Koci czar – czyli jak znalazłam Merlina pod siedzeniem autobusu, odnalazłam magiczny los na loterię, spotkałam sąsiada marzyciela i odważyłam się spełnić swoje życzenie pod gwiazdami – a wszystko to dzięki pewnemu perskiemu kotu bez biletu!

20 godzin temu

Kot patrzył na nią milcząco. Westchnąwszy i zbierając w sobie resztki odwagi, Agnieszka wyciągnęła ręce w stronę kota, licząc na to, iż skórzane rękawy jej kurtki ocalą ją przed pazurami tego puszystego pasażera na gapę

Zmiana dobiegała końca. Agnieszka powoli szła na koniec autobusu, zaglądając pod każde siedzenie, jakby czegoś szukała, albo może kogoś. Autobus był dla niej jak mieszkanie tylko, iż tutaj, jak i tam, panowała nienaganna czystość. Może dlatego, iż nie miał kto nabrudzić?

Agnieszko, ty powinnaś sobie znaleźć męża powtarzały jej ciotki z dyspozytorni. Już pod trzydziestkę, a wciąż sama. Ta twoja praca to nie dla kobiet, przecież niektórzy pasażerowie potrafią ostro dokuczyć!

Ja mam tylko dobrych pasażerów odpowiadała Agnieszka z uśmiechem. A robota mi się podoba. Mąż to nie kot czy pies, żeby go zakładać, prawda?

Ciotki wymieniały porozumiewawcze spojrzenia i kręciły głowami, bo wiedziały, iż z facetem więcej zachodu niż z jakimkolwiek zwierzakiem.

To chociaż kota sobie spraw doradzały. Przynajmniej nie będziesz taka sama!

Agnieszka tylko wzdychała:

Na razie kot sam się nie znajduje mruczała z rezygnacją i wracała do domu, gdzie włączała muzykę, gotowała kolację, czytała książkę i kładła się spać.

Dni mijały jak klony samych siebie, jeden za drugim, nie do odróżnienia. Weekendy były dla niej najtrudniejsze wtedy miała za dużo wolnego czasu. Wsiadała w taki dzień do autobusu i jechała przed siebie, wyobrażając sobie, iż ktoś inny wiezie ją w lepsze, radośniejsze życie

Ten dzień nie był w niczym inny. Po zmianie zajęła się porządkami w autobusowym wnętrzu. Kiedy zaglądała pod ostatnie siedzenie, nagle cofnęła się gwałtownie. Spojrzały na nią dwa świecące ślepia!

Ej, kim ty jesteś? Kici-kici! Skąd się tam wziąłeś? przykucnęła Agnieszka, patrząc prosto w zielone kocie oczy. Zgubiłeś się?

Kot nic nie mówił, tylko patrzył.

Westchnęła i z odwagą wyciągnęła ręce, mając nadzieję, iż rękawy ocali jej skórę przed pazurami puszystego podróżnika bez biletu.

Kot pozwolił jej się wyciągnąć spod siedzenia i Agnieszka z bliska zobaczyła jego zjawiskową urodę.

Nie znała się na rasach, ale specyficzny kształt pyska i wyjątkowa puszystość podpowiadały: pers. Na szyi połyskiwała obroża z zawieszką.

Merlin przeczytała obracając kota w różne strony. No tak, ten sam? Wielki mag i czarodziej?

Kot ziewnął szeroko jakby nie wykluczał takiej możliwości.

I cóż począć z panem, pańska magio? zagadnęła Agnieszka, grzecznie jak na kota z takim imieniem przystało. Szukać pańskich ludzi?

Kot spojrzał na nią i jeszcze raz ziewnął. Jakby mówił: skąd mam wiedzieć? Ale nie miałby nic przeciwko kolacji i spaniu

Kobieta zrozumiała, iż ma tylko jeden wybór. No może dwa, ale przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie zostawi kota na ulicy!

Sprawa jest jasna powiedziała zdecydowanie. Dziś śpisz u mnie. Jutro wydrukuję ogłoszenia ze zdjęciem. Ktoś cię na pewno szuka!

Kot nie protestował. Jednak gdy tylko ruszyła do wyjścia, energicznie wyślizgnął się z jej ramion.

Co się stało? zdziwiła się Agnieszka, ale kot wrócił pod tylne siedzenie i wrócił z czymś w pysku.

Cóż tam masz? zapytała, nachylając się nisko.

Kot upuścił przedmiot na jej otwartą dłoń był to los na Totolotka.

No proszę! Agnieszka nie kryła zaskoczenia. Twój właściciel zgubił i ciebie, i loto?

Kot spojrzał wymownie, jakby chciał zapytać: a nie przydałoby się już wracać do domu?

Agnieszka ruszyła szybko, myśląc, czy wpisać informację o loterii do ogłoszenia. A co, jeżeli ktoś spróbuje podstępem odebrać los, podając się za właściciela kota?

Trzeba będzie być sprytniejszym Najpierw jednak wypadałoby kupić coś do jedzenia dla kociego gościa.

Co byś chciał? zapytała w sklepie, niepewnie oglądając regały z karmą dla kotów.

Merlin przestudiował asortyment, a potem sięgnął łapą po saszetkę, zmuszając Agnieszkę do podejścia bliżej.

To ta? upewniła się.

Merlin pochwycił saszetkę zębami i nie było już żadnych wątpliwości.

Mądry kot z ciebie! pochwaliła go.

Merlin wydał dźwięk, który tłumaczył się: Przecież wiem! Zrobiwszy zakupy również dla siebie, Agnieszka wróciła do domu

Rozgość się! zaprosiła go, stawiając na podłodze.

Merlin natychmiast ruszył na inspekcję pomieszczeń. Agnieszka poszła do kuchni gotować. Kociej zastawy nie miała, przeznaczyła więc dwa talerzyki na wodę i jedzenie.

Gdy kot zjadł, Agnieszka zrobiła mu zdjęcie i wydrukowała ogłoszenia. Ani słowa o imieniu, ani o totolotku.

Drukując na domowej drukarce, pokazała ogłoszenie Merlinowi.

Zobacz, jak ładnie wyszedłeś! pochwaliła, zerkając na kota. Jutro powieszę w autobusie. Może się właściciel znajdzie Oj!

Zamarła, przypominając sobie, iż jutro ma zmianę, a kota nie ma z kim zostawić

Wziąć ze sobą? Niemożliwe rozproszyłaby się, a nieuważny kierowca to zagrożenie dla pasażerów. Zostawić samego? To przecież trauma już raz się zgubił!

Wtedy przypomniała sobie o sąsiedzie z klatki, Krzysztofie. Pracuje z domu, nie musi gonić do biura ani jeździć autobusem. Laptop z internetem mu wystarcza, reszta nieistotna.

Czasem spotykali się w windzie, gdy kończyło mu się jedzenie albo kawa. Był wysoki, trochę niezdarny, w okularach.

Kiwnęli sobie kiedyś głowami i każde poszło w swoją stronę. Jednak Krzysztof nadawał się na opiekuna kota.

Dodawszy sobie odwagi, Agnieszka zadzwoniła do sąsiada. W drzwiach pojawił się rozczochrany Krzysztof w domowych pantoflach i wyciągniętych dresach. Patrzył na nią z zaskoczeniem.

Wyjaśniła sprawę jak najlepiej umiała, starając się mówić przekonująco. Nie musiała długo prosić Krzysztof po prostu kiwnął głową i przyjął zapasowy klucz.

Trochę zabolało Agnieszkę, iż sąsiad w ogóle nie zwrócił na nią uwagi Westchnęła, wróciła do siebie i zawołała:

Kici-kici! Merlin, gdzie jesteś?

Kot był przy drzwiach balkonowych i wyraźnie dawał znać, iż chce wyjść.

Agnieszka zawahała się, ale uznała, iż taki mądry kot nie skoczy przecież z ósmego piętra. Otworzyła i razem wyszli na balkon.

Merlin lekko wskoczył na poręcz. Agnieszka jęknęła i rzuciła się, by go podtrzymać.

Kot popatrzył na nią zdziwiony i lekko dumny, a potem spojrzał ku górze. Agnieszka odruchowo spodziewała się zobaczyć coś niezwykłego i zobaczyła gwiazdy.

Niebo patrzyło na nich tysiącem świecących oczek. Jedna gwiazda zsunęła się leniwie i potoczyła przez nieboskłon jak łza.

Kot przytulił się do jej dłoni, jakby szeptał: Szybko, pomyśl życzenie! Więc pomyślała

Zasnęła natychmiast, gdy tylko się położyła, bez filmu czy książek. Może dlatego, iż tuż obok mruczał jej do snu Merlin?

Rano, jeszcze raz instruując zaspanego Krzysztofa, Agnieszka ruszyła do pracy.

Cały dzień jeździła po mieście, a ogłoszenie wisiało w autobusie, ale nikt nie pytał o kota.

Agnieszce było trochę wstyd, ale czuła euforia i już lecąc do domu, miała wrażenie, iż skrzydła wyrosły jej u ramion, bo przecież tam czekało na nią coś albo ktoś.

W mieszkaniu pachniało kawą prawdziwą, świeżo mieloną. Instatkę piła zwykle, więc różnica była natychmiast oczywista, czy raczej: nie do przegapienia.

Pozwoliłem sobie troszkę się rozgościć przyznał Krzysztof. Bez urazy, ale twoja kawa jest marna. Przyniosłem swoją i zaparzyłem. Chcesz?

Poproszę! Agnieszka aż się rozpromieniła. A gdzie jest Merlin?

Kot pojawił się natychmiast w korytarzu, mina miałą rozanieloną. Przeszedł się wzdłuż jej nóg i mruczał ulgą oraz zadowoleniem.

Twój Merlin cały i zdrowy Krzysztof pochylił się i pogłaskał kota. Dawno tak nie wypocząłem. Chciałem popracować, ale nie chciało mi się choćby włączyć laptopa

Przypomniałem sobie, iż kiedyś układałem opowieści. I ręce, same z siebie, zaczęły stukać w klawiaturę napisałem bajkę o kocie.

Pokażesz mi? zainteresowała się Agnieszka.

E tam, głupotki odparł, ale w głosie było słychać, iż mu na jej opinii zależy. Naprawdę chcesz przeczytać?

Oczywiście! Lubię bajki! A fantasy to prawie to samo! zapewniła sąsiadka.

I Krzysztof uległ.

Potem pili dobrą kawę i czytali bajkę, a obok siedział Merlin i z pobłażaniem patrzył na nich, jakby to były rozbrykane kocięta.

Bajka Agnieszcze się spodobała. Gdy Krzysztof wrócił do siebie, trochę zrobiło jej się smutno. Tak odrobinkę bo przecież zostawał Merlin.

I wtedy rozległ się dzwonek do drzwi. Kot podniósł głowę i dumnie podreptał w stronę wejścia. Agnieszka zapytała:

Kto tam?

W sprawie ogłoszenia usłyszała i zamarła.

Przez chwilę miała ochotę nie otwierać, ale sumienie jej nie pozwoliło. Otworzyła. W progu stał wysoki, siwy pan w czarnym płaszczu, z uśmiechem.

Proszę się nie niepokoić, panienko. Przyszedłem po kota. Żeby pani nie wątpiła kota wołają Merlin. Właśnie o to chodzi.

Kot rzeczywiście natychmiast wskoczył mu na ręce, żadnych złudzeń.

Niech pan wejdzie szepnęła cicho Agnieszka.

Chciało jej się płakać. Jak można przywiązać się do kota w jeden dzień? Staruszek wszedł, rozejrzał się i uśmiechnął. Miała wrażenie, iż wymienił z Merlinem znaczące spojrzenie.

Proszę poczęstować mnie kawą poprosił.

Przygotowała kawę dzięki Krzysztofowi miała jeszcze trochę w słoiku. Staruszek i kot wymieniali spojrzenia, jakby rozmawiali myślami.

A propos rzekł nagle staruszek. Czy znalazła pani coś jeszcze?

Agnieszka zarumieniła się. Przyniosła los totolotka i podsunęła staruszkowi. Ten jednak tylko odepchnął jej rękę.

To dla pani powiedział z uśmiechem.

Ale przecież los jest pana! bąknęła Agnieszka.

Ale to pani go znalazła. Merlin nie ma nic przeciwko staruszek przez cały czas się uśmiechał.

A jakby wygrał? zdezorientowała się.

Naprawdę zamierza pani odmówić choćby możliwości odrobiny szczęścia? zapytał staruszek.

Opuściła oczy. Przecież dokładnie tego sobie życzyła, widząc spadającą gwiazdę!

Proszę dać szczęściu szansę, młoda damo uśmiechnął się staruszek. I niech pani nie smuci się! Jeszcze się zobaczymy, gdy pani powróci

Powrócę skąd? chciała zapytać, ale już nikogo nie było, drzwi się zamknęły.

Zamek sam się przekręcił, a Agnieszka poczuła, iż zasypia i ledwo dowlokła się do łóżka Śniła jej się bajka Krzysztofa.

O potężnym czarodzieju, który zawsze dbał tylko o siebie. Jego czary nikogo nie uszczęśliwiły, więc został przemieniony w kota.

I miał wędrować po świecie w tej postaci, póki jego magia nie zniknie

Rano Agnieszka znów poszła do pracy, ale słońce świeciło jaśniej, pasażerowie się uśmiechali, autobus mknął lżej.

I owszem, sprawdziła los nie zdziwiła się nawet, wygrywając wycieczkę nad Bałtyk. Znacznie bardziej zaskoczyło ją, iż szef powiedział:

Wypocznij sobie porządnie, Aga. Już czas. Chłopaki cię zastąpią, nie martw się.

A potem było morze, gwiazdy i poczucie, jakby świat się odnowił.

Wróciła szczęśliwa i wypoczęta, przywiozła muszelki i to morze do duszy.

Otwierając drzwi spotkała Krzysztofa na korytarzu wysoki, trochę niezdarny, rozczochrany.

Wczoraj ktoś do ciebie był powiedział. Kazał ci przekazać urwał, patrząc na nią uważnie. Jesteś jakaś inna. I bardzo ładna.

Dzięki uśmiechnęła się Agnieszka. A co niby miałeś przekazać?

Krzysztof klepnął się po czole i wbiegł do mieszkania. Wrócił z puchatym, szarym kociakiem na rękach. Mina kociaka była stanowczo znajoma.

Choć, u persów to typowe trochę dumna.

To syn twojego kota Tego, którego znalazłaś w autobusie. Nazywa się Artur.

Staruszek powiedział, iż oni z Merlinem ufają tylko tobie, jeżeli chodzi o opiekę. W tym miejscu się zawahał. adekwatnie powiedział trochę inaczej

Jak? serce Agnieszki mocno zabiło.

Powiedział, iż możemy mu zaufać tylko my przyznał cicho Krzysztof.

Miau! potwierdził kociak Artur i wyciągnął łapkę do swojej pani.

Ona wyciągnęła dłoń i spotkała się z dłonią Krzysztofa. I na świecie zrobiło się trochę cieplej, trochę lepiej I może choćby prawdziwiej.

Idź do oryginalnego materiału