Kiedy kot spojrzał na Anię – Milczący pasażer bez biletu, skórzana kurtka i magiczne przypadki w warszawskim autobusie. Czy miłość, która zaczyna się od znalezionego kota persa imieniem Merlin i tajemniczego losu na loterię, może zmienić zwykłe dni kierowczyni w niezwykłą opowieść o odwadze, sąsiedzkiej pomocy i nieoczekiwanym szczęściu?

9 godzin temu

Kot wpatruje się w nią w milczeniu. Westchnąwszy i zbierając się na odwagę, Aniela sięga po niego, mając nadzieję, iż rękawy skórzanej kurtki uchronią jej dłonie przed pazurami puszystego gapowicza

Zmiana dobiega końca, więc Aniela idzie na koniec autobusu, skrupulatnie zaglądając pod każde siedzenie.

Autobus jest dla niej jak drugi dom, a w domu Anieli zawsze panuje porządek. Może dlatego, iż nie ma komu nabałaganić?

Anielu, czas byś sobie jakiegoś chłopa znalazła mawiają dyspozytorki z zajezdni. Już prawie trzydziestka, a ty przez cały czas sama. Zresztą, praca niekobiecą masz, faceci to czasem nie mają cierpliwości, jak trafi się pasażer awanturnik!

Mnie trafiają się porządni odpowiada. I lubię swoją pracę. A mąż to nie kot ani pies nie da się go tak po prostu założyć!

Kobiety wymieniają znaczące spojrzenia. Wiedzą przecież, iż z mężczyzną więcej by było zachodu niż z ogoniastym pupilem.

To chociaż kota sobie przygarnij radzą. Przynajmniej nie będziesz sama!

Aniela wzdycha:

Na razie kot sam się nie znajduje tłumaczy serdecznie zatroskanym kobietom i wraca do domu. Tam włącza muzykę, robi kolację, czyta i kładzie się spać

Dni zlewają się w jedno. Wolnych weekendów nie lubi za dużo wtedy czasu do myślenia. W takie dni jeździ jako pasażerka, siada do autobusu, by choć na chwilę poczuć, iż ktoś wiezie ją ku lepszemu, piękniejszemu życiu

Dzisiaj niczym nie różni się od innych dni. Gdy kończy zmianę, idzie sprzątać autobus.

Kiedy zagląda pod tylne siedzenie odskakuje ze zgrozy. Patrzą na nią dwa błyszczące ślepia!

Ej ty, kim jesteś? Kici, kici, kici! Jak się tam znalazłeś? przysiada na piętach i nachyla się. Pogubiłeś się?

Kot tylko patrzy, nic nie mówi.

Westchnąwszy i nabrawszy odwagi, Aniela wyciąga po niego rękę, mając nadzieję, iż kurtka ochroni ją przed pazurami puszystego podróżnika na gapę.

Kot pozwala wyciągnąć się spod siedzenia i Aniela może mu się lepiej przyjrzeć.

Wygląda imponująco.

Nie zna się specjalnie na rasach, ale charakterystyczna pyszczek i ogromna ilość futra wskazują na persa. Na szyi kot ma obrożę z medalikiem.

Merlin czyta Aniela, obracając zwierzaka na różne strony. Co, wielki czarodziej i mag?

Kot ziewa obojętnie, nie zaprzeczając takiej możliwości.

To co z tobą począć, Wasza Czarodziejskość? Aniela uznaje, iż z kotem o takim imieniu trzeba mieć szacunek. Gdzie szukamy właścicieli?

Kot patrzy na nią znowu ziewając. Jakby mówił: skąd mam wiedzieć? A tak w ogóle, to można by coś przekąsić i dobrze się wyspać!

Aniela wie, iż nie ma wyjścia. A adekwatnie są dwa, ale kim by trzeba być, żeby zostawić go na ulicy?

No dobra mówi zdecydowanie. Przenocujesz dzisiaj u mnie, jutro wydrukuję ogłoszenia z twoim zdjęciem. Na pewno ktoś cię szuka i się martwi!

Kot nie protestuje. Ale gdy tylko Aniela rusza do wyjścia, próbuje jej się wyrwać.

Co się stało? zdziwiona zagaduje, a kot sam wymyka się z objęć, wraca pod siedzenie i wraca z czymś w zębach.

Co masz tam? pyta i pochyla się.

Kot rozwiera szczęki, w jej dłoni ląduje los na loterii.

O rety! Aniela wpatruje się w znalezisko. Twój właściciel zgubił cię i jeszcze los na loterii?

Kot rzuca jej wymowne spojrzenie, jakby podpowiadał, by się już zbierać.

Aniela idzie, rozważając, czy pisać w ogłoszeniu o loterii. A może ktoś oszust się zgłosi, by zdobyć los, podając się za właściciela kota?

Trzeba wymyślić sprytnie! A na razie trzeba kupić dla gościa coś do jedzenia.

Co wolisz? pyta przy sklepowych półkach pełnych karm.

Merlin rozgląda się i po chwili łapie zębami konkretną saszetkę.

Na pewno tę? upewnia się Aniela.

Kot zadowolony trzyma ją mocno nie ma wątpliwości.

Jesteś bardzo mądry! chwali go.

Wiem odpowiada mu bezgłośnie Merlin, mrucząc. Aniela kupuje także coś dla siebie i wraca do mieszkania.

Rozgość się! mówi, stawiając kota na podłodze.

Merlin natychmiast rusza do zwiedzania. Aniela szykuje jedzenie. Kociej miski brak, więc wyjmuje dwa talerzyki jeden na jedzenie, drugi na wodę.

Najedzony kot zostaje sfotografowany. Aniela drukuje ogłoszenie bez imienia kota i informacji o losie.

Pokazuje wydruki Merlinowi.

Zobacz, jak dobrze wyszedłeś! chwali zwierzaka. Jutro powieszę w autobusie, może właściciel się znajdzie. O matko!

Zatrzymuje się w połowie drogi jutro ma pracę i nie ma co zrobić z kotem

Zabrać ze sobą? Nie wchodzi w grę. Zostawić samego? To ogromny stres, i tak się zgubił…

Wtedy przypomina sobie o sąsiedzie Krzysztofie. Pracuje z domu, nie musi bywać w biurze, wystarczy mu laptop i internet.

Czasem mijają się na schodach, gdy Krzysztof idzie po zakupy. Jest wysoki, trochę niezgrabny, w okularach.

Wymieniają ukłony i rozchodzą się w swoje strony. Ale Krzysztof dałby radę zająć się kotem.

Zbierając się na odwagę, Aniela puka do drzwi sąsiada. Otwiera jej rozczochrany Krzysztof w domowych kapciach i przetartych dresach. Patrzy na nią zaskoczony.

Aniela tłumaczy sprawę, starając się być przekonująca. Ale przekonywać nie trzeba Krzysztof przyjmuje klucz bez słowa.

Przez chwilę robi się Anieli przykro sąsiad na nią prawie nie spojrzał. Wzdycha i wraca do siebie.

Kici, kici! Merlin, gdzie jesteś?

Kot stoi już przy drzwiach balkonowych, jasno daje do zrozumienia, iż chce wyjść.

Zastanawiając się chwilę, Aniela otwiera balkon taki mądry kot na pewno nie skoczy z ósmego piętra. Wychodzą razem.

Merlin lekko wskakuje na balustradę. Aniela z sercem w gardle biegnie go przytrzymać.

Kot patrzy na nią z lekkim zdziwieniem i wyniosłością, później podnosi głowę w stronę nieba. Aniela głaszcze go i patrzy tam, gdzie on

Widzi gwiazdy. Tysiące świecących oczu. Jedna z nich spada jak łza.

Kot trąca ją łapką No, życz sobie coś! I Aniela czyni życzenie

Zasypia od razu, bez książki czy filmu. Może dlatego, iż tuż obok mruczy jej kot o imieniu Merlin.

Następnego ranka daje wskazówki zaspanym Krzysztofowi i wychodzi do pracy.

Cały dzień jeździ po Warszawie z ogłoszeniem w autobusie, ale nikt nie zgłasza się po kota.

Aniela czuje się niezręcznie, ale równocześnie cieszy się. Leci do domu jak na skrzydłach, bo tam ktoś na nią czeka

W mieszaniu pachnie kawą. Prawdziwą, świeżo zmieloną. Sama zwykle pije rozpuszczalną, różnica jest wyczuwalna od razu.

Trochę tu poszalałem przyznaje Krzysztof. Ale twoja kawa to nieporozumienie. Dałem swoją. Napijesz się?

Jasne! Aniela z entuzjazmem. A gdzie Merlin?

Kot od razu pojawia się w korytarzu zadowolony, ociera się o jej nogę, okazując wdzięczność.

Twój Merlin cały i zdrowy Krzysztof pochyla się, by go pogłaskać. Wiesz, dawno już tak nie wypoczywałem. Usiadłem, miałem pracować nad stroną, ale zacząłem… pisać bajkę o kocie.

Pokażesz? zaciekawia się Aniela.

E tam, głupstwa! Krzysztof trochę się wzbrania, ale błyszczy mu w oczach. Serio ci się chce?

Oczywiście! Uwielbiam bajki. Zwłaszcza fantasy to prawie to samo! zapala się Aniela.

I Krzysztof w końcu się poddaje.

Piją pyszną kawę, czytają bajkę, obok siedzi Merlin i patrzy na nich z wyższością, jakby byli kociętami.

Opowieść bardzo się Anieli podoba. Kiedy Krzysztof wraca do siebie, robi jej się trochę smutno. Ale tylko trochę przecież Merlin zostaje z nią.

Wtedy ktoś puka do drzwi. Merlin podnosi się i poważnym krokiem idzie do przedpokoju. Aniela pyta:

Kto tam?

W sprawie ogłoszenia słyszy odpowiedź, serce jej zamiera.

Ma ochotę nie otworzyć, ale to nie byłoby uczciwe. Otwiera.

Na progu stoi wysoki starszy pan w czarnym płaszczu. Uśmiecha się:

Proszę się nie bać, przyszedłem po kota. Żeby nie było wątpliwości, powiem to Merlin, prawda?

Kot natychmiast wskakuje mu na ręce nie ma wątpliwości.

Proszę wejść mówi przyciszonym głosem Aniela.

Chce jej się płakać. Jak można tak przywiązać się do kota w jeden dzień! Starszy pan zagląda w głąb mieszkania, uśmiecha się lekko. Wydaje jej się, iż wymienia z kotem spojrzenie.

Może kawy? prosi starszy pan.

Aniela robi kawę na szczęście Krzysztof zostawił zapas. Starszy pan i kot patrzą na siebie jakby prowadzili cichą rozmowę.

A tak w ogóle przerywa ciszę starszy pan nic więcej pani nie znalazła?

Aniela się rumieni. Wręcza znaleziony los.

To dla pani uśmiecha się staruszek.

Ale przecież jest pana! protestuje.

Ale to pani go znalazła. I Merlin nie ma nic przeciwko mówi z uśmiechem.

A jeżeli to zwycięski los? bąka Aniela.

Czy naprawdę zamierza pani odrzucać szansę na odrobinę szczęścia? starszy pan patrzy przenikliwie.

Kobieta spuszcza wzrok. Przecież właśnie tego sobie życzyła na spadającą gwiazdę

Pozwól szczęściu działać, droga pani mówi miękko staruszek. I nie smuć się. Na pewno się jeszcze spotkamy. Gdy wrócisz

Wrócę skąd? chce zapytać, ale starszy pan już zniknął za drzwiami.

Klamka sama się przekręca, a ona ledwo dociera do łóżka Śni jej się bajka, którą napisał Krzysztof.

O potężnym czarodzieju, który myślał tylko o sobie. Jego czary nikomu nie przyniosły szczęścia, więc został zamieniony w kota. I tak miał chodzić po świecie aż ktoś go odmieni

Rano idzie znów do pracy ale tego dnia słońce świeci mocniej, pasażerowie się uśmiechają, autobus mknie szybciej.

I tak los okazuje się wygrywający wycieczkę nad Bałtyk. Dla Anieli to większe zaskoczenie niż sam fakt, iż szef mówi:

Weź wolne i odpocznij, Aniela. Już czas. Chłopaki cię zastąpią!

A potem jest morze, gwiazdy i cudowna odnowa!

Wraca szczęśliwa, z muszlami i wspomnieniem Bałtyku, który teraz ma w sercu.

Otwiera drzwi i spotyka Krzysztofa wychodzącego na klatkę. Wysoki, nieco roztrzepany, z rozwianymi włosami.

Ktoś do ciebie wczoraj zaglądał mówi. Kazali przekazać urywa, wpatruje się w nią uważnie Ależ ty się zmieniłaś. I pięknie wyglądasz.

Dziękuję uśmiecha się Aniela. Co mieli przekazać?

Krzysztof klepie się po czole, znika w pokoju i wraca z szarym puchatym kociakiem w ramionach. Pyszczek ma bardzo znajomy.

W końcu u persów to rodzinne lekko wyniosły wyraz twarzy.

To syn twojego kota To znaczy tego, którego znalazłaś w autobusie. Ma na imię Artur.

Starszy pan powiedział, iż on i Merlin mogą powierzyć go tylko tobie tu Krzysztof się zawahał. adekwatnie nam.

Jak? Serce Anieli wali jak młot.

Powiedział, iż mogą powierzyć go tylko nam przyznaje Krzysztof.

Miau! potwierdza kociak o imieniu Artur i łasi się do Anieli.

Ona wyciąga rękę spotyka drugą, Krzysztofa.

I na świecie robi się trochę więcej ciepła, dobra i zwyczajnego szczęściaKrzysztof nie puszczając jej dłoni uśmiecha się nieśmiało:

Chyba tak miało właśnie być, prawda?

Aniela przez chwilę patrzy na kociaka, później na Krzysztofa. Czuje, iż serce jej pohukuje z euforii jak dzwon.

Chyba tak szepcze czas zrobić miejsce na trochę szczęścia.

Artur wspina się na jej ramię i zgrabnie mruczy do ucha, niczym zaklęcie na dobry początek.

A potem są już razem: ona, Krzysztof i mały, czarujący Artur, który wprowadza do ich życia odrobinę magii codzienności.

I długo jeszcze siedzą pod gwiazdami a gdy na nocnym niebie pojawia się spadająca gwiazda, Aniela już nie musi niczego sobie życzyć. Wszystko, czego potrzebowała, właśnie przyszło do niej samo.

Idź do oryginalnego materiału