradzały kota perskiego. Na szyi miał obrożę z medalikiem.

Merlin przeczytała, obracając zwierzaka pod światło. Naprawdę? Ten sam? Wielki mag i czarodziej?

Kot ziewnął, jakby nie zaprzeczał tej możliwości.

No dobrze, Panie Magu powiedziała z szacunkiem. Co teraz z tobą zrobić? Gdzie szukać twoich właścicieli?

Kot spojrzał na nią, przeciągle ponownie ziewnął. Zdawał się mówić: Skąd mam wiedzieć? Ale przydałoby się coś zjeść i przespać!

Ania zrozumiała, iż nie ma wyjścia. A raczej, iż są dwa, ale czy mogłaby zostawić kota na pastwę losu?

No to tak ustalamy, powiedziała. Dzisiaj śpisz u mnie, a jutro wydrukuję ogłoszenia z twoim zdjęciem. Na pewno ktoś cię szuka i się martwi!

Kot nie protestował, jednak gdy tylko ruszyła do wyjścia, zaczął się wywijać z jej rąk.

Co się dzieje? zastanawiała się, gdy zwierzak sam zeskoczył na podłogę i pobiegł pod siedzenie. Wrócił, trzymając coś w pyszczku.

Co tam masz? spytała Ania, pochylając się.

Kot ostrożnie odłożył przedmiot na jej wyciągniętą dłoń był to los na loterię.

Niezłe rzeczy! Ania przyjrzała się znalezisku. Twój właściciel zgubił i ciebie, i los?

Kot spojrzał znacząco: Może już pójdziemy do domu?

Ania pospieszyła się, myśląc, czy powinna wspomnieć w ogłoszeniu o losie. A może ktoś zechce odebrać kota tylko po to, by zabrać wygraną?

Trzeba będzie działać ostrożniej! Po drodze powinna kupić coś dla gościa.

Co byś chciał? spytała w sklepie, rozglądając się niepewnie po półkach z kocim jedzeniem.

Merlin przymierzył się do kilku puszek, potem wyraźnie pociągnął głową przy jednej z saszetek.

Na pewno tę? dopytała.

Merlin złapał wybraną saszetkę zębami. Wątpliwości zniknęły.

Aleś ty mądry kot! pochwaliła.

Kot wydał z siebie dźwięk, jakby mówił: Wiem! Kupiła też kilka rzeczy dla siebie i ruszyła do domu.

Rozgość się zaprosiła, stawiając kota na podłodze.

Merlin natychmiast zabrał się do zwiedzania mieszkania, a Ania udała się do kuchni. Kocich misek nie miała, wykorzystała dwa talerzyki na jedzenie i na wodę.

Gdy kot się najadł, Ania zrobiła mu zdjęcie i zaczęła drukować ogłoszenia. O imieniu i losie nie było tam słowa.

Pokazując gotowe ogłoszenie Merlinowi, uznała:

Świetnie wyszedłeś! Jutro powieszę w autobusie, może znajdzie się właściciel! Ojej

Zamarła, uświadamiając sobie, iż jutro znowu ma zmianę, a kota nie ma z kim zostawić.

Zabrać go? To niemożliwe, rozpraszałaby się, a nieuważny kierowca to ryzyko dla wszystkich. Zostawić samego? On już i tak wiele przeszedł!

Ania pomyślała o sąsiedzie Kamilu, który mieszkał za ścianą. Pracował zdalnie, nie musiał ganiać do biura.

Czasem mijali się na klatce schodowej, gdy Kamil wychodził po zakupy. Był wysoki, trochę niezdarny, w okularach.

Zawsze tylko kiwali sobie głowami. Ale Kamil na pewno zaopiekuje się kotem.

Po chwili wahania, Ania zapukała do sąsiada. Drzwi otworzył Kamil rozczochrany, w domowych kapciach i wyciągniętych spodniach. Spojrzał na Anię zdziwiony.

Krótko wyjaśniła sprawę nie musiała długo namawiać, Kamil skinął głową i przyjął zapasowy klucz.

Ania poczuła ukłucie smutku, iż nie poświęcił jej choćby odrobiny uwagi. Wróciła do siebie i zawołała:

Kici, kici! Merlin, gdzie jesteś?

Kot stał już przy drzwiach balkonowych, wyraźnie chciał tam pójść!

Zawahała się tylko chwilę, po czym otworzyła drzwi balkonowe taki mądry kot nie skoczy z ósmego piętra. Wyszli razem.

Merlin wskoczył na balustradę, Ania zawołała przestraszona i rzuciła się, by go złapać.

Spojrzał na nią z odrobiną wyższości, potem odwrócił głowę w stronę wieczornego nieba. Głaskała jego sierść, patrząc wzwyż I zobaczyła gwiazdy.

Niebo patrzyło na nich tysiącem świateł. Jedna gwiazda spadła, zostawiając za sobą smugę jak łzę.

Kot musnął jej dłoń, jakby ponaglając: No, pomyśl życzenie! I pomyślała

Zasnęła od razu po położeniu się, pierwszy raz od dawna bez radia, bez książek, wtulona w mruczenie Merlina.

Następnego ranka przekazała nieprzytomnemu Kamilowi ostatnie instrukcje i poszła do pracy.

Przez cały dzień jeździła po Warszawie z ogłoszeniem w autobusie, ale nikt nie zainteresował się losem zguby.

Było jej trochę głupio, ale też była szczęśliwa. Leciała do domu jak na skrzydłach, bo tam ktoś na nią czekał.

W mieszkaniu pachniało świeżo zaparzoną kawą. Ania zwykle piła rozpuszczalną, a ta była inna od razu to poczuła, a raczej poczuł jej nos.

Trochę tu porządziłem przyznał Kamil. Bez urazy, ale twoja kawa to dramat, przyniosłem swoją. Napijesz się?

Jasne! ucieszyła się Ania. A gdzie Merlin?

Kot zaraz pojawił się w korytarzu, zadowolony, przyszedł się przywitać i otarł o jej łydkę z uznaniem.

Twój Merlin zdrowy jak rydz Kamil sięgnął, by pogłaskać kota. Wiesz, dawno tak nie odpoczywałem. Miałem popracować nad stroną, ale nie chciałem włączyć laptopa

Przypomniałem sobie, jak kiedyś pisałem bajki. Palce jakoś same zaczęły stukać w klawiaturę napisałem coś o kocie.

Pokażesz? zapytała zachęcona Ania.

Phi, tam! Głupstwa wzbraniał się Kamil, ale widziała, iż chętnie się pochwali. Serio cię to ciekawi?

Oczywiście! Uwielbiam bajki! A jeszcze bardziej fantasy, to prawie to samo zapewniła go gorąco.

No więc Kamil zrezygnował z gry pozorów.

Potem pili pyszną kawę i czytali bajkę, a obok na fotelu leżał Merlin i patrzył na nich pobłażliwie, jakby byli dwoma wesołymi kociętami.

Bajka bardzo się Ani spodobała. Gdy Kamil poszedł do siebie, zrobiło się trochę pusto choć kot ciągle był z nią.

Wtedy rozległ się dzwonek do drzwi. Merlin zastrzygł uszami i dumnym krokiem pomaszerował przywitać gościa.

Kto tam? spytała Ania.

W sprawie ogłoszenia, zabrzmiał głos zza drzwi. Zamarła.

Pierwsza myśl: nie otwierać. Ale to byłoby nieuczciwe. Otworzyła.

Na progu stał wysoki, starszy pan w czarnym płaszczu. Uśmiechnął się.

Niech się pani nie boi. Przyszedłem rzeczywiście po kota. Żeby nie było wątpliwości kot nazywa się Merlin, tu jest, prawda?

Kot runął mu prosto w ramiona, nie pozostawiając złudzeń.

Proszę wejść wydusiła Ania cicho.

Chciało jej się płakać. Jak to możliwe, tak się przywiązać do kota w jeden dzień! Starszy pan wszedł, uśmiechnął się, spojrzał porozumiewawczo na Merlina.

Może zaproponuje mi pani kawy? zapytał.

Ugotowała kawę z zapasu po Kamilu. W międzyczasie starszy pan i kot patrzyli na siebie, jakby odbywali milczącą rozmowę.

A może znalazła pani coś jeszcze? przerwał milczenie staruszek.

Ania poczerwieniała. Wręczyła mu los loterii. On jednak odsunął jej rękę.

Proszę, to dla pani uśmiechnął się.

Ale to pana los! zaprotestowała.

Ale to pani go znalazła, a Merlin nie protestuje odpowiedział, wciąż się uśmiechając.

A jak okaże się wygrany? zapytała zaskoczona.

Czy będzie się pani upierała, by nie dać sobie choćby szansy na szczęście? spojrzał uważnie.

Opuściła wzrok. To właśnie życzenie wypowiedziała, patrząc na spadającą gwiazdę.

Trzeba dać szansę szczęściu, kochana powiedział z czułością staruszek. I proszę się nie martwić! Jeszcze się spotkamy. Kiedy pani wróci

Skąd wrócę? chciała zapytać, ale on wyszedł, dokładnie zamykając za sobą drzwi.

Zamek sam się przekręcił. Ania poczuła, jak ogarnia ją sen ledwo dotarła do łóżka I śniła bajkę Kamila.

O potężnym czarodzieju, który całe życie myślał tylko o sobie. Jego magia nie uczyniła nikogo szczęśliwszym, więc za karę został zamieniony w kota.

I musiał chodzić po ziemi w tej postaci, dopóki czar nie uleci

Nazajutrz Ania znów poszła do pracy, ale tego dnia wszystko było inne słońce świeciło mocniej, pasażerowie uśmiechali się szerzej, autobus toczył się lżej po ulicach Warszawy.

Sprawdziła los i prawie nie była zdziwiona, gdy wygrała wycieczkę nad Bałtyk. Bardziej zaskoczyło ją, gdy kierownik powiedział:

Jedź, wypocznij porządnie, Aniu. Już dawno się to należało. Chłopaki cię zastąpią.

I było morze, były gwiazdy, było uczucie, iż naprawdę zaczyna żyć od nowa!

Wróciła do domu radosna i szczęśliwa, przywiozła na pamiątkę muszelki i morze, które teraz szumiało w niej samej.

Kiedy otwierała drzwi, na klatkę wyszedł Kamil. Wysoki, trochę niezdarny, potargany.

Ktoś do ciebie wczoraj przyszedł powiedział. Prosił, żeby urwał, spojrzał na nią uważnie Jesteś jakaś inna. I bardzo ładna.

Dziękuję, uśmiechnęła się Ania. Co chciał?

Kamil uderzył się po czole i wrócił do mieszkania. Wyszedł z szarym, puchatym kociakiem na rękach. Pyszczek miał znajomy wyraz.

Chociaż Wszystkie persy są trochę dumne.

To syn tamtego kota no, Merlina z autobusu. Nazywa się Artur.

Starszy pan powiedział, iż z Merlinem mogą powierzyć go tylko tobie zawahał się. adekwatnie nam obojgu.

Jak to? Ania poczuła przyśpieszone bicie serca.

Powiedział, iż mogą go powierzyć tylko nam szepnął Kamil.

Miau! potwierdził kociak Artur, sięgając łapką po swoją panią.

Wyciągnęła rękę i znalazła drugą dłoń Kamila. I świat zrobił się trochę cieplejszy, lepszy pełen takiego zwykłego szczęścia.

Idź do oryginalnego materiału