Marek, naprawdę sobie z tego żartujesz? Znowu jedziesz do swojej mamy?
A co proponujesz? Zostawić ją na mrozie, bez prądu i wody? wkurzył się mężczyzna, grzebiąc w plecaku. Czy ty tak postąpiłabyś wobec własnych rodziców?
Wiesz, moi rodzice nie robią tak ze mną. Wiedzą, iż mam rodzinę i nie wciągają mnie w te rodzinne gry. A twoja mama zaczęła Zuzanna.
Nie kombinuj. Doskonale rozumiesz, iż muszę pomóc przerwał jej Marek, machając ręką.
Rozumiem. Ale i tak mnie to bolało. Nie dlatego, iż chłopcy kiedyś zapomną, jak się nazywa ich ojciec, a dlatego, iż nie starasz się wcale nauczyć ją samodzielności.
Ona sama zagotowała tę kaszę niech sobie samą zmywa. Ty natomiast wybierz, gdzie twoja rodzina: w wiosce czy tutaj.
Zuzanna odwróciła się i ruszyła do sypialni. Po pół minuty w korytarzu usłyszał się stuk zamka. Marek odszedł. Została sama, w towarzystwie synów, którym obiecała dzisiaj wspólny spacer po parku.
Tylko tata znów uciekł z rodziny, a cała odpowiedzialność spadła na Zuzannę.
Jeszcze dwa lata temu było zupełnie inaczej. Zuzanna pamiętała ten dzień jak wczoraj. Pojechali w gości do jej rodziców, zabierając ze sobą Elżbietę, żeby nie nudziła się sama. Elżbieta dobrze dogadywała się ze snułami, więc nie było sprzeciwu.
W chwili, gdy pili herbatę z ciastkami pod pergolą z winorośli, Elżbieta wpadła na genialny pomysł, który odwrócił los Zuzanny.
Och, jak tu pięknie! westchnęła, wciągając pełne płuca. Muszę iść do prywatnego domku. W moim wieku to właśnie cisza, spokój i świeże powietrze
Matka Zuzanny jedynie się uśmiechnęła. Na początku pomyślała, iż Elżbieta marzy na głos.
Tu dobrze, kiedy jesteśmy w gościach przerwała swatka. A tak bez męża w domu nic nie da się zrobić. To nie jest kurort. Tu zawsze coś trzeba naprawiać i łatać. A ty, Elżbieto, nie obrażaj się, ale nie jesteś stworzona do życia w domu.
Elżbieta zmarszczyła brwi, choć nie miała co się obrazić. Nie była leniwa, po prostu ciągle była w stanie chronicznego zmęczenia, choćby gdy nic nie robiła.
Nie zamierzam prowadzić gospodarstwa i grzebać w szklarniach. U was są kury i świnie, a mnie zadowolą kwiatki i drzewa.
Po prostu siedzieć w cieniu i podziwiać piękno. A wnukom się przyda. Kupię im dmuchany basen, będą biegać po trawie, a nie wdychać benzynę i pył.
Kwiaty i drzewa też wymagają opieki. Ty wiesz, iż w mieszkaniu wlecisz trochę kurzu, a tam nie ma nic do zrobienia. Raz na tydzień przetrzyj kurz, raz na dwa dni umyj podłogę, odkurz i leż, odpoczywaj łagodnie zauważyła matka Zuzanny.
Myślicie, iż prowadzimy gospodarstwo z wielkiej miłości do pracy? zachichotał teść. Na słowo to wszystko ładne, ale w rzeczywistości dom to bezdenna beczka.
Dzisiaj spłonął kocioł, jutro dach, pojutrze płot. I wszystko to kosztuje pieniądze. Więc się kręcimy.
No cóż, ogarniemy. Nie jestem sama upierała się Elżbieta, rzucając spojrzenie na Marka.
Zuzanna uniosła brew, ale milczała. Przekonać teściową było trudniej niż namówić głodnego bażanta, by nie zjadł kapusty.
Elżbieta tego dnia nie kłóciła się już ze snułami, tylko tajemniczo się uśmiechała, jak Mona Lisa. Po pół roku już dumnie pokazywała wszystkim swój nowy dom i demonstracyjnie rozkoszowała się niezwykłym zapachem róż z sąsiedniego ogrodu. Dom był naprawdę przyzwoity, wygodny.
Widzicie? Nie wierzyliście mi. Teraz jestem w waszym mieście pewnie oświadczyła teściowa.
Szczęście jednak nie trwało długo. Najpierw Elżbieta poprosiła syna o pomoc przy remontcie kosmetycznym. Ten przeciągnął się na pół roku, bo Marek jeździł tylko w weekendy.
Zuzanna narzekała, ale znosiła. Wierzyła, iż kiedyś remont się skończy i życie wróci do normy.
Gdy farba na płocie wyschła, a na ścianach pojawiły się nowe tapety, okazało się, iż lista zadań nie ma końca.
Najpierw teściowej odcięto prąd na prawie dwa dni. W domu zniknęło nie tylko światło, ale i woda. Marek pojechał do matki z butelką wody i jedną kawą, by ją uspokoić.
Wszystko stoi! A upał taki Żadnego klimatyzatora, żadnego prysznica Straszne! Nie żyję, tylko przetrwam narzekała Elżbieta.
Potem teściowa przygarnęła tułacza psa, który podobno miał problemy z nerkami. W wiosce nie było weterynarza, więc trzeba było wyruszyć do miasta. Oczywiście, Marek się zgodził.
No cóż, chory chłopiec Przynajmniej mamy stróża w domu mruknęła Elżbieta, uspokajając pupila.
Później Zuzanna musiała wyprać bagażnik, bo stróż mocno się potrząsał w samochodzie. I to nie koniec. Pies potrzebował specjalnej karmy leczniczej, a w wiosce nie było sklepu zoologicznego ani dostaw. Kurierem musiał zostać Marek.
Nie zostawię matki z chorym zwierzakiem! Wiesz, jak ona jest czuła. Potem jeszcze się obwinia odparł, gdy Zuzanna zaczęła go krytykować.
Aha, czuła. Piesowi żal, a ludziom już tak
Marek poświęcał matce wszystkie weekendy, a czasem choćby w tygodniu po pracy. Bywał też zmuszony przespać noc u teściowej.
Jak przyjadę, i tak już będziecie spać tłumaczył się mężczyzna. A tak wstaję wcześnie i od razu jadę do pracy.
Zuzanna czekała, aż sytuacja się uspokoi, ale nie było lekko. U teściowej znowu coś się zapykało, dach przeciekał, szambo się zatykało, padał śnieg, rosła trawa Nie chciała sama dbać o dom, nie mogła choćby zadzwonić po fachowców.
A co, jeżeli pojawią się oszuści? Złodzieje? Zdejmą jeszcze trzy skóry Marek, jesteś mężczyzną, a mężczyźni się boją. Pomóż mi znaleźć kogoś sumiennego i bądź przy nas błagała Elżbieta.
Cierpliwość Zuzanny wyczerpała się, gdy po raz kolejny wyłączono prąd, tym razem późną jesienią. Na szczęście nie trwało długo, ale wystarczyło, by Elżbieta spanikowała.
Zuzanno, jutro kupię mamie generator powiedział spokojnie Marek.
Zuzanna napięła się.
Z naszej kieszeni? spytała, przymrużając oczy, bo wiedziała, iż to nie tania rzecz.
No wiesz, mama ma teraz napięcie. Prawie wszystko, co zostało po sprzedaży mieszkania, wydała, a żyje z jednej emerytury wzruszył ramionami Marek.
Świetnie. To znaczy, iż teraz zapewniamy nie tylko sobie, ale i jej wymarzony dom. Marek, czy nie masz zbyt wielu życzeń wobec swojej mamy?
Mężczyzna zmarszczył brwi i machnął ręką.
Zuzanno, przestań. Tam nie jest nic z światłem. Chcesz, żeby zmarzła?
Zuzanna przewróciła oczami, ale znów musiała przełknąć całość.
Teraz siedziała sama w ich sypialni i rozważała rozwód. Przecież mąż ciągle gdzieś gdzieś jest.
Mamy jednak nieźle, chyba Nie, rozwód to za dużo. Muszę wymyślić coś innego, żeby nie zwariować z przemęczenia pomyślała Zuzanna.
I wpadła na pomysł
Po tygodniu Zuzanna wstała wcześniej i po cichu się ubrała. Już miała wyjść, gdy Marek zmrużył oczy.
Tak wcześnie? mruknął, przeciągając się.
Do rodziców odparła spokojnie, patrząc w lustro.
Co masz na myśli? zapytał Marek, marszcząc brwi. Dziś? Obiecałem mamie przyciąć gałęzie.
Nie uzgodniłeś tego ze mną. A ja mam też rodziców. Oni też potrzebują pomocy.
Ale twoich dwóch!
Starzenie się nie odwołuje się. Teraz będzie tak: jeden dzień wolny poświęcam twojej mamie, drugi moim rodzicom Zuzanna ruszyła w stronę korytarza i stanęła.
Ach tak. Nie zapomniałam. Lista zadań na lodówce. Nie zapomnij zrobić dzieciom lekcji i przygotować pizzę na obiad, prosili.
Wyszła, czując ciężki wzrok męża, ale nie odwróciła się. Po drodze do rodziców Zuzanna przyłapała się na tym, iż od lat nie myśli o pilnych sprawach i nie pędzi gdzieś w pośpiechu.
Pomoc rodzicom była symboliczna. Zuzanna dotarła na drugi piętro, po czym odpoczywała. Czytała książkę na huśtawce w ogrodzie, wspominała zabawne historie z dzieciństwa przy obiedzie, po prostu leżała leniwie na łóżku. Zapomniała już, co to znaczy jeść spokojnie, a nie połykać jedzenie w pośpiechu pod niekończącym się mamą!.
Idealnego rozwiązania może już nie być. Może Elżbieta nigdy nie sprzeda domu i nie rozwiąże problemów bez pomocy syna.
Jedno jest pewne Zuzanna teraz ma swój kawałek prywatnej przestrzeni, którego nie odda. To mała, ale już zwycięska bitwa o sprawiedliwość i własny umysł

![Rewitalizacja parku miejskiego w Ostrołęce na finiszu. Kiedy odbiór? [WIDEO]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2025/collage_-_2025-11-29t151426039.jpg)



![Sąsiad może zażądać pieniędzy, a Ty musisz mu je dać. Przepisy są bezlitosne [29.11.2025]](https://warszawawpigulce.pl/wp-content/uploads/2025/10/Pieniadze-banknoty-wazne200i1003888.webp)



