– Jezu, Egorze, czy Ty się ze mnie naśmiewasz?

1 tydzień temu

Janie, co ty znowu robisz? Znów wracasz do swojej matki? zapytała Jadwiga, nie kryjąc zdziwienia.
A co proponujesz? Zostawić ją na mrozie, bez prądu i wody? odpowiedział mężczyzna, grzebiąc w plecaku. Czy postąpiłabyś tak z własnymi rodzicami?
Wiesz, moi rodzice nie traktowaliby mnie w ten sposób. Wiedzą, iż mam rodzinę i nie wciągają mnie w takie rodzinne gry. A twoja mama zaczęła Jadwiga.

Nie przerywaj. Doskonale rozumiesz, iż muszę pomóc przerwał Jan, odrzucając gest.
Rozumiem, ale i tak czuję żal. Nie dlatego, iż synowie niedługo zapomną, jak się nazywa ich ojciec, ale dlatego, iż nie starasz się nauczyć ją samodzielności.

Ona sama ugotowała tę kaszę niechaj sama ją rozgarnie. Ty zdecyduj, gdzie twoja rodzina: w wiosce, czy tutaj.

Jadwiga odwróciła się i poszła do sypialni. Po pół minuty w korytarzu zasłuchał się zamek. Jan wyszedł. Została sama, wśród synów, którym obiecała dziś rodzinny spacer po parku.

Znowu ojciec uciekł z rodziny i wszystko spadło na Jadwigę.

Jeszcze dwa lata temu wszystko było zupełnie inaczej. Jadwiga dobrze pamiętałaby ten dzień. Przyjechali w odwiedziny do jej rodziców, zabierając ze sobą Olgę Wiktorię, by nie była sama. Olga dogadywała się z zięciami, więc nie było sprzeciwu.

Gdy pili herbatę z ciastkami pod pergolą z winorośli, Olga wpadła na genialny pomysł, który odwrócił życie Jadwigi.

Ojej, jak tu pięknie! wciągnęła głęboko powietrze. Muszę iść do prywatnego domu. W tym wieku cisza, spokój, świeże powietrze

Matka Jadwigi uśmiechnęła się. Najpierw pomyślała, iż Olga tylko marzy głośno.

Tu dobrze, gdy jesteś gościem odparła swatka. A tak bez męża w domu nic nie da się zrobić. To nie jest kurort. Zawsze coś trzeba naprawiać i szturchać. Olga, nie obrażaj się, ale nie jesteś stworzona do domu.

Olga zmarszczyła brwi, choć nie miałaby się czym obrażać. Nie była leniwa, ale ciągle zmęczona, choćby gdy nic nie robiła.

Nie zamierzam prowadzić gospodarstwa i grzebać w szklarniach. U was są kury i świnie, a mnie wystarczą kwiaty i drzewa.

Żeby po prostu siedzieć w cieniu i podziwiać piękno. Wnukom też się przyda. Kupię im dmuchany basen, nie będą biegać po trawie z benzyną i pyłem.

Kwiaty i drzewa też wymagają pielęgnacji. Nie lecisz w mieszkaniu, a tam i nie ma pracy. Raz w tygodniu wytrzyj kurz, co dwa dni myj podłogę, odkurz i odpoczywaj zauważyła łagodnie matka Jadwigi.

My prowadzimy gospodarstwo z miłości do pracy? zmącił się zięć. Na słowo to piękne, ale w rzeczywistości dom to bezdenna beczka.

Dzisiaj kocioł wybuchł, jutro dach, pojutrze płot. A do wszystkiego potrzebne są pieniądze. Dlatego kręcimy się w kółko.

Nic się nie stanie. Damy radę. Nie jestem sama upierała się Olga, rzucając spojrzenie na Jana.

Jadwiga uniosła brew, ale nie odzywała się. Przekonać teściową było trudniejsze niż namówić głodnego gęsiaka, by nie zjadł kapustę.

Olga już tego dnia nie spierzała się ze swatami, jedynie tajemniczo się uśmiechała, jak Mona Lisa. Po pół roku dumnie prezentowała swój nowy dom i rozkoszowała się zapachem róż z sąsiedniego ogrodu. Budynek był naprawdę przytulny.

Widzicie? Nie wierzyliście mi. Teraz jestem w waszym mieście zadeklarowała teściowa.

Szczęście nie trwało długo. Najpierw Olga poprosiła syna o pomoc przy drobnym remoncie. Ten przeciągnął się na pół roku, bo Jan jeździł tylko weekendami.

Jadwiga narzekała, ale znosiła to. Wierzyła, iż remont w końcu się skończy i życie wróci do normy.

Gdy farba na płocie wyschła, a na ścianach pojawiły się nowe tapety, okazało się, iż lista zadań nie ma końca.

Najpierw teściowej odcięto prąd na dwa dni. W domu znikły nie tylko światło, ale i woda. Jan pojechał do matki, przynosząc wodę i walizkę, by ją uspokoić.

Wszystko się zamieszało! A ta gorąca pogoda Brak klimatyzacji, brak prysznica To nie życie, to przetrwanie jęczała Olga.

Potem teściowa przygarnęła bezdomnego psa, który miał problemy z nerkami. W wiosce nie było weterynarza, więc zwierzę trzeba było przewieźć do miasta. Oczywiście Jan.

Co zrobić, chłopcze, choruje Przynajmniej mamy stróża w chacie mruknęła Olga, kołysząc psa.

Później Jadwiga musiała myć wnętrze auta, bo stróż mocno potrząsał się w samochodzie. I to nie koniec. Pies potrzebował specjalistycznej karmy, a w wiosce nie było sklepów zoologicznych ani dostaw. Kurierem musiał zostać Jan.

Nie zostawię matki z chorym zwierzęciem! Wiesz, jaka jest wrażliwa. Potem jeszcze się będzie obwiniać odpowiedział, gdy Jadwiga zaczęła go krytykować.

A tak, wrażliwa. Psowi żal, a ludziom jeszcze mniej.

Jan poświęcał matce wszystkie weekendy, a czasem po pracy zrywał się i zostawał u teściowej na noc.

Jeszcze przyjadę, a wy i tak już będziecie spać tłumaczył się mężczyzna. Wstaję wcześnie i od razu jadę do pracy.

Jadwiga czekała, aż sytuacja się uspokoi, ale nic się nie zmieniało. W domu cieknął dach, zatykał się szambo, padał śnieg, rosła trawa Nie chciała sama dbać o dom, nie umiała choćby wezwać fachowców.

A może to oszuści? Złodzieje? Złapią trzy skóry Janie, mężczyźni się boją. Pomóż mi znaleźć rzetelnego i bądź przy mnie prosiła Olga.

Cierpliwość Jadwigi pękła, gdy teściowej znów wyłączono prąd. Tym razem późną Jesienią. Na szczęście tylko na chwilę, ale wystarczyło, by Olga spanikowała.

Jadwigo, jutro kupię mamie generator zwykł powiedzieć Jan.

Jadwiga napięła się.

Z własnej kieszeni? spytała, przymrużając oczy, wiedząc, iż to drogi zakup.

No Wiesz, mama ma napięcie. Po sprzedaży mieszkania prawie wszystko wydała, a żyje z jednej emerytury wzruszył ramionami Jan.

Świetnie. Czyli teraz finansujemy nie tylko siebie, ale i dom twojej mamy. Janie, czy nie przesadza twoja mama z życzeniami?

Mężczyzna zmarszczył brwi i machnął ręką.

Jadwigo, przestań. Tam nie ma światła, a nie chcesz, żeby zmarzła?

Jadwiga przewróciła oczy, ale znów musiała przyjąć tę rzeczywistość.

Usiadła sama w sypialni i rozważała rozwód. Żyjemy w miarę dobrze, chyba Nie, rozwód to za daleko. Trzeba wymyślić coś innego, by nie zwariować od zmęczenia pomyślała.

I wpadła na pomysł

Po tygodniu Jadwiga wstała wcześnie, po cichu się ubrała. Złapała się za torbę, gdy Jan ziewnął.

Tak wcześnie? zapytał, ocierając oczy.

Do rodziców odpowiedziała spokojnie, patrząc w lustro.

Co masz na myśli? Jan zmarszczył się. Dziś obiecałem mamie przyciąć gałęzie.

Nie uzgodniłaś tego ze mną. A ja mam też rodziców, którym potrzebna jest pomoc.

Ale twoich jest dwoje!

Starość nie odwołuje się. Teraz będziemy tak dzielić: jeden dzień wolny dla twojej mamy, drugi dla moich rodziców powiedziała, ruszając w stronę korytarza.

Ach tak, prawie zapomniałem. Lista spraw na lodówce. Nie zapomnij zrobić dzieciom lekcji i przygotować pizzę na obiad, prosili.

Wyszła, czując ciężki wzrok męża, ale nie odwróciła się. Po drodze do rodziców przyłapała się na tym, iż od lat nie myśli o pilnych sprawach i nie spieszy się nigdzie.

Pomoc rodzicom była symboliczna. Jadwiga dotarła na drugie piętro, potem odpoczęła. Czytała książkę na huśtawce w ogrodzie, wspominała zabawne przygody z dzieciństwa przy obiedzie, leniwie leżała na łóżku. Zapomniała, jak to jest jeść normalnie, a nie połykać jedzenie w pośpiechu pod ciągłym mamam!.

Idealnego rozwiązania chyba nie będzie. Może Olga nigdy nie sprzeda domu i nie rozwiąże problemów bez pomocy syna.

Jednak teraz Jadwiga ma swój mały kawałek przestrzeni, którego nie odda. To mała, ale zwycięska walka o sprawiedliwość i własny spokój.

Idź do oryginalnego materiału