Eugeniuszu, naprawdę żartujesz?
Eugeniuszu, naprawdę żartujesz? Znowu wracasz do swojej mamy?
A co proponujesz? Zostawić ją na mrozie, bez prądu i wody? wykrzyknął mężczyzna, grzebiąc w plecaku. Czy ty tak postąpiłabyś wobec własnych rodziców?
Wiesz, moi rodzice nie robią tego ze mną. Wiedzą, iż mam rodzinę i nie wciągają mnie w takie rodzinne gry. A twoja mama zaczęła Jadwiga.
Nie nudź mnie. Doskonale rozumiem, iż muszę pomóc przerwał ją Eugeniusz gestem.
Rozumiem, ale i tak jest mi przykro. Nie dlatego, iż synowie niedługo zapomną, jak się nazywa ich ojciec, ale dlatego, iż nie starasz się nauczyć ją samodzielności.
Ona sama ugotowała tę kaszę niech sama sprząta. A ty wybierz, gdzie jest twoja rodzina: w wiosce czy tutaj.
Jadwiga odwróciła się i poszła do sypialni. Po pół minuty w korytarzu zatrzasnęło się drzwi. Eugeniusz odszedł. Została sama, z synami, którym tego dnia obiecała rodzinny spacer po parku.
Tylko iż tata znowu uciekł z ich rodziny, a ciężar spadł na Jadwigę.
Dwa lata wcześniej wszystko wyglądało inaczej. Jadwiga doskonale pamiętała ten dzień. Przyjechali w gości do rodziców, zabierając ze sobą Olgę Wiktorię, żeby nie była sama. Dobrze dogadywała się ze swatami, więc nikt nie miał nic przeciwko.
Gdy pili herbatę z ciastkami pod pergolą z winorośli, Olga wpadła na genialny pomysł, który odmienił życie Jadwigi.
Och, jak tu pięknie! westchnęła, łapiąc oddech pełną piersią. Muszę się przeprowadzić do domu prywatnego. W moim wieku spokój, cisza, świeże powietrze
Matka Jadwigi uśmiechnęła się. Początkowo pomyślała, iż Olga tylko marzy na głos.
Tu przyjemnie, gdy jesteś gościem odparła swatka. A w domu bez męża nie da się nic zrobić. To nie jest kurort. Zawsze coś trzeba naprawiać. A ty, Olgo, nie masz predyspozycji do prowadzenia gospodarstwa.
Olga przycisnęła usta, choć nie miała na co się obrazić. Nie była leniwa, ale żyła w chronicznym zmęczeniu, choćby gdy nic nie robiła.
Nie zamierzam prowadzić gospodarstwa i grzebać w szklarni. Tu macie kury i świnie, a ja wystarczą mi kwiaty i drzewa.
Aby po prostu siedzieć w cieniu i podziwiać piękno. A wnukom się przyda. Kupię im nadmuchiwany basen, będą biegać po trawie, a nie wdychać benzynę i kurz.
Kwiaty i drzewa też wymagają pielęgnacji. Ty w mieszkaniu spadasz, a tam nie musisz nic robić. Raz w tygodniu przetrzyj kurz, dwa razy w dwa dni umyj podłogę, odkurz i odpoczywaj łagodnie zauważyła matka Jadwigi.
Myślą, iż gospodarstwo to wspaniała miłość do pracy? przymrużył się swat. Na słowo to piękne, w rzeczywistości dom to niekończący się beczuł.
Dziś spłonął kocioł, jutro dach, pojutrze płot. Wszystko kosztuje pieniądze. I tak się kręcimy.
Nic, damy radę. Nie jestem sama upierała się Olga, rzucając spojrzenie na Eugeniusza.
Jadwiga podniosła brew, ale milczała. Przekonać teściową było trudniej niż namówić głodnego bażanta, by nie zjadł kapustę.
Od tego dnia Olga nie kłóciła się ze swatami, jedynie tajemniczo się uśmiechała niczym Mona Lisa. Pół roku później dumnie prezentowała swój nowy dom i zachwycała się zapachem róż z sąsiedniego ogrodu. Dom był naprawdę przytulny.
Widzicie? Nie wierzyliście mi. Teraz mieszkam w waszym mieście zapewniła teściowa.
Szczęście jednak nie trwało długo. Najpierw Olga poprosiła syna o pomoc przy drobnych remontach. Ten przeciągnął się na pół roku, bo Eugeniusz przyjeżdżał tylko w weekendy.
Jadwiga narzekała, ale znosiła to. Wierzyła, iż remont kiedyś się skończy i życie wróci do normy.
Gdy farba na płocie wyschła, a na ścianach pojawiły się nowe tapety, okazało się, iż lista zadań nie ma końca. Najpierw w teściowej wyłączono prąd na prawie dwa dni. W domu znikło nie tylko światło, ale i woda. Eugeniusz pojechał do matki z butelką wody i walizką, by ją uspokoić.
Wszystko stoi! A upał brak klimatyzacji, brak prysznica To nie życie, to przetrwanie jęczała Olga.
Potem teściowa przygarnęła błąkającego się psa, który miał problemy z nerkami. W wiosce nie było weterynarza, więc zwierzę trzeba było przewieźć do miasta, oczywiście Eugeniuszem.
Co zrobić, chłopcze Ale przynajmniej mamy stróża w domu mruknęła Olga, uspokajając psa.
Później Jadwiga musiała zmywać wnętrze auta, bo strażnik mocno potrząsał się w samochodzie. To nie koniec: psu potrzebny był specjalny karma, a w wiosce nie było sklepów zoologicznych ani dostaw. Kuriera musiał znowu zostać Eugeniusz.
Nie zostawię mamy z chorym zwierzakiem! Wiesz, jaka jest wrażliwa. Potem jeszcze się winą obwini! odparł, gdy Jadwiga zaczęła go krytykować.
Aha, wrażliwa. Zwierzęciu żal, a ludziom nieco mniej.
Eugeniusz poświęcał matce wszystkie weekendy, a czasem po pracy wpadł też w jej dom.
Przyjadę późno, i tak już zaśniesz usprawiedliwiał się. Wstanie wcześnie i od razu pojedzie do pracy.
Jadwiga czekała, aż sytuacja się uspokoi, ale nie było łatwiej. Teściowa miała przecieki w dachu, zapchany szambo, padał śnieg, rosła trawa Nie chciała samodzielnie dbać o dom, nie potrafiła wezwać fachowców.
Co jeżeli pojawią się oszuści? Złodzieje? Złamią jeszcze trzy skóry Eugeniuszu, mężczyzna się boi, więc pomóż mi znaleźć rzetelnego fachowca i bądź przy nas prosiła Olga.
Cierpliwość Jadwigi wyczerpała się, gdy po raz kolejny wyłączono prąd, już późną jesienią. Na szczęście na chwilę, ale wystarczyło, by Olga wpłynęła w panikę.
Jadwigo, jutro kupię mamie generator powiedział Eugeniusz spokojnym tonem.
Jadwiga napięła się.
Z własnej kieszeni? zapytała, mrugając, bo wiedziała, iż to kosztowny zakup.
No wiesz, mama ma napięcie. Po sprzedaży mieszkania prawie wszystko wydała, żyje z jednej renty wzruszył ramionami Eugeniusz.
Świetnie. Teraz wspieramy nie tylko siebie, ale i jej dom marzeń. Eugeniuszu, czy nie masz zbyt wielu życzeń?
Mężczyzna zmrużył oczy i machnął ręką.
Jadwigo, przestań. Tam nie ma już światła. Chcesz, żeby zmarzła?
Jadwiga przewróciła oczami, ale znów musiała przyjąć wszystko.
Teraz siedziała samotnie w sypialni i rozważała rozwód. Żyjemy całkiem nieźle, chyba Nie, rozwód to za dużo. Muszę wymyślić coś, by nie zwariować od zmęczenia pomyślała.
I wpadła na pomysł
Tydzień później wstała wcześniej, cicho się ubrała. Zaraz miała wyjść, gdy Eugeniusz przewrócił się zaspany.
Wstajesz tak wcześnie? podrapał oczy i ziewnął.
Do rodziców odpowiedziała spokojnie, patrząc w lustro.
Co masz na myśli? dopytał. Dziś obiecałem mamie przyciąć gałęzie.
Nie umówiłaś się ze mną. A ja mam też rodziców, którym potrzebna jest pomoc.
Ale twoich jest dwoje!
Starość się nie odwołuje. Teraz ustalimy: jeden weekend poświęcamy twojej mamie, drugi moim rodzicom powiedziała Jadwiga, stawiając krok w stronę korytarza.
Ach tak, prawie zapomniałem. Lista zadań na lodówce. Nie zapomnij odrobić lekcje z dziećmi i zrobić im pizzę na obiad, prosili.
Wyszła, czując ciężki wzrok Eugeniusza, ale nie odwróciła się. Po drodze do rodziców zdała sobie sprawę, iż od lat nie myślała o pilnych sprawach i nie spieszę się. Pomoc była symboliczna. Po powrocie wzięła kąpiel na drugim piętrze, potem odpoczęła.
Czytała książkę na huśtawce w ogrodzie, wspominała zabawne przygody z dzieciństwa przy obiedzie, po prostu leniwie leżała w łóżku. Zapomniała, co to jeść spokojnie, zamiast pożerać jedzenie w pośpiechu.
Idealnego rozwiązania może nie być. Może Olga nigdy nie sprzeda domu i nie rozwiąże problemów bez pomocy syna.
Jedno jest pewne Jadwiga zdobędzie własny kawałek przestrzeni, którego nie odda. To niewielka, ale ważna wygrana w walce o sprawiedliwość i własny spokój.
Pamiętajcie, iż prawdziwy spokój zaczyna się od szacunku do siebie i bliskich wtedy życie nie przytłacza, a daje siłę do dalszych kroków.

16 godzin temu